Kategoria: Zarządzanie i realizacja celów

Jak skutecznie zbudować wiarygodność i wzbudzać zaufanie?

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:


Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta, oto on - najlepszy wpis na blogu, jaki widzieliście! Ma on w sobie wszystko, czego wpis powinien mieć: humor, dobre treści i rozwiązanie wszystkich waszych problemów. Naprawdę! Specjalnie dla was dostępny jest za darmo. Wszyscy inni muszą za to płacić, ale dla was jest dostępny nieodpłatnie.

 

Brzmiało wiarygodnie? No właśnie.. Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak w rzeczywistości budować zaufanie i wzbudzać zaufanie, to wejdź dalej.

 

 

O chłopcu i wilku

Dawno, dawno temu, żył sobie pewien chłopiec. Chłopiec ów, skłonny był do żartów i psot.

 

Pewnego dnia wpadł na pomysł. „Udam, że widziałem wilka! Wtedy wszyscy z wioski się do mnie zlecą, a gdy już tu dotrą to zobaczą, że wilka nie ma. Ja zaś zawołam: żartowałem! I wszystkim będzie głupio, że dali się nabrać”.

Nie zastanawiając się dalej nad tym pomysłem, chłopiec postanowił zrobić jak to zaplanował.

 

„Ratunku, to wilk!” Zaczął krzyczeć w niebogłosy. Ze wszystkich stron zbiegali się okoliczni mieszkańcy. Gdy jednak dotarli na miejsce, zamiast groźnego wilka zastali roześmianego chłopca.

„Daliście się nabrać!” Krzyczał, „To tylko żart, haha”. Zdenerwowani mieszkańcy zorientowawszy się o braku prawdziwego zagrożenia, wrócili do swoich zadań.

 

Chłopiec zachwycony skutecznością swojego żartu postanowił go powtórzyć następnego dnia. I tym razem, zleciało się kilkanaście osób gotowych przegonić złego wilka. Tak samo jak poprzednio, zamiast drapieżnika zastali śmiejącego się chłopa.

 

„Nigdy mi się to nie znudzi” stwierdził chłopiec, i dla dodania autentyzmu swojego żartu postanowił nazajutrz wejść głębiej do lasu i stamtąd wykrzykiwać swoje wołania o pomoc.

 

Ku jego zdziwieniu, gdy tylko dotarł na miejsce, wkrótce przekonał się, że nie jest sam. Z zza krzaków łypały na niego dzikie ślepia. Gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, na co patrzy, wykrzyczał w niebogłosy „Wilk! Ratunku, pomocy to wilk!”.

 

Niestety, tym razem nikt nie przyszedł. „Znowu próbuje nas nabrać” pomyśleli mieszkańcy, „Nie z nami takie numery, o nie!” i wrócili do swoich zadań, nieświadomi, ze nieopodal nich, roześmiany chłopiec wyziewa ducha.

 

 

Wiarygodność

Czy twoje życie również może zależeć od tego czy wzbudzasz zaufanie i czy jesteś wiarygodny? Uprawiając sporty ekstremalne czy też będąc w strefie konfliktu zbrojnego – zapewne tak.

Niemniej jednak, szara rzeczywistość dnia codziennego również wymagać będzie od nas zbudowania wiarygodności.

 

Wyobrażasz sobie szefa, któremu nikt z podwładnych nie ufa? Gdzie każde jego słowo jest brane z przymrużeniem oka?

Albo załóżmy, że negocjujesz bardzo ważny kontrakt dotyczący dużego zamówienia. Wiesz, że firma nie ma w tej chwili wolnej gotówki, dlatego chcesz przesunąć termin płatności. Czy wystarczy Ci wiarygodności, by przekonać drugą stronę, że zdobędziecie tą gotówkę i uregulujecie płatności na czas?

 

Takich przykładów możemy mnożyć w nieskończoność. Puenta jest taka, że wiarygodność otwiera przed nami wiele zamkniętych drzwi.

Naucz się otwierać te drzwi, stosując się do poniższych porad przy budowaniu wiarygodności.

 

 

Zbuduj własną wiarygodność w 8 krokach

Wiarygodność i zaufanie idą ręka w rękę. Jeżeli ktoś nas obdarza zaufaniem, to znaczy, że wierzy, w nasze możliwości i umiejętności. Stosując się do poniższych rad w krótkim czasie możesz wzmocnić swoją wiarygodność.

 

 

Krok 1 – bądź transparentny

Chcesz, aby ludzie Ci ufali? W takim razie nie daj im odczuć, że nie dzielisz się z nimi wszystkimi informacjami. Z reguły nie ufamy politykom właśnie z racji na brak transparentności. Czujemy, że albo nie mówią nam całej prawdy, albo w najlepszym razie mówią, co inni kazali im powiedzieć. Dlatego pierwszy krok do zbudowania wiarygodności to wyzbycie się niedopowiedzeń, i pokazanie na dłoni naszych motywów i celów.

 

 

Krok 2 - Nie owijaj w bawełnę

„Nakażę deportację 11 milionów nielegalnych imigrantów, dopuszczając możliwość powrotu do USA tylko tych dobrych”. Czego, jak czego, ale owijania w bawełnę Donaldowi Trumpowi nie możemy zarzucić. Oczywiście całokształt jego osoby i wystąpień wpływa na ogólny brak jego wiarygodności, niemniej jednak ta konkretna cecha, czyli nie owijanie w bawełnę, na pewno nam się przyda przy budowaniu naszej wiarygodności.

 

W kontekście rekrutacji, o której mówiłem tydzień temu (link) o wiele lepiej zakomunikować „Z powodu na Pana brak doświadczenia oraz niezbędnej certyfikacji zdecydowaliśmy się zatrudnić innego kandydata” niż „Jest pewne prawdopodobieństwo, że weźmiemy Pana kandydaturę pod uwagę, niemniej jednak są pewne rzeczy, które mogą nam w tym przeszkodzić”.

 

 

Krok 3 – Nie skupiaj się na sobie

Najkrótszą drogą do pozbycia się wiarygodności jest skupienie się na sobie. Auto-komplementy pokazujące nasze doświadczenie, czy inne walory, mogą znacząco obniżyć zaufanie, jakim nas inni obdarzają. Dlatego zamiast tego wybierz skromność, niech twoje czyny mówią same przez siebie.

 

 

Krok 4 - Mów językiem wartości a nie emocji

Budując wiarygodność w miejscu pracy, niezwykle ważne jest aby mówić językiem wartości a nie emocji. Przykładowo, jeżeli nie zgadzamy się z kimś, zamiast zakomunikować „uważam, że twój pomysł jest zły i nie ma szansy na realizacje” lepiej położyć nacisk na wartości i powiedzieć coś w stylu „osiągnięcie celu, który wyznaczyliśmy może być niemożliwe przy wdrożeniu tego rozwiązania”.

 

Przesuwając nacisk na uniwersalne wartości takie jak dobro firmy, cele krótko i długoterminowe czy też efektywność możemy śmiało komunikować nasze propozycje i uwagi.

 

Kierując się zaś emocjami jesteśmy postrzegani, jako mało wiarygodni, nastawieni wyłącznie na własne korzyści. Emocje często są również substytutem nieodrobionej pracy domowej (link). Nieprzygotowani, niezaznajomieni z tematem możemy uderzyć w argumenty emocjonalne, chcąc odwrócić uwagę od krępującego pytania.

 

Końcowy skutek będzie jeszcze gorszy. Nasz brak wiedzy i doświadczenia tuszowany argumentami emocjonalnymi, w końcu wyjdzie na jaw, jeszcze bardziej niszcząc naszą wiarygodność.

 

 

Krok 5 – Przyznaj się a nie wybielaj się

Każdy z nas popełnia błędy. To jak do nich podejdziemy nas wyróżnia.

Możesz udawać, że nic się nie stało. Albo, że wina leży po innej stronie. W obu przypadkach pogorszysz jednak sprawę. Zamiast tego – przyznaj się. Weź odpowiedzialność za swoje czyny i spójrz prawdzie w oczy. W ten sposób możesz z nawiązką odzyskać utraconą przez pomyłkę wiarygodność.

 

 

Krok 6 – Nie koloryzuj

Każdy, kto mnie zna, wie, że to moja pięta achillesowa, dlatego też nad tym muszę mocno popracować..

Jeżeli pracujesz w danej firmie 13 miesięcy, nie mów, że pracujesz tam prawie dwa lata. Jeżeli zrobiłeś 20 pompek nie mów, że spokojnie robisz ich kilkadziesiąt.

Zamiast tego bądź precyzyjny i dokładny. Tak jak przy Kroku 2 – tutaj również jest to tylko kwestią czasu, gdy prawda wyjdzie na jaw. Skutkiem tego ucierpi twoja wiarygodność.

 

 

Krok 7 – Dbaj o spójność

Ludzie wiarygodni cedzą swoje słowa. Jeżeli dzisiaj mówię Ci, że nigdy nie jadam po 18, a samemu jutro proponuję kolacje, o 19, co to mówi o mojej wiarygodności? Skoro nie jestem spójny w tak prostych kwestiach jak gastronomia, to, dlaczego inaczej ma być przy poważniejszych sprawach?

 

 

Krok 8 – uważaj na swoje słownictwo

Unikaj nadużywania silnych przymiotników w stylu „to najgorsze wystąpienie jakie słyszałem” czy też „nigdy przenigdy nie byłem tak śmiertelnie zmęczony”.

Tak jak to mówiłem wcześniej, zamiast emocji stosuj konkretne logiczne argumenty mówiąc np. „Tomek mógłby popracować nad mową ciała – dzięki niej jego wystąpienie było by bardziej spójne” albo „dzisiaj spałem 5 godzin – 3 godziny mniej niż normalnie potrzebuje by w pełni wypocząć”.

Inną kwestią jest używanie sformułowań takich jak „będąc szczerym..” Czy „szczerze mówiąc..” Używając ich sugerujesz, że przez pozostały czas nie jesteś szczery.

 

 


I to by było na tyle 🙂

 

Ze swojej strony życzę Ci sukcesów w budowaniu swojej wiarygodności.

Na koniec pytanie: czy według Ciebie wiarygodność naprawdę jest taka ważna?

 

pozdrawiam,

 

pp37-max wiarygodność

Archiwum

Newsletter

Newsletter

O najczęściej popełnianych błędach przy monetyzacji blogu

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Czterocyfrowy przychód po kilku miesiącach prowadzenia blogu. Reklamodawcy drzwiami i oknami walący do naszych drzwi. Brzmi zbyt dobrze by było prawdziwe? Bo tak jest. Monetyzacja blogu jest tylko opcją dodatkową, dostępną dla tych, którzy oddadzą się prowadzeniu swojej strony w pełni.

 

O zdrowym podejściu do zarabianiu na blogu i konkretnych metodach monetyzacji, porozmawiam dzisiaj z moim gościem.

 

 

Wprowadzenie do monetyzacji

Na wstępie muszę się przyznać, że tematyka monetyzacji blogu jest dla mnie aspektem stricte teoretycznym. Osobiście wybrałem model długofalowy polegający na stopniowym budowaniu zaufania wśród odbiorców. Zanim o cokolwiek poproszę, chce dać wam jak najwięcej wiedzy, treści i materiałów. Jeżeli uznacie je za przydatne, będę wam dawał możliwość odwdzięczenia się – rączka rączkę myje.

 

Niemniej jednak, aby nie opierać się na samej teorii w kwestii monetyzacji blogu, zaprosiłem dzisiaj Mateusza Kiszlo, którego pamiętacie z cyklu wpisów dotyczących budowania kariery zawodowej:

Czy studia są dla każdego?

Jak poszukiwać swojeje pierwszej pracy?

Jak ubiegać się o podwyżkę i awans?

 

Mateusz zakładał w swoim życiu kilka blogów, akumulował doświadczenia w zakresie technik monetyzacyjnych, co pozwoliło mu na swoim blogu (jakzarabiacpieniadze.com.pl) zarabiać średnio ponad 1000 zł miesięcznie.

Dzisiaj opowie nam jak do tego doszedł i jakie porażki napotkał po drodze.

 

 

Metody monetyzacji blogu

Przechodząc od razu do sedna, warto zastanowić się nad tym, czym jest monetyzacja blogu.

 

Określiłbym ją, jako metody pozyskiwania wymiernych korzyści w związku z prowadzeniem blogu. Patrząc na tą definicję możemy wyszczególnić dwa typy monetyzacji:

tabela1 monetyzacji blogu

Z finansowych metod monetyzacji blogu warto wymienić na początku korzystanie z gogle adsens.

Rreklamy gogle adsens polegają na wyświetlaniu spersonalizowanych reklam użytkownikom Internetu. Jeżeli przykładowo szukałem w ostatnim czasie nowych modeli telefonu, jest duża szansa, że przy przeglądaniu jakiegoś bloga, czy serwisu informacyjnego, na bocznym pasku zobaczymy reklamę nowego Samsunga.

 

O sposobie działania gogle adsens przekonał się ostatnio Tomasz Lis, twittując o skandalicznej reklamie pań do towarzystwa z Ukrainy, którą to reklamę zobaczył na portalu niezalezna.pl Pan Tomasz nie zorientował się, że reklama, którą oglądał była wynikiem jego wcześniejszych wyszukań;)

 

Plusy gogle adsens:

  • Kompletna bezobsługowość dla blogera
  • Szybka możliwość wdrożenia ich na naszej stronie

 

Minusy:

  • Bardzo małe przychody per kliknięcie – potrzebujemy setek tysięcy odsłon miesięcznie strony, aby zarobić jakiekolwiek poważniejsze pieniądze. Aby zarabiać tą metodą musimy publikować z bardzo dużą częstotliwością
  • Reklamy adsense rozpraszają czytelników utrudniając im konsumpcję TWOICH treści
  • Adsens wysysa ruch z TWOJEJ strony dając Ci w zamian groszowy zysk w przeliczeniu na odpływającego czytelnika.
  • Polscy internauci są w czołówce w stosowaniu gogle adblock (ok 40%)

 

 

Kolejnym typem monetyzacji są wpisy sponsorowane

Załóżmy, że prowadzę blog o wędkarstwie rzecznym. Osobiście korzystam z konkretnego modelu wędki, z którego jestem zadowolony do tego stopnia, że postanawiam skontaktować się z producentem. Przedstawiam mu propozycje napisania artykułu dotyczącego wyboru odpowiedniej wędki. Za promowanie ich produktu dostaję wynagrodzenie. Haczyk tkwi tutaj w komunikacji. Producent chciałby abyśmy nie wspominali o tym, że zapłacił nam za chwalenie ich produktu (zwiększy się wtedy jego wiarygodność). Niemniej jednak nasza wiarygodność może legnąć w gruzach, jeżeli tą informację zataimy.

 

Plusy wpisów sponsorowanych:

  • Większy zarobek w porównaniu do reklam gogle adsense
  • Potencjalna pomoc reklamodawcy w przygotowaniu materiału
  • Możliwość publikacji materiału z wykorzystaniem kanałów marketingowych reklamodawcy

 

Minusy:

  • Potrzeba bardzo przemyślanego dobierania produktów do promocji. Jeżeli producent zyska nieprzychylną opinię klientów, jest wielce prawdopodobne, że cień padnie również na nas.
  • Możliwość podważenia naszych dobrych intencji przez czytelników

 

Banery reklamowe

W przeciwieństwie do reklam googla ta forma różni się treścią przekazu. Przykładowo producent wędek, o którym pisaliśmy w artkule sponsorowanym, wykupi również baner na naszej stronie głównej. Zyskuje on teraz wyłączność na umieszczanie treści reklamowych w wybranym miejscu.

 

Plusy banerów reklamowych:

  • Brak ryzyka dobrania przez googla losowych, niedostosowanych do potrzeb odbiorców reklam
  • Kontrola nad sposobem wyświetlania reklam

 

Minusy:

  • Małe przychody w przypadku błędnego dobrania produktu do naszej strony
  • Rozpraszanie czytelników
  • Oddelegowywanie ruchu z naszej strony do strony reklamodawcy

 

 

Afiliacja

Afiliacja polega na polecaniu wybranych produktów i usług naszym odbiorcom. Od wpisów sponsorowanych różni się tym, ze możemy umieszczać ją w wybranych miejscach na naszej stronie, jak również przekazywać ustnie informacje o afiliacji.

 

Plusy programów afiliacyjnych:

  • W przypadku dobrego dobraniu produktu i zbudowaniu zaufania wśród odbiorców, mamy możliwość uzyskania znaczących przychodów (Michał Szafrański zarabia setki tysięcy złotych na polecaniu produktów bankowych)
  • Realna możliwość pomocy naszym odbiorcom, w przypadku polecania dobrych usług i produktów

 

Minusy:

  • Żmudny proces budowania zaufania wśród odbiorców trwający latami
  • Potrzeba bardzo przemyślanego dobierania produktów do promocji. Jeżeli producent zyska nieprzychylną opinię klientów, jest wielce prawdopodobne, że cień padnie również na nas.

 

 

Konsultacje indywidualne

Może się tak zdarzyć, że zdecydujemy się świadczyć swoje usługi wybranym odbiorcom, czy to w formie indywidualnych konsultacji czy szkoleń.

 

Plusy:

  • Duży zarobek w przeliczeniu na poświęcony czas
  • Budowanie indywidualnych relacji z odbiorcami

 

Minusy:

  • Potrzeba bardzo dużego autorytetu (nikt nie będzie płacił nam, jeżeli nie będą święcie przekonani, co do naszych możliwości i doświadczenia)
  • Mały zasięg działania

 

 

Nie finansowe metody

Jeżeli ciekawi Cię, jaka jest prawdziwa możliwość monetyzacji blogu, to odsyłam Cię do mojej rozmowy z Mateuszem. Tam opowiadamy, na czym i dlaczego warto się skupić.

 

 

Przyczyny porażek przy monetyzacji blogu

Błędem popełnionym przez Mateusza przy monetyzacji blogu było skorzystanie ze strategii skracania linków Short.st  W praktyce działa ona tak, że umieszczamy link na naszej stronie, do innego zasobu. Użytkownik klika w link, lecz nie trafia bezpośrednio na stronę docelową, lecz po drodze skierowany jest do reklamy. Można to przedstawić, jako objazd na drodze z A do Z

rys1 monetyzacji blogu

Skutek? Ogromna irytacja czytelników. Zimnym prysznicem dla Mateusza był Paweł Tkaczyk (link), który zdecydował się nie polecać wpisów Mateusza z racji na stosowanie shorte.st

Rezultat? Wycofanie się z tej formy monetyzacji blogu i skupienie się na tworzeniu treści o wysokiej, jakości.

 

Dzięki tej porażce, blog jakzarabiacpieniadze.com.pl stał się bardziej przejrzysty i klarowny, a treści publikowane przez Mateusza mają większą szansę pomóc jego czytelnikom.

 

Innym błędem, na który warto zwrócić uwagę jest nietrafiony program afiliacyjny. W przypadku Mateusza były nimi konta i lokaty bankowe. Czytelnicy jego bloga trafiają tam, aby znaleźć informacje dotyczące zarabiania. Oszczędzanie już ich tak bardzo nie interesuje, co widać było na niemrawym odzewie po wspomnianej afiliacji bankowej.

 

Warto również pamiętać o marketingu naszych treści. W dzisiejszych czasach, nieważne jak dobry przygotujemy materiał, – jeżeli nie wypromujemy go w odpowiedni sposób, to nie zbudujemy grupy czytelników. Bez czytelników i odwiedzin na stronie nie będziemy generowali przychodu w żadnej z opisywanych metod monetyzacji blogu.

 

 

Aby zwiększyć ilość odwiedzin na stronie powinniśmy:

  • Pozyskiwać ruch zewnętrzny, np. poprzez wpisy gościnne, czy publikacje na zewnętrznych serwisach i portalach informacyjnych
  • Dobrze komunikować się z czytelnikami. Informować nas o tym, co się dzieje, co będzie się działo i jakie są nasze intencje.
  • Zbudować konkretną tożsamość strony. Mieć określony cel, który chcemy osiągnąć i być konsekwentnym w dążeniu do niego.

 

 

Wnioski końcowe dotyczące monetyzacji blogu

Największym błędem, który możemy popełnić przy podejmowaniu prób monetyzacji naszej strony jest postawienie jej na pierwszym miejscu i prowadzenie blogu z perspektywy zarabiania na nim.

To nie oznacza, że mamy działać charytatywnie i że nigdy nie dostaniemy rekompensaty za swoją pracę.

Jeżeli jesteśmy w czymś dobrzy (tutaj, publikujemy regularnie treści o wysokiej, jakości), jesteśmy transparentni w swoich działaniach i skupiamy się na budowaniu relacji z naszymi odbiorcami – koniec końców pieniądze same się pojawią.

Jeżeli zaś będziemy za wszelką siłę próbowali wciskać naszym odbiorcom kolejne niepotrzebne im produkty, zamydlając nasz przekaz dodatkowymi reklamami – rezultat będzie odwrotny do zamierzonego. Będziemy tracić wiarygodność i koniec końców odbiorców.

 

 

Co zatem powinniśmy robić zanim pomyślimy o monetyzacji blogu?

  1. Wybierzmy tematykę blogu, która jest nam bliska, w której się dobrze czujemy.
  2. Dobierzmy niszę / grupę docelową, do której będziemy chcieli docierać (przykładowo wędkarstwo rzeczne)
  3. Skupmy się na tworzeniu wysokiej, jakości treści, które będziemy regularnie publikować na stronie
  4. Przeprowadzajmy aktywną kampanię marketingową celem promocji naszych treści wśród naszej grupy docelowej
  5. Śledźmy statystyki strony, aby zorientować się, co do naszej skuteczności (wybór grupy docelowej, ilości odsłon itd.)
  6. Odłóżmy tworzenie zakładki współpraca, co najmniej na 12 miesięcy. Nie pokazujmy, że stworzyliśmy blog wyłącznie z myślą o zarabianiu na nim
  7. Gdy przyjdzie dla nas odpowiedni czas, dobierzmy optymalną metodę monetyzacji blogu, która będzie współgrała z naszą grupą docelową
  8. Testujmy wybrane wcześniej rozwiązania i w razie braku pożądanych rezultatów zmieniajmy strategię

 


Dziękuje Ci za zapoznanie się z tym materiałem. Jak wygląda u Ciebie sprawa? Prowadzisz już bloga? Myślisz o jego monetyzacji?

 

Pozdrawiam,

Wybrane źródła:

 

 

Mateusz Kiszlo 🙂

pp34-max monetyzacji blogu

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Czy warto być perfekcjonistą?

Czyli o błędach popełnianych przy zarządzaniu zadaniami

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając  tutaj

 

 

Perfecjonista na odwyku

W mojej poprzedniej firmie zaczynałem od najniższego stanowiska – asystenta kierownika projektów. Chcąc szybko awansować postanowiłem, że każde nadarzające się zadanie będę wykonywać bezbłędnie. Moim celem było udowodnienie swojej wartości poprzez dowiezienie wyników o najwyższej jakości, do tego elegancko opakowanych.

Jednym z zadań, które mi przydzielono była analiza firm konkurencyjnych operujących w okolicy rozwijanych przez nas projektów.

 

Mając takie zadanie najpierw poświęciłem kilka godzin na przygotowanie rozbudowanej tabeli w excelu do zbierania wyników moich analiz. Aby w profesjonalny sposób prezentować dane, skupiałem się na tworzeniu wykresów i tabeli pivot (których tworzenia musiałem nauczyć się doszkalając się na youtube itp.). Dalej zacząłem przeglądać ogólnodostępne bazy danych (bipy gmin, stowarzyszenia antywiatrowe działające w okolicy) po to, by na koniec złapać za telefon i obdzwaniać wybrane urzędy gmin. Gdy ustaliłem już, że we wszystkich 4 gminach ościennych nie ma projektów konkurencyjnych postanowiłem rozszerzyć swoje badania – tak, aby się upewnić jak wygląda sytuacja w większej skali.

 

 

Skutki perfekcjonizmu

W wyniku tych wszystkich działań przedstawiłem przełożonej kilkadziesiąt rekordów w excelu, razem z rozbudowanym raportem. Całość zajęła mi ok 3 dni (wliczając w to inne obowiązki). Jak się później okazało, analogiczne zadanie należało wykonać dla następnych gmin w okolicy, dla których rozwijaliśmy projekty. Niestety zadanie to miało bardzo napięty harmonogram czasowy. System pracy, który sobie stworzyłem, pozwolił mi zweryfikować ok 65% gmin, które nas interesowały.

Projekt analizy konkurencji w okalających gminach, jako całość nie został ukończony na czas. Poszczególne zadania (wybrane lokalizacje) zostały wykonane perfekcyjnie, przy jednoczesnym kompletnym pominięciu pozostałych.

 

 

Wnioski

perfekcjonizm wygrał tę rundę. Położyłem nacisk na tych elementach, które kompletnie tego nie wymagały (rozbudowane tabele, wykresy, rozszerzanie badania o gminy niesąsiadujące bezpośrednio), przez co nie starczyło mi czasu na wykonanie głównego celu zadania, którym była weryfikacja obecności firm konkurencyjnych we wszystkich wybranych lokalizacjach.

 

 

Nauka na błędach

należy dokładnie zrozumieć cel naszego działania w perspektywie dostępnego czasu. Musimy zastanowić się, co jest najważniejsze, a co może poczekać. W opisywanym przykładzie powinienem kompletnie porzucić kwestię rozbudowanego raportowania na rzecz najważniejszego zadania: zbadania konkurencji. Gdyby udało mi się to ukończyć przed terminem, nie musiałbym wysyłać rozbudowanego maila z wynikami i raportami dziennymi. Zamiast tego spotkałbym się z przełożoną, zaprezentował jej wyniki w formie ustnej prezentacji i po tym poprosił o ekstra czas na podsumowanie wyników – wtedy cel całego projektu zostałby w o wiele lepszy sposób wypełniony.

 

Aby zwalczać perfekcjonizm nie bójmy się rezygnować z pewnych rzeczy w trakcie realizacji projektu. Zróbmy burzę mózgów ze wszystkimi zainteresowanymi stronami i ustalmy priorytety, następnie podzielmy dane zadania i trzymajmy się terminów.

Lepiej zrobić coś całkiem dobrze, ale na czas niż perfekcyjnie i po terminie. Zwłaszcza, gdy zadanie, którym się zajmujemy nie ma wysokiego priorytetu.

 

Lepiej zrobić coś całkiem dobrze, ale na czas niż perfekcyjnie i po terminietwitter

 

Naturalnie, aby walczyć z perfekcjonizmem musimy najpierw zdać sobie sprawę, iż jesteśmy jego ofiarą. Lecz nasz przeciwnik ma wiele twarzy, a my musimy nauczyć się rozpoznawać każdą z nich:

 

1. Wewnętrzny perfekcjonizm

To mój przypadek – mianowicie nieosiągalne standardy narzucam sam sobie. Nie potrzebuję nikogo z zewnątrz do tego, by budować presję wokół jakości mojej pracy. Dostając zadanie dobudowuję sobie do niego 5 zadań pobocznych, które w mojej ocenie zwiększą, jakość końcową. W momencie, gdy nie uda mi się zrealizować tego, co zaplanowałem – zaczynam się obwiniać i krytykować, nawet gdy inni są zadowoleni z końcowych efektów, gdzie często w mojej ocenie jest to wtedy zadowolenie powierzchowne. Dlaczego niektóre z naszych celów są z góry skazane na porażkę?

 

2.Zewnętrzny perfekcjonizm

W tym przypadku nierealistyczne standardy jakości narzucamy wszystkim wokół – podwładnym, rodzinie i znajomym. Oczekujemy perfekcyjnego rezultatu, a gdy to nie następuje zaczynami wywody i obwinianie drugiej strony. Ten perfekcjonizm rozsiewa zatem swoją toksyczność na całą grupę ludzi.

 

3. Społeczny perfekcjonizm

Tutaj do gry wchodzą głosy w naszej głowie – zaczynamy sobie wyobrażać, iż to bliżej nie określone społeczeństwo wymaga od nas najwyższej jakości i perfekcjonizmu. Gdy nie udaje nam się spełnić wygórowanych standardów wmawiamy sobie, że inni będą nam to wytykali i na pewno tylko na to czekają. Ten typ perfekcjonizmu jest najbardziej niebezpieczny – generuje depresję, stany lękowe i problemy z agresją.

 

No dobrze, a co jeżeli nie wiem czy można mnie zaklasyfikować jako perfekcjonistę? Wypatrujmy następujących symptomów:

 

 

Symptomy perfekcjonizmu:

  • ciągłe zwątpienie - najlepszym przyjacielem perfekcjonisty jest zwątpienie. Towarzyszy ono na każdym etapie pracy, a w szczególności w momencie jej ukończenia. Pytania w stylu: czy jest to wystarczająco dobre? Czy inni będą zadowoleni z rezultatów? Czy nie można było tego zrobić lepiej? Pojawiają się u każdego z nas na pewnym etapie prac. Jeżeli jednak jest to nagminne, a wrażenie zwątpienia nas nie opuszcza nawet na chwilę – może to być objaw perfekcjonizmu.
  • myślenie zero jedynkowe - perfekcjoniści widzą świat czarno-biały. Albo coś jest idealne, albo beznadziejne. Nie ma tutaj złotego środka.
  • myślenie katastroficzne - wiąże się z poprzednim punktem. Idea jest taka, że bojąc się porażki (czytaj nieperfekcyjnego rezultatu) wpadamy w retorykę w stylu: „Jeżeli nie zrobię tego dobrze, współpracownicy mnie wyśmieją”, „nie mogę pozwolić, by pomyśleli, że jestem niekompetentny” itd.
  • słomiany zapał - wiedząc, że efekt pracy ma być perfekcyjny, perfekcjonista może odwlekać rozpoczęcie pracy nad projektem wpadając w sidła prokrastynacji. W skrajnym przypadku może podjąć decyzję o porzuceniu projektu – wszystko po to, by nie dopuścić do sytuacji, w której rezultat mógłby być nieperfekcyjny.
  • przepracowanie - czy stale czujesz się przepracowany? Niezależnie od tego, ile masz na talerzu nie możesz uciec od wrażenia, iż tego jest za wiele? Może to być kolejną oznaką perfekcjonizmu. Zwróć uwagę czy wrażenie przepracowania nie towarzyszy Ci stale lub w przeważającej mierze.

 

Ten portal i moja praca również nie są perfekcyjne. Przykładem jest niedawno opublikowany materiał promocyjny:

w którym po waszych komentarzach dojrzałem następujące błędy:

  • zbyt duża ilość gestykulacji (utrudnia skupienie)
  • trudno dostrzegalny prześmiewczy charakter względem coachingu
  • zbyt cichy podkład audio

 

Niemniej jednak cieszę się, że kontynuuję ten projekt i że w tym uczestniczysz – choćby tylko to czytając. Dziękuję Ci za to 🙂

 

Pozdrawiam,

Wybrane źródła:

 

anorexia nervosa: Novel performance based evidence.  PLoS ONE, 9, 1-7.

Shafran, R. & Mansell, W. (2001).  Perfectionism and psychopathology: A review of research and treatment.  Clinical Psychology Review, 21, 879-906.

http://www.quickanddirtytips.com/health-fitness/mental-health/toxic-habits-perfectionism?page=1

https://www.anxietybc.com/sites/default/files/Perfectionism.pdf

 

Lloyd, S., Yiend, J., Schmidt, U., & Tchanturia, K. (2014).  Perfectionism in

pp29 max perfekcjonizm

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Jak krok po kroku rozliczyć pit z umowy o pracę za 2015 rok?

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając  tutaj

 

 

Końcówka marca. Do złożenia najpopularniejszej deklaracji PIT-37 składanej przez pracowników etatowych pozostało już tylko ok 5 tygodni. Jeżeli przysługuje nam zwrot nadpłaconego podatku i chcielibyśmy go w miarę szybko zobaczyć na naszym koncie – powinniśmy od razu zebrać się do wypełniania formularzy.

W tym artykule podzielę się własnymi doświadczeniami i wskazówkami dotyczącymi rozliczania PIT-u z tytułu umowy o pracę. Na wstępnie zaznaczę, że nie jestem doradcą podatkowym i wszystkie poniżej przedstawione treści stanowią moje indywidualne przemyślenia. W razie wątpliwości zawsze sięgaj po poradę księgowej lub licencjonowanego doradcy podatkowego. Dodatkowo możesz zasięgnąć informacji u źródła, czyli na stronie ministerstwa finansów.

 

 

Kto podlega obowiązkowi podatkowemu PIT?

Na początku warto rozgraniczyć dwa pojęcia: podatnik objęty nieograniczonym i ograniczonym obowiązkiem podatkowym PIT. Jeżeli wszystkie nasze przychody (niezależnie od ich źródła i miejsca uzyskania) rozliczamy wg. polskiej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, a w kraju posiadamy centrum interesów osobistych lub gospodarczych i przebywamy tutaj dłużej niż 183 dni w roku podatkowym, wtedy podlegamy pod kategorię nieograniczonego obowiązku. Jeżeli zaś tylko mamy rozliczyć dochody uzyskiwane w Polsce, wtedy podlegamy pod ograniczony obowiązek PIT. Jest to o tyle ważne, że sam fakt zameldowania w kraju nie stanowi o nieograniczonym obowiązku podatkowym. Dodatkowo musimy wykazać, że faktycznie tutaj żyjemy i pracujemy.

 

Co dokładnie jest przychodem podatkowym?

Ok, ustaliliśmy już, że całość uzyskanych przychodów w roku podatkowym będziemy rozliczać w kraju. Teraz nasuwa się pytanie, co dokładnie powinniśmy rozliczyć? Jasnym jest, że wynagrodzenie ze stosunku pracy (np. umowy o pracę) podlega opodatkowaniu, ale mając z tyłu głowy niepohamowany apetyt fiskusa, nie możemy zatrzymać się tutaj. Poza podstawowym wynagrodzeniem podatkiem dochodowym objęte są również otrzymane lub pozostawione do dyspozycji płatnika wartości pieniężne oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń. Innymi słowy, jeżeli w danym roku podatkowym korzystaliśmy np. ze służbowego samochodu do celów prywatnych albo wygraliśmy toster w konkursie organizowanym przez supermarket, również powinniśmy odprowadzić od tego podatek. Miejmy jednak świadomość, że ani pracodawca, ani nikt inny nie może nas uszczęśliwić na siłę. Innymi słowy, w przypadku świadczeń niepieniężnych o przychodzie można mówić wtedy, gdy zostały one:

- spełnione za naszą zgodą (otrzymaliśmy je w pełni dobrowolnie)

- spełnione w naszym interesie i przyniosły nam korzyść w postaci powiększenia aktywów lub ograniczenia wydatków

- przypisane konkretnie nam (nie jest dostępna na zasadach ogólnych), a jego wartość jest wymierna

 

Co nie jest przychodem?

Mało jest rzeczy nieopodatkowanych, nie mniej jednak warto zastanowić się nad tym, co konkretnie podlega PIT, a co nie. Najpewniejsze źródło wspomnianych wyjątków znajdziemy w ustawie o PIT w art. 2 ust. 1 gdzie wskazano, iż przepisów tej ustawy nie stosuje się do:

1. Przychodów z działalności rolniczej, z wyjątkiem przychodów z działów specjalnych produkcji rolnej

2. Przychodów z gospodarki leśnej w rozumieniu ustawy o lasach

3. Przychodów podlegających przepisom o podatku od spadków i darowizn

4. Przychodów wynikających z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy

5. Przychodów z tytułu podziału wspólnego majątku małżonków w wyniku ustania lub ograniczenia małżeńskiej wspólności majątkowej oraz przychodów z tytułu wyrównania dorobków po ustaniu rozdzielności majątkowej małżonków lub śmierci jednego z nich

6. Przychodów (dochodów) przedsiębiorcy żeglugowej opodatkowanych na zasadach wynikających z ustawy z dnia 24 sierpnia 2006 r. o podatku tonażowym

7. Świadczeń na zaspokojenie potrzeb rodziny, o których mowa art. 27 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego objętych wspólnością majątkową małżeńską

 

Elektroniczne zeznanie

Wiemy już, co powinniśmy zaklasyfikować jako przychód za 2015r. Zweryfikowaliśmy otrzymane formularze Pit-11 od naszych pracodawców/zleceniodawców, teraz pozostaje już tylko odstać swoje w korkach oraz kolejkach wewnątrz urzędu skarbowego i złożyć papierowe zeznanie podatkowe Pani z okienka. No chyba, że żyjemy w XXI wieku. Wtedy wystarczy, że udamy się na stronę ministerstwa finansów i pobierzemy aplikację e-Deklaracje Desktop.

 

 

Uwaga!

Istnieje duża szansa, że wpisując e deklaracje do naszej ulubionej wyszukiwarki, w pierwszej kolejności znajdziemy odnośniki do pozycjonowanych stron prywatnych,
komercyjnych programów/formularzy do rozliczania PIT-u. Jest to jawne wprowadzanie internautów w błąd. Zwróćmy zatem uwagę, czy weszliśmy na domenę rządową gov.pl

 

 

Pomijając oszczędność czasu związaną z wyborem e-Deklaracji, zyskujemy również dostęp do wielu informacji, w tym do szczegółowego opisu poszczególnych formularzy wraz z ogólną instrukcją ich wypełniania (dostępne w zakładce Katalogu formularzy), co przedstawiono poniżej:

 

Zrzut ekranu 1. Katalog formularzy

ropp10 zrzut ekranu 1

Po wyborze odpowiedniego dla nas formularza otwieramy go, przechodząc od razu do kopii roboczej, którą możemy w dowolnym momencie zapisać z możliwością wysłania do weryfikacji lub bez (czyli możemy np. częściowo go wypełnić, zapisać i wrócić do niego za jakiś czas uzupełniając brakujące dane).

 

Zrzut ekranu 2. Widok formularza PIT-37

ropp10 zrzut ekranu 2

Dodatkowym ułatwieniem jest zaznaczenie obowiązkowych do wypełnienia pozycji czerwoną obwolutą. Dzięki temu unikniemy wpisywania zbędnych treści, niewymaganych przy deklaracji PIT-37 (pamiętam, że ilekroć składałem zeznanie w wersji papierowej, za każdym razem popełniałem ten błąd). Niezależnie od tego w górnej części panelu znajdziemy przycisk „Sprawdź poprawność”. Pozwoli on nam wykryć ewentualne braki treści lub nieprawidłowy sposób ich wprowadzenia

 

Zrzut ekranu 3. Funkcja sprawdzenia poprawności

ropp10 zrzut ekranu 3

Na koniec musimy pamiętać, że celem weryfikacji naszej tożsamości, formularz poprosi nas o wskazanie wykazanego przychodu na rok poprzedni. Jeżeli korzystamy rok do roku z aplikacji e-deklaracje, wtedy nasze historyczne zeznania znajdziemy w zakładce „Moje rozliczenia”. Natomiast gdy wpisujemy je po raz pierwszy i złożyło się tak, że zgubiliśmy lub wyrzuciliśmy pit za rok ubiegły, nie będziemy mogli przejść tego procesu weryfikacji, czyli nie unikniemy wizyty w urzędzie skarbowym.

 

Uwaga!

Weryfikacja formularza na etapie wypełniania kopii roboczej ma na celu jedynie wyłapanie formalnych braków i nieprawidłowości. Nie następuje tutaj sprawdzenie merytoryczne wpisanych kwot (czytaj, jeżeli popełnimy manualny błąd przy wpisywaniu np. kwot przychodów, system tego nie wyłapie na tym etapie).

Optymalizacja podatkowa przy deklaracji PIT-37

Każde rozliczenie stanowi przypadek indywidualny. W związku z tym nie ma sensu, abyśmy przechodzili krok po kroku przez wszystkie pozycje w formularzu. Zamiast tego skupmy się na możliwych metodach optymalizacji podatkowych. Jeśli termin ten jest Ci nieznany, bądź też masz z nim negatywne skojarzenia, to popatrz na sprawę w ten sposób: pracodawca (rozpatrujemy w tym artykule przypadek, w którym jesteśmy pracownikiem etatowym, czyli wynagrodzenie pobieramy wyłącznie od naszego pracodawcy, będącego jednocześnie płatnikiem naszych składek) od Twojej pensji w wysokości X zł pobiera Y zł celem pokrycia wszystkich świadczeń (chorobowych, społecznych itd.). Optymalizacja podatkowa w tym przypadku polega na zaniżeniu wartości X przy wykorzystaniu m.in. ulg i odliczeń, co powoduje końcową nadwyżkę w pozycji Y. Innymi słowy wartość składek odprowadzonych od „teoretycznego przychodu” jest większa od „realnego przychodu” pomniejszonego w wyniku zastosowanych ulg, odliczeń czy też podniesionych kosztów uzyskania przychodu.

Ta ostatnia pozycja, czyli uwzględnienie podwyższonych kosztów uzyskania przychodu wspaniale się sprawdza przy optymalizacji podatkowej osób samozatrudnionych. Przykładowo świadcząc usługi fotograficzne, możemy zakup aparatu potraktować jako koszt uzyskania przychodu, obniżając naszą podstawę opodatkowania z tytułu podatku dochodowego. Niestety, w przypadku stosunku pracy (będąc np. zatrudnionym na etat) koszty uzyskania przychodu są bardzo niskie, a możliwość ich podwyżki jest mocno ograniczona. Mimo to, przysługują one niezależnie od tego, czy pracownik poniósł realnie rzecz biorąc jakiekolwiek wydatki w celu uzyskania przychodu.

Można wyróżnić 4 scenariusze optymalizacji kosztów uzyskania przychodów ze stosunku pracy:

 

Tabela 1. Możliwe scenariusze optymalizacji kosztów uzyskania przychodów

ropp10 tabela1

Bardziej realną możliwością optymalizacji podatkowej przy stosunku pracy jest rozliczenie PIT-u razem z żoną/mężem. Rozwiązanie to ma uzasadnienie w sytuacji, w której jeden z małżonków osiąga zdecydowanie wyższe dochody od drugiego. W takim scenariuszu jeden z nich przekroczyłby próg 18 % podatku dochodowego (osiągając dochód większy niż 85 528 zł w skali roku) wpadając w 32 % podatek (obliczany w stosunku do nadwyżki ponad wyżej wspomnianą kwotę).

W momencie wspólnego rozliczenia takiej pary, ich progowy dochód, do którego oblicza się podatek w wysokości 18% się podwaja (85 528 x 2). Dając im realną szansę optymalizacji podatkowej.

Oczywiście istnieją konkretne wymagania, które należy spełniać, aby móc się rozliczać wspólnie z małżonkiem, a mianowicie należy:

- pozostawać w związku małżeńskim przez cały rok podatkowy (wyjątkiem jest śmierć jednego z małżonków w trakcie roku)

- posiadać wspólność majątkową

- nie opłacać podatku dochodowego w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, karty podatkowej, ryczałtu od przychodów osób duchownych, podatku tonażowego oraz liniowego

-przy wypełnianiu PIT-u odznaczyć odpowiedni sposób opodatkowania z małżonkiem (strona pierwsza deklaracji PIT-37)

- złożyć zeznanie podatkowe w terminie (czyli do 2 maja 2016 r.).  Zeznania składane po tym terminie pozbawiane są możliwości wspólnego opodatkowania małżonków

 

Nie wchodząc tutaj w szczegóły, warto tylko nadmienić, iż bardzo podobne metody optymalizacji podatkowej przysługują rodzicom samotnie wychowującym dzieci:

- małoletnie

- otrzymujące zasiłek pielęgnacyjny lub rentę socjalną (bez względu na ich wiek)

- uczące się – do 25 roku życia (wyjątek: jeżeli w roku podatkowym nie uzyskały dochodów podlegających opodatkowaniu, z wyjątkiem renty rodzinnej)

 

Odliczenia od dochodu lub podatku

Nie ma co ukrywać, iż w polskim systemie podatkowym ulgi i odliczenia (przynajmniej w rozpatrywanym przypadku rozliczania stosunku pracy) mają bardziej symboliczny wymiar. Niemniej jednak, warto przeanalizować możliwość skorzystania z nich. I tak, od dochodu możemy odliczyć:

- wpłaty na IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczeń Emerytalnych) dokonane w roku podatkowym, który podlega rozliczeniu. Górnym limitem wpłat w 2015 r. była kwota 4750,80 zł

- koszt abonamentu za Internet. To odliczenie niestety przysługuje nam tylko dwukrotnie, a maksymalna kwota nie może przekroczyć 760 zł rocznie. Plusem jest fakt możliwości skorzystania z tego odliczenia w sytuacji, gdy małżonek już wcześniej z niej skorzystał oraz brak wymogu przedstawienia faktury za te usługi.

- darowizny przekazane na organizacje prowadzące dzielność pożytku publicznego w sferze zadań publicznych, na cele kultu religijnego oraz krwiodawstwa. W przypadku darowizn mamy dwa podstawowe ograniczenia: po pierwsze całkowita ich wysokość w roku podatkowym nie może łącznie przekroczyć 6% dochodu, a po drugie darowizna nie może być przekazana na rzecz osób fizycznych czy też osób prawnych i organizacji działających w branżach przemysłu elektronicznego, paliwowego, alkoholowego (>1.5 %) oraz wyrobów z metali szlachetnych.

- wydatki na cele rehabilitacyjne oraz te związane z ułatwianiem wykonywania czynności życiowych, poniesione w roku podatkowym przez podatnika będącego osobą niepełnosprawną lub podatnika, na którego utrzymaniu są osoby niepełnosprawne. Aby podlegać uldze rehabilitacyjnej należy co najmniej przez część roku posiadać orzeczenie o stopniu niepełnosprawności lub decyzje przyznającą rentę z tytułu całkowitej lub częściowej niezdolności do pracy, rentę szkoleniową lub rentę socjalną

 

Należy pamiętać o udokumentowaniu faktu przekazania darowizny np. poprzez potwierdzenie przelewu bankowego, a w przypadku darowizny innej niż pieniężna – dokumentem, z którego wynika wartość tej darowizny oraz oświadczeniem obdarowanego o jej przyjęciu.

 

Oryginały dokumentów, takich jak formularze podatkowe czy też umowy cywilno-prawne powinniśmy trzymać co najmniej przez okres 5 lattwitter

 

Ulga prorodzinna

Jest to jedna z najbardziej popularnych ulg podatkowych sprowadzająca się do odliczenia od podatku maksymalnych kwot przypadających na dziecko. Aby móc podlegać tej uldze musimy się rozliczać w ramach skali, a odliczenie wykonywać od kwoty pomniejszonej o składki na ubezpieczenia zdrowotne. Za każdy miesiąc, w którym wykonywaliśmy władzę, pełniliśmy funkcję lub sprawowaliśmy opiekę nad dzieckiem przysługuje nam ulga w wysokości:

 

Tabela 2. Wysokość poszczególnych ulg prorodzinnych

ropp10 tabela2

Ulga abolicyjna

Ustawodawca chcąc nakłonić emigrantów do powrotu do kraju przewidział specjalną ulgę, w ramach której zagraniczne dochody są doliczane do polskich dochodów, a skala podatku obliczana jest dopiero od takiej łącznej kwoty. Ulga ta stosowana może być wyłącznie do zagranicznych przychodów:

- ze stosunku pracy i stosunków pokrewnych

- z działalności wykonywanej osobiście

- z pozarolniczej działalności gospodarczej

- z praw autorskich i praw pokrewnych z działalności artystycznej, literackiej, naukowej, oświatowej, i publicystycznej (wyjątkiem są dochody uzyskane z tytułu korzystania z tych praw lub rozporządzania nimi)

 

 

Cały artykuł znajdziesz w wygodnej i łatwej do druku wersji pdf przedstawionej w formie darmowego poradnika pt.

"Jak krok po kroku rozliczyć pit z umowy o pracę za 2015r?"

Pobierz poradnik

 

Pamiętaj, że gorąco Cię zachęcam do kontaktu, jeśli tylko:

 

- uważasz, że w czymś mogę Ci pomóc,

- jeśli masz jakieś sugestie dotyczące portalu,

- masz propozycje na następne materiały,

 

Możesz również zostawić komentarz pod tym wpisem.

 

 

Dziękuję za to, że jesteś czytelnikiem/słuchaczem portalu Rozwój Osobisty Po Polsku,

 

Pozdrawiam,

Wybrane źródła:

 

 

PIT 2015 Praktyczny poradnik dla podatnika. Dziennik Gazeta Prawna

ropp10 max - PIT

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Walczyć czy uciekać?

Czyli o tym, kiedy lepiej rezygnować z walki.

 

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Czy wiesz, że możesz wygrywać częściej jednocześnie walcząc mniej?

 

Nieprzemyślana decyzja o podjęciu walki może nas bowiem kosztować sporo energii, czasu i nerwów, koniec końców zostawiając nas osłabionych w obliczu prawdziwego zagrożenia.

 

W tym artykule znajdziesz informacje o tym, jak i kiedy powinieneś odpuszczać, aby zintensyfikować siły do prowadzenia tych istotnych walk w życiu. Na przykładzie czterech historii wyjętych z mojego życia zastanowimy się, kiedy warto podejmować walkę, a kiedy lepiej uciekać (odpuszczać).

 

Idąc za Dr. Neimarkiem jest to naturalna, pierwotna i automatyczna odpowiedź organizmu przygotowująca go do walki lub ucieczki w stosunku do potencjalnego zagrożenia lub ataku. W odpowiedzi na taki obrót sytuacji, następuje stymulacja części naszego mózgu zwanej podwzgórzem, która inicjuje serię impulsów nerwowych oraz prowadzi do wypuszczenia związków chemicznych (adrenalinę, noradrenalinę i kortyzol) do krwioobiegu. W uproszczeniu, to te związki przygotowują organizm do walki lub ucieczki. Dodatkowo tempo naszego oddechu zostaje przyspieszone, krew zostaje przekierowana z układu trawiennego bezpośrednio do mięśni i kończyn, dając im dodatkowy zastrzyk energii i paliwa. My sami stajemy się psychicznie i fizycznie gotowi do walki lub ucieczki.

 

Teraz pozostaje jedno.. Wypatrywać zagrożenia.

 

Oczywiście powyższy opis w mocno uproszczony sposób przedstawia mechanizm „walcz lub uciekaj”. Jeżeli jesteś zainteresowany dokładniejszym opisem, polecam zapoznać się z filmem Paula Andersona pt. „Fight or Flight Response”. Zdaję sobie sprawę, iż jest on najeżony skomplikowaną terminologią, w związku z czym przygotowałem polskie tłumaczenie tego materiału.

 

Ok, a co w przypadku, w którym proste „walcz lub uciekaj” nie wchodzi w grę? Dajmy na to, znalazłeś się w sytuacji konfrontacji z szefem lub bliskim.  Społeczeństwo wymaga od nas w takich momentach opanowania i hamowania skrajnych emocji, co jest sztuką samą w sobie. Często najlepszą opcją jest zatem przemilczeć pewne kwestie i „zagryźć zęby”.

 

W tym artykule jednak skupimy się na skrajnych przypadkach, tych, w których faktycznie możemy walczyć i uciekać. Zastanowimy się, jakie są konsekwencje tych wyborów, oraz jak wpływają one na nas i na nasze otoczenie.

 

Kiedy nie warto walczyć?

 

 

Przykład 1. Pies i rower

 

Pod koniec 2015 adoptowaliśmy razem z żoną psiaka z domu tymczasowego. Luna (dawniej Sonia), jest kundelkiem, mieszańcem sięgającym do kolana.

 

Wiedząc, że:

->.Jest ona w pełni zdrowa – przynajmniej na ciele 😀

->.Nie została stworzona do siedzenia na kanapie 24h/7d

zdecydowałem, że będę ją zabierał ze sobą na rower, raz w tygodniu do Lasu Kabackiego.

 

Dla tych z poza Warszawy nadmienię, że Las Kabacki jest rezerwatem przyrody zlokalizowanym na południu miasta, na granicy z gminą Piaseczno. Mimo wysokiej formy ochrony przyrody, nie przeszkadza to w tym, że sam las jest eksploatowany w stopniu nie mniejszym niż np. Pola Mokotowskie. Możemy w nim uświadczyć biegaczy, rowerzystów, narciarzy itp. itd. Mimo to, widok faceta na rowerze z biegnącym psem na smyczy (obowiązek trzymania psów na smyczy w całym rezerwacie) wywołuje tak skrajne reakcje, że głowa mała. Są oczywiście pozytywni ludzie, którzy się uśmiechną i pomachają, lecz większość przechodniów (zwłaszcza w podeszłym wieku) obrzuci tylko nienawistnym spojrzeniem i/lub dodając niewybredny komentarz pod moim kierunkiem.

 

Teksty w stylu „Czy Pan jest nienormalny?!”, „Dlaczego Pan męczy tego biednego pieska!” pomimo twardych konrargumentów z mojej strony, że smycz jest dość długa, by swobodnie biegła, że to ja czasem mam problem z nadążaniem za nią, a nie odwrotnie itd.

 

W idealnym świecie, dalszą kłótnię powinienem przemilczeć i odjechać nie dając się wciągać w walkę. Niestety, często życie pisze inne scenariusze. Nerwy, stres, brak snu powodują, że nieraz łatwo ulec pokusie i wciągnąć się w taki wir walki. Skutek: wybucha kłótnia, przechodzień nie realizuje swojego celu (jaki by on nie był), ja nie realizuję swojego celu i oboje kończymy z większym poziomem napięcia, podenerwowani i wyprowadzeni z równowagi.

 

Dlatego w tym konkretnym przypadku, postanowiłem obrócić całe zajście w żart. Gdy pewna kobieta nie mając już więcej argumentów, zarzuciła mi, że na pewno nie badam psu serca (sic!) Odparłem, że owszem, badam. Kupiłem nawet specjalne EKG w kształcie kości, żeby codzienne badania nie denerwowały pieska;)

 

Dzięki rezygnacji z walki w tego typu relacjach międzyludzkich, oszczędzam sobie dużo stresu i nerwów, przekuwając czyjąś złość na moją radość z żartu.

 

 

Przykład 2. Wypadek na nartach

 

Kolejnym przykładem sytuacji, w której należało uciekać zamiast walczyć, jest mój wypadek na nartach. W przeciwieństwie do poprzedniej historii, tutaj musiałem się boleśnie przekonać o skutkach brawury na własnej skórze.

 

Druga klasa liceum, tygodniowy wyjazd w polskie góry na narty. Ja, świeżo upieczony narciarz, który tydzień wcześniej nie wyjeżdżał poza oślą łączkę, teraz stoję przed dylematem. Jest ostatni dzień wyjazdu, ostatni zjazd przed planowaną zbiórką. Zbliżam się do rozwidlenia ścieżek. Na prawo znajduje się dobrze znana trasa, którą jeździłem przez ostatni tydzień, a na lewo rozpościera się czarna trasa.

 

W głowie rozterka: „walczyć czy uciekać?”. Skończyć spokojnie, czy sprawdzić swoje umiejętności i możliwości na trudniejszej trasie? Wygrała opcja „walcz”. Skręciłem w lewo i bardzo szybko zorientowałem się, że rozwinąłem prędkość, z której nie jestem w stanie bezpiecznie wyjść. Wywróciłem się, narty wbiły się w śnieg, a wiązanie nie odpuściło pozostawiając narty na moich nogach. Z całym impetem poleciałem do przodu zrywając sobie więzadło krzyżowe przednie.

 

Adrenalina zmniejszyła poziom bólu, zwiększając wolę walki do tego stopnia, że po powstaniu postanowiłem wsiąść ponownie na narty i zjechać ten pozostały kawałek. Kolejne „walcz” przyczyniło się do drugiej wywrotki i kolejnego zerwanego więzadła, pociągającego za sobą uszkodzenie łąkotki.

 

A przecież wystarczyło sobie zadać proste pytanie: czy jestem w stanie podołać temu zadaniu? Zamiast tego podjąłem walkę, której nie dało się wygrać. Skutkiem tego były 3 operacie i ponad 3,5 roku rehabilitacji zwieńczone kilkoprocentowym spadkiem sprawności prawego kolana.

 

 

Kiedy warto walczyć?

 

 

Przykład 1. Związek z Anią

 

Z moją żoną poznaliśmy się ok 7 lat temu. Po paru spotkaniach ewidentnie nie zaiskrzyło i dostałem kosza. Mimo to, parę razy próbowałem ratować sytuację. Bez skutku. Życie potoczyło się swoimi drogami. Po dwóch latach, natchniony starymi wspomnieniami, postanowiłem podjąć ostatnią próbę. Skutek: zeszliśmy się, a na końcu szczęśliwie pobraliśmy. Gdybym odpuścił tę walkę, nie przeżyłbym tego, co przeżywam teraz, i zapewne byłbym w innym miejscu. Zamiast odpuszczać (uciekać) zadałem sobie pytanie: co może się najgorszego stać? Najwyżej wyjdę na głupka. A jeśli się uda? … Warto było spróbować.

 

 

Przykład 2. Maraton MTB

 

Ostatnia historia, którą chciałbym się z Tobą podzielić, dotyczy brawury, która się opłaciła.

 

Maraton rowerowy MTB w Otwocku. Ponad 500 uczestników startuje z terenów zabudowanych, przebijając się stopniowo w stronę lasu. W początkowej fazie wyścigu wszyscy jadą zwartą kolumną. Wytrzymałość zawodników jeszcze nie zostaje poddana próbie.

 

Z czasem asfalt ustępuje miejsca ubitej ściółce. Stopniowo pojawia się również piach. Na dłuższych odcinkach wypadałoby spuścić trochę powietrza z kół tak, aby rower nie zakopywał się zbyt mocno. Nie mając pompki, postanawiam wybrać objazd przez las, celem uniknięcia piachu.

 

Po pewnym czasie orientuję się, że za sobą mam dwóch innych „cwaniaków”. Przed nami gęsty zagajnik, z małym prześwitem. Na oko zmieści się tylko jeden z nas. Szybko oceniam swoje możliwości, stan sprzętu i trasę. Podejmuję decyzję o mini wyścigu. Pedałując, ile „fabryka dała", mijam wąski prześwit, słysząc za sobą gruchot zderzenia.

 

Umiejętność obiektywnej oceny stanu rzeczy, w tym oceny sensu i skutków działań, pozwala zrezygnować z walk niemożliwych do wygrania

twitter

 

Rysunek 1. Ocena sytuacji pod kątem potencjalnych wyników.

ropp6 cel walcz

Przykład pierwszy (pies i rower) skłonił mnie do zadania sobie pytania: co zyskam, dzięki wygranej?

Nawet, jeśli wygram kłótnie, to i tak pewnie nie przekonam drugiej strony (która nie chce być przekonana) do swojej racji. Zamiast tego zostanę wyprowadzony z równowagi, obojgu zagotuje się krew i bezpowrotnie stracimy czas.

 

Musimy zrozumieć, że pewni ludzie albo celowo i umyślnie chcą doprowadzać do konfliktów, albo robią to w wyniku wplątania w łańcuch nienawiści. Gdzie każda kolejna osoba wylewa swoją agresję na innych nie mogąc sobie samemu poradzić z napięciem.

 

Przykład takiego destruktywnego łańcucha nienawiści, przedstawiono poniżej:

 

Rysunek 2. Łańcuch nienawiści

łańcuch nienawiści - walcz

Mając świadomość wyżej opisanych procesów, możemy świadomie zrezygnować z wplątywania w niepotrzebne walki w sytuacji, gdy np. jedyną wygraną będzie nasza „satysfakcja”.

 

Drugi przykład (wypadek na nartach) uzmysłowił mi rolę obiektywnej oceny sytuacji. Gdybym bowiem zadał sobie proste pytanie: czy mogę wygrać? To zapewne inaczej potoczyłaby się cała historia, a ja oszczędziłbym kilkaset godzin rehabilitacji i wizyt w szpitalu. Należy jednakże pamiętać, że to proste z pozoru pytanie, jest w rzeczywistości niezwykle skomplikowane. Wymaga ono od nas dokładnej i obiektywnej znajomości swoich umiejętności, doświadczenia, jak również otoczenia, innych ludzi, fizyki itp. itd. w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. Dlatego tak ważne jest, aby uczyć się na własnych błędach. Jeśli wychowywaliśmy się w bardziej liberalnym środowisku, gdzie było miejsce na podejmowanie własnych inicjatyw i decyzji, jest duża szansa, że dzięki sparzaniu się w małej skali, nauczymy się lepiej wyważać szanse w przyszłości.

 

Historia związku z moją żoną ukazuje wagę metody trzeciej, polegającej na wybieraniu wyłącznie walk, które są dla nas najważniejsze. Dzięki odrzuceniu tych nieistotnych, zostaje nam więcej siły, determinacji i motywacji do realizacji tych walk, które w naszej ocenie są warte podjęcia. Wachając się przed podjęciem walki, warto przeprowadzić prosty bilans zysków i strat. W tym konkretnym przykładzie ryzykujemy 30 sekund swojego życia (poświęcając je na napisanie do naszej sympatii) oraz ewentualne złe samopoczucie wynikające z odrzucenia. A co możemy zyskać? W najgorszym razie doświadczenie i zwiększenie pewności siebie (przełamałem swój strach!), a w lepszym przyjaciela/przyjaciółkę lub nawet partnera na długie lata :).

 

Czwartą metodę pomagającą nam przy podejmowaniu decyzji „walcz lub uciekaj”, przedstawiłem Ci na podstawie przykładu z maratonem rowerowym MTB. Metoda ta polega na tym, aby zastanowić się, czy jest coś innego, co możemy robić, aby zyskać więcej. W tym przypadku, mogłem wybrać jazdę przez piach, co spowolniłoby mnie, wysysając ze mnie energię i redukując moje miejsce w wyścigu, kosztem tych lepiej przystosowanych do takich warunków. Mogłem również odpuścić w najgorszym momencie i skończyć na drzewie albo w krzakach. Zamiast tego wybrałem inną opcję, dzięki której zyskałem więcej. Udało mi się to dzięki trafnej ocenie sytuacji oraz swoich możliwości. Wygrana była zatem wynikową zastosowania wszystkich czterech przedstawionych tutaj metod.

 

 

 

Pamiętaj, że gorąco Cię zachęcam do kontaktu, jeśli tylko:

 

- Uważasz, że w czymś mogę Ci pomóc,

- Jeśli masz jakieś sugestie dotyczące portalu,

- Masz propozycje na następne materiały,

 

Możesz również zostawić komentarz pod tym wpisem.

 

 

Dziękuje za to, że jesteś czytelnikiem/słuchaczem portalu Rozwój Osobisty Po Polsku,

 

Pozdrawiam,

ropp6 max - Walczyć czy uciekać

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

6 metod na zwiększenie swojej punktualności

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:


Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Garnitur gotowy, buty wypastowane, teczka gotowa. Wsiadam do autobusu i ruszamy. Skąd taki korek? Przecież jest.. no tak, 8 rano. Dobra, nie ma problemu. „Jak dojadę” mówi, że mam jeszcze do przejścia pieszo 15 minut, to podbiegnę ten kawałek i będę na czas. Kurde! Jak mogłem nie zauważyć tej kałuży. Trudno, nie mam czasu teraz się tym zająć. Ok, ju.. ju.. już jestem. Tera…z tylko złapać oddech i wchodzę.

Panie Nowak. Spóźnił się pan.

 

To zostało wypowiedziane. A co stoi za tymi słowami?

- Nie dość, że się spóźnił to jeszcze cały jest umorusany

Ręka, którą mi podał na przywitanie jest cała spocona! Obrzydliwe

- Bije od niego zdenerwowanie i napięcie

 

Czy tak powinno wyglądać Twoje pierwsze wrażenie? Nawet jeśli spotykasz się już któryś raz z rzędu, to i tak powyższy obrazek może zepsuć Twój wizerunek.

 

W tym artykule przedstawię Ci 6 sprawdzonych metod na unikanie powyższej sytuacji i poprawę punktualności.

 

 

Większość osób mających problemy z punktualnością nie zdaje sobie w pełni sprawy, jak ich brak punktualności jest odbierany przez innych. Mianowicie, punktualność jest oznaką szacunku dla drugiej strony. Nie wystarczy bowiem zachowywać się kurtuazyjnie, używać odpowiednich słów czy też komplementować innych. To wszystko może zdać się na nic, jeżeli będziemy okazywać brak szacunku dla czasu drugiej strony.

Spóźniając się na spotkanie pokazujemy, że nasz czas jest ważniejszy od czasu innych (np. przedkładając własne sprawy na „przed” niż „po” spotkaniu) lub też, że nie potrafimy gospodarować się swoim czasem (np. zakładając zbyt optymistycznie czas potrzebny na podróż).

 

Patrząc skrajnie na ten temat, czy uwierzyłbyś w zapewnienia swojego pracownika/wykonawcy, że dostarczy projekt na czas, kiedy nie jest on nawet w stanie terminowo stawiać się na spotkania?

Spóźniając się na spotkanie pokazujemy, że nasz czas jest ważniejszy od czasu innychtwitter

 

 

Jakie zatem możemy podjąć kroki, aby poprawić swoją punktualność?

 

 

1. Zakładaj najgorszy możliwy scenariusz (worst case scenario)

Analizuj, obserwuj i przewiduj wydarzenia, takie jak remonty, wyłączenia dróg, zmiany w komunikacji. Dodatkowo zabezpiecz czas na sytuacje nieprzewidywalne. To samo tyczy się spotkań zdalnych, na których powinieneś zaplanować ekstra czas na weryfikacje sprzętu m.in. Telefonu, mikrofonu, kamery, łączy internetowych. Pamiętaj: wszystkie te rzeczy mogą zawieść w najmniej spodziewanym momencie.

 

 

2. Planuj przybyć wcześniej

Zmień swój cel: zamiast planować być na czas, planuj przybywać ok 15 minut wcześniej. W ten sposób nawet, jak się spóźnisz 5-10 minut to i tak będziesz na czas, dodatkowo zyskasz okazję odświeżenia się przed spotkaniem, skorzystania z toalety czy wysłania zaległych maili/smsów.

W najgorszym razie (zakładając tę strategię) nawet, jeśli się spóźnisz (względem swojego celu: być 15 min wcześniej) to i tak na samo spotkanie będziesz na czas, dzięki zastosowanemu buforowi.

 

Rysunek 1. Rola czasowego buforu bezpieczeństwa w punktualności.

wykres ropp5

 

3. Wyliczaj średni czas przejazdu

Jeśli planujesz mniej priorytetową podróż (np. codzienne dojazdy do pracy) dobrym pomysłem jest precyzyjne oszacowanie czasu dojazdu w różnych okolicznościach. Możesz to robić poprzez proste badanie: ustawiaj stoper każdego dnia, mierz czas dojazdu, zbieraj dane przez kilka tygodni (im dłużej będziesz je zbierał, tym bardziej wiarygodne będą wyniki), a na koniec wyliczaj średnią. W ten sposób z większym prawdopodobieństwem będziesz w stanie zaplanować czas dojazdu we wtorek, czwartek czy inny dzień tygodnia (w miastach takich jak Warszawa, w poniedziałki i piątki ruch na drogach zazwyczaj jest wzmożony, z racji na ludzi wyjeżdzających i wracających do miasta w tym czasie).

Aby ułatwić Ci ten proces, przygotowałem edytowalną tabelę, w której będziesz mógł wpisywać wyniki pomiarów oraz gdzie znajdziesz średnie czasy przejazdów

 

Pobierz edytowalną tabelę

 

 

Pamiętaj: im więcej pomiarów wykonasz, tym dokładniejsze będą Twoje średnie. Im dokładniejsze średnie będą, tym mniejsza szansa, że się spóźnisz.

Dodatkowo, przeprowadzając tego typu badania, kluczowym jest, aby trzymać się jednego typu trasy nie modyfikując go, czyli np. wybierać ten sam autobus, tę samą drogą samochodem itd.

Niezależnie od tego, jeśli będziesz miał bardziej priorytetowe spotkanie na początku danego dnia pracy, dolicz wtedy ekstra czas na nieprzewidziane sytuacje.

 

 

4. Stosuj precyzyjną organizację kalendarza

Planując nowe spotkania, wydarzenia itd. miej na uwadze swój kalendarz. Jeśli zbyt ciasno rozplanujesz poszczególne wydarzenia, to może nie starczyć Ci czasu na podróż pomiędzy nimi. Najczęściej dzieje się tak, że zaplanowany czas na spotkanie jest albo zbyt przeszacowany (kończymy wcześniej), albo niedoszacowany (nie starcza nam czasu).

Jeżeli Twoje problemy z punktualnością Cię przytłaczają, istnieje prosta metoda poprawy stanu rzeczy. Mianowicie, rozpisz wszystkie czynności, które masz do wykonania przed danym spotkaniem. Jeśli jesteś na początku drogi, czyli czujesz, że kompletnie nie masz kontroli nad swoim czasem, wtedy rozpisz dosłownie wszystko. Przykładowo, przygotowując się na spotkanie o 8 rano, Twój harmonogram może wygląd następująco:

 

Rysunek 2. Przykładowy rozkład zajęć przed planowanym spotkaniem

tabela punktualności

Tak przygotowaną listę wydrukuj sobie, lub sporządź ją odręcznie (ta druga opcja jest preferowana z racji na to, że jest większa szansa, że zapamiętasz to, co zapisałeś odręcznie niż na komputerze).

Następnie miej ją przy sobie przez cały czas przed spotkaniem, metodycznie skreślając kolejne pozycje.

Wiem, że może się to wydawać śmieszne, a nawet niepoważne. Ale miej na uwadze, że jest to tylko pewien proces, mający na celu wyrobić w Tobie pozytywne nawyki organizacyjne. Jeśli będziesz go stosować metodycznie i systematycznie, z czasem nie będziesz już potrzebował kartki, a Twój organizm będzie działał jakby był zaprogramowany, wykonując te czynności, które powinien.

Skutek: poprawa punktualności = mniej nerwów + więcej profesjonalizmu

 

 

5. Ustaw elektroniczną formę przypomnienia

Jeżeli spotkania mają się odbywać w twoim biurze lub w jego bezpośrednim otoczeniu, pomocne będą narzędzia przypominające o zbliżających się terminach, np. te z programu Outlook. Niemniej jednak, nie polegaj na nich w pełni – zawsze możesz ich nie zauważyć lub też mogą się ukazać zbyt późno, nie dając Ci dostatecznie dużo czasu na przygotowanie i dotarcie.

Innym rozwiązaniem jest skorzystanie z serwisów przypominających nam smsowo lub mailowo o nadchodzących wydarzeniach. Jeśli masz telefon cały czas przy sobie, to serwis przypomnień smsowych może być doraźnym rozwiązaniem Twoich problemów (nie jest to link afiliacyjny).

Koniec końców, przy ustalaniu elektronicznych form przypominania, najważniejsze jest dobranie odpowiedniej metody do naszego stylu życia. Dzięki temu zwiększymy szansę skutecznego dostarczenia powiadomienia.

 

 

6. Poproś o pomoc bliskich

Jeżeli wszystkie metody zawiodą, Twoją deską ratunku może być wybór mniejszego zła, a mianowicie skorzystanie z pomocy osoby bardziej punktualnej od Ciebie, którą poprosisz o trenowanie z Tobą punktualności.

Pamiętaj, że będzie to problematyczne dla tej osoby, jak również mało komfortowe dla Ciebie (pokazuje w ten sposób to, że sobie nie radzisz samemu z tym problemem), ale mimo wszystko jest to lepsze niż spóźnianie się na spotkania.

 

A co, jeżeli nawet mimo zastosowania powyższych zasad nie uda Ci się przybyć na czas?

„To nie moja wina. Utknąłem w korku, autobus się zepsuł, a budzik nie zadzwonił”

Brutalna prawda jest taka, że nikogo nie interesują Twoje wymówki. Tak naprawdę pokazują one tylko, że nie jesteś w stanie brać odpowiedzialności za swoje czyny i wolisz szukać kozłów ofiarnych. Zamiast tego przeproś, zaproponuj rozwiązanie bieżącej przyczyny (np. zobowiązując się wychodzić z domu wcześniej lub regularnie sprawdzać stan techniczny samochodu) i zapewnij, że więcej się to nie powtórzy.

W ten sposób wyjdziesz z twarzą, pokażesz, że jesteś odpowiedzialny i że szanujesz czas innych ludzi.

 

 

Aby to zrobić wystarczy, że zastosujesz opisane tutaj metody, a mianowicie:

-- Zakładaj najgorszy możliwy scenariusz

-- Planuj przybyć wcześniej

-- Wyliczaj średni czas przejazdu z wykorzystaniem darmowego szablonu Excel

Pobierz edytowalną tabelę

-- Stosuj precyzyjną organizację kalendarza

-- Ustaw elektroniczną formę przypomnienia

-- Poproś o pomoc bliskich

 

 

 

 

Pamiętaj, że gorąco Cię zachęcam do kontaktu, jeśli tylko:

- Uważasz, że w czymś mogę Ci pomóc,

- Jeśli masz jakieś sugestie dotyczące portalu,

- Masz propozycje na następne materiały,

 

Możesz również zostawić komentarz pod tym wpisem.

 

 

Dziękuje za to, że jesteś czytelnikiem/słuchaczem portalu Rozwój Osobisty Po Polsku

 

Pozdrawiam,

ropp5 max - Punktualności

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Dlaczego postanowienia noworoczne są z góry skazane na porażkę?

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

Ten artykuł został wykonany w formie Case study, (czyli studium przypadku), w którym rozłożymy postanowienia noworoczne na czynniki pierwsze, zastanawiając się na przyczyną ich niepowodzeń jak również poszukując rozwiązań tych problemów.

Ten wpis stanowi również inaugurację serii publikacji z tematyki wyznaczania i realizacji celów. Problemy i zaproponowane w nim rozwiązania zostały tutaj tylko wstępnie zasygnalizowane przed ich dokładniejszą analizą.

 

Klauzula zrzeczenia się z odpowiedzialności: tematyka tego i wielu następnych podcastów/wpisów zahacza o pogranicze psychologii i może skutkować podjęciem przez Ciebie nowych decyzji. Uważam Polskich odbiorców za inteligentnych ludzi, dlatego nie będę na modłę amerykańską (uwaga: nie wkładać kota do mikrofali) powtarzał na każdym kroku, że wszystko, co przeczytasz i czego się dowiesz w ramach tego portalu, stanowi tylko moją prywatną opinie, a decyzja ostateczna należy tylko do Ciebie. Myślę, że jest to jasne i oczywiste.

 

Ilu z nas obserwuje wśród swoich znajomych ten noworoczny fenomen, wręcz gorączkę nagłych (i krótkotrwałych) zmian, objawiających się w pod postacią sformułowań w stylu „nowy rok nowy ja”? Kto ze stałych bywalców siłowni i salonów fitness nie może się przepchać do swoich ulubionych sprzętów przez kilka pierwszych tygodni stycznia?

 

Można powiedzieć, że wszyscy z nas – bezpośrednio (w formie rozczarowań) jak i pośrednio (w formie frustracji z zachowana innych) odczuwamy negatywne skutki wynikające z prób realizacji noworocznych postanowień.

 

No dobrze, to ilu ludzi tak naprawdę zawiera postanowienia noworoczne? Nie może być ich aż tak wielu..

 

Według Johna Norcrossa publikującego swoje badania w prestiżowym Journal of Clinical Psychology* aż 50 procent z nas zawiera postanowienia noworoczne. Co znamienne, po większości z nich nie będzie śladu jeszcze przed końcem pierwszego kwartału.

 

A więc co sobie ( i innym) najczęściej obiecujemy na ten nowy rok? Wg badań przeprowadzonych przez FranclinCovey w czołówce znajdują się takie postanowienia jak:

1. Wyjść z długów lub zacząć oszczędzać pieniądze

2. Zrzucić zbędne kilogramy

3. Wyrobić w sobie jakiś zdrowy nawyk (np. ćwiczyć każdego poranka lub odżywiać się zdrowo)

 

Na dalszych pozycjach repertuaru naszego koncertu życzeń znajdują się:

4. Stać się bardziej zorganizowanym

5. Nauczyć się nowej umiejętności lub nabyć nowy talent

6. Spędzać więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi

7. Inne

8. Mniej pracować kosztem większej ilości czasu na zabawę

9. Rzucić niezdrowy nawyk (np. palenie, picie, obżarstwo)

10. Zmienić pracę (jeśli identyfikujesz się z tym punktem i chciałbyś zdobyć konkretne informacje o tym jak poszukiwać i zmieniać pracę, to zapraszam Cię do pobrania darmowego poradnika pt. „Odpływamy! Czyli o tym jak mądrze sterować karierą i wypłynąć na głębokie wody"

 

Mówi się, że ludzie się nie zmieniają. Uważam, że jest to w dużym stopniu prawdą. Nie istnieje coś takiego jak nagła, impulsowa zmiana charakteru. Znasz te opowieści ludzi, którzy otarli się o śmierć i nagle uważają, że to zmieniło ich na dobre? Że zaczęli bardziej doceniać to, co mają, szanować życie, zdrowie i relacje z najbliższymi. W mojej ocenie i mowie to z osobistego doświadczenia, jest to ładna historyjka, która poprawia samopoczucie. Ale w rzeczywistości, tylko długotrwała i systematyczna praca nad zmianą nawyków może stopniowo powodować zmiany (pozytywne lub negatywne) w naszym charakterze, czyli wpływać na to, kim jesteśmy.

 

A zatem, jakie są podstawowe problemy, dla których postanowienia noworoczne nie działają?

 

 

Problem 1: Noworoczne postanowienia opisują to, co myślisz, że jest dla Ciebie ważne a nie to, co wierzysz, że jest ważne.

Rzuć palenie, zacznij ćwiczyć, jedz zdrowo, poświęcaj więcej czasu na relaks – to wszystko są slogany z kolorowych pisemek, które zalewają nas ze wszystkich stron i których społeczeństwo od nas wymaga. Fakt, że ktoś inny na nas tą zmianę wymusza, stanowi najważniejszy czynnik, dla którego cały projekt „noworocznych postanowień” jest skazany na porażkę już a starcie.

Rozwiązanie: ewaluuj swoje prawdziwe pragnienia, zapominając o wszystkich innych. Pomyśl o tym, co naprawdę jest Ci potrzebne i co sprawi, że będzie szczęśliwszą osobą. To da Ci ogromny zastrzyk motywacji do podążania wyznaczoną ścieżka

Problem 2: brak motywacji i zaangażowania

Czy wiedziałeś, że aż jedna trzecia noworocznych postanowień zostaje zerwana przed końcem stycznia? A następne trzy czwarte zostaje porzuconych chwilę potem. Głównym powodem tego jest brak motywacji i zaangażowania. Jasne, na początku czujesz zastrzyk motywacji, dzielisz się z innymi swoimi planami itd., Ale tak jak baton czekoladowy, tak tutaj daje to tylko chwilowy zryw. Do powodzenia potrzebujesz czegoś realnego i namacalnego, czegoś zrównoważonego. Można to porównać do malowania zardzewiałego płotu bez uprzedniego przygotowania materiału. Skutek? Farba szybko odpadnie, odsłaniając ten sam problem. Powód? Nie dotarliśmy do źródła problemu, nie oczyściliśmy materiału i nie nałożyliśmy podkładu. Dlatego efekt końcowy jest tylko tymczasowy.

Rozwiązanie: zanim zaczniemy sobie wyznaczać jakiekolwiek cele – długo i krótko terminowe, musimy najpierw odrobić pracę domową i zrozumieć samego siebie i motywy naszych działań.

Zanim zaczniemy sobie wyznaczać jakiekolwiek cele, musimy najpierw odrobić pracę domową i zrozumieć samego siebie i motywy naszych działań.twitter

 

 

Problem 3: złe wyczucie czasu

Wyobraź sobie suto zastawiony stół wigilijny uginający się od przygotowanych potraw i trunków. Wyobraź sobie leniwą atmosferę, w której nie musisz zrywać się do pracy do stałej godzinie, możesz paradować w ulubionej piżamie/dresie ile Ci się żywnie podoba. Czy brzmi to jak idealne miejsce i czas na podejmowanie kluczowych, życiowych postanowień? Chyba nie.. Zwłaszcza biorąc pod uwagę czekający za rogiem sylwester i święto trzech króli, które tylko opóźnią i spotęgują moc, z która uderzysz w ścianę zwana „szara rzeczywistością”. W takim czasie, twoją uwagę i silną wolę będą wyczerpywały (tak silna wola jest wartością skończoną, o czym będziemy mówić w przyszłości) sprawy bieżące nie zostawiając wiele mocy na realizacje nowych, ponad programowych postanowień.

Rozwiązanie: planuj i rewiduj swoje cele regularnie, nie czekając na żaden konkretny dzień czy też czas w roku. Planowanie i wyznaczanie celów powinno się odbywać nie rzadziej niż raz na miesiąc (oczywiście możesz i powinieneś wybiegać dalej, na cele roczne i dłużej, ale nie musisz czekać z ich wyznaczaniem do nowego roku) a rewiduj, co najmniej raz dziennie (przez rewiduj mam namyśli, czytaj je, powtarzaj sobie, zapisuj je od ręcznie, tak, aby wypaliły się one w twoim mózgu.)

Problem 4: nie ułatwiamy sobie realizacji postanowień

Ten punkt łączy się poniekąd z poprzednio opisanym brakiem planowania jak również z wywieraniem na nas nacisku z zewnątrz przy ustalaniu zakresu postanowień noworocznych. Problem polega na tym, że nie bierzemy pod uwagę naszych indywidualnych predyspozycji, uwarunkowań i zwyczajów przy wyznaczaniu celów. Załóżmy, że postanowiliśmy sobie zacząć biegać każdego poranka. Wiedząc, że nie jesteśmy z natury rannym ptaszkiem, mimo wszystko ustawiamy zegarek na jak najpóźniejszą godzinę się da. Dodatkowo, przed pójściem spać nie naszykowaliśmy sobie ubrania i butów do biegania. Skutek: o wiele trudniej będzie nam zrealizować nasz podstawowy cel, w sytuacji, w której musimy zmagać się z wieloma dodatkowymi przeszkodami po drodze.

Rozwiązanie: zrozum swoje nawyki i dostosuj do nich swoje cele. W powyższym przykładzie dotyczącym biegania, wystarczy, że ustawimy alarm z zapasem, dając nam parę minut na pogodzenie się z nadchodzącym dniem. Dodatkowo możemy również zostawić budzik nieco dalej od naszego łóżka, co pozwoli uniknąć nam wpadnięcia w czarną dziurę „drzemki”. Dalej moglibyśmy zapalić światła w całym domu, co dodatkowo zniechęci nasz rozespany umysł do powrotu do łóżka. Na koniec, powinniśmy wypić wcześniej przygotowaną szklankę wody i wskoczyć we wcześniej przygotowane ubrania. W ten sposób eliminujemy kilka z pozoru nieistotnych przeszkód na naszej drodze do spełnienia postawionego celu. Podobną analizę trzeba wykonać dla każdej innej czynności kolidującej lub mogącej kolidować z naszymi nabytymi nawykami.

Kolejną metodą zwiększenia naszej szansy na sukces, jest spisywanie i prowadzenie dziennika realizacji celu. W ten sposób łatwiej będzie nam zachować kontrolę, a akt spisywania umocni naszą determinacje do realizacji (wypali w mózgu)

 

Reasumując, co możemy zrobić, aby zwiększyć nasze szanse na realizacje postawionych celów? Przede wszystkim zastosujmy kilka sprawdzonych metod takich jak:

- Skupienie na realistycznym, specyficznym i mierzalnym celu

- Przygotowanie metodologii jego realizacji i śledzenia progresu

- Stosowanie metody małych kroków i małej ilości celów na raz

- Skorzystanie ze wsparcia najbliższych

- Skupienie się na rezultacie końcowym zamiast na bieżących problemach

 

 

Dziękuje za to, że poświęciłeś mi dzisiaj czas. Mam nadzieje, że informacje zawarte w tym artykule będą dla Ciebie przydatne. Jeśli tak jest to podziel się proszę tym materiałem ze znajomymi.

 

 

Pamiętaj, że gorąco Cię zachęcam do kontaktu, jeśli tylko

 

- Uważasz, że w czymś mogę Ci pomóc,

- Jeśli masz jakieś sugestie dotyczące portalu,

- Masz propozycje na następne materiały,

Możesz również zostawić komentarz pod tym wpisem.

 

 

Do zobaczenia,

ropp2 max - Postanowienia noworoczne

Archiwum

Newsletter

Newsletter