Życie i praca w Tanzanii

Życie i praca w Tanzanii

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Jeśli potrzebujesz gruntownej zmiany otoczenia, a jednocześnie dobrze czujesz się w gorącym klimacie możesz zastanawiać się nad podróżą do Afryki. Niezależnie od tego, czy cel tej podróży miałby być turystyczny czy zawodowy – musisz się naprawdę poważnie wyedukować, jeśli chcesz uniknąć nieprzyjemnych sytuacji i napawać się pięknem tego kontynentu. Naukę od czegoś trzeba zacząć, dlatego dzisiaj razem z moim gościem porozmawiamy o tym, jak jedna impulsywna decyzja o wyjeździe może rozpocząć długą i fascynującą przygodę, która w tym przypadku swój finał miała w Tanzanii.

I to właśnie tej długiej przygodzie przyjrzymy się najpierw bo przecież nie cel jest najważniejszy, lecz sama podróż...

 

Co było przed Tanzanią?

Emigracja zarobkowa Oli rozpoczęła się od pracy na promie Ulisses kursującym na trasie Dublin – Holyhead. Jako wykształcony i doświadczony krupier w wyniku wielu zewnętrznych czynników stała się bezrobotna. Był rok 2005. Poinformowana przez mamę, Ola bez chwili zawahania zdecydowała się aplikować do pracy na wspomnianym promie. Nie minęło wiele czasu, a stały ląd zastąpiła otwartym morzem.

 

Praca łatwa nie była, ale płaca rekompensowała trudy. 900 funtów miesięcznie w tamtych latach robiło wrażenie na każdym.  Problemy pojawiły się, gdy statek przeszedł z bandery irlandzkiej na cypryjską. Wtedy rozpoczął się wyzysk i nadużycia – zwłaszcza w stosunku do pracowników z bloku wschodniego. Sytuacja była szczególnie trudna dla kobiet, które często z desperacji i strachu stawały się „zahukane”, koniec końców godząc się na wszystko, co druga strona im chciała zgotować.

 

Takiej łatki Oli na pewno nie przypniemy, bowiem potrafiła się ona skutecznie bronić i stawiać na swoim. Tak było również w przypadku patowej sytuacji na promie, gdy po wybuchu i uczestnictwie w proteście, została zwolniona (czytaj: wyrzucona na ląd) przed skończeniem 6-miesięcznego kontraktu, postanowiła działać. Sama będąc młodszym marynarzem, zgłosiła się do władz NSZZ Solidarność o pomoc w dochodzeniu swoich praw. Finał ten historii? Sowite odszkodowanie za poniesione szkody i pełne wsparcie. Tak działa unia morska, w której 50-letni rybak z dwudziestoma latami spędzonymi na kutrze jest traktowany na równi z młodym krupierem pracującym na promie. W chwili potrzeby – wszystkie ręce na pokład. Stąd też, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci podjąć pracę poza stałym lądem, członkostwo w unii morskiej potraktuj, jako ubezpieczenie OC – z tym, że jest o wiele tańsze i obowiązuje na całym globie bez wyjątków (wysokość składki zależy od obejmowanego stanowiska, gdzie dla młodszego marynarza wynosi ona mniej niż 100 zł rocznie).

 

Niezależnie od szczęśliwego zakończenia epizodu na promie, Ola znalazła się w Dublinie i nie wiedziała, co ze sobą począć. Wychodząc z założenia, iż większość jej znajomych już się tam przeniosła (m.in. na skutek fali migracyjnej po wstąpieniu Polski do UE), Ona może równie dobrze postąpić podobnie. W związku z tym, kontynuując swoją karierę w kasynie przepracowała tam 4 lata. Warto tu nadmienić, że w tamtych latach Dublin był mekką dla krupierów – nigdzie nie można było zarobić więcej. Diler (najniższe stanowisko w kasynie) razem z tipami zarabiał 4 tysiące euro.

Sytuacja skomplikowała się po kontuzji kolana, która zmusiła Olę do czasowego powrotu do Polski. Zaraz po zabiegu rozpoczęła rekonwalescencję, mając z tyłu głowy, iż trzeba już wracać do Irlandii. Ku jej zdziwieniu, jej pracodawca na dzień dobry wręczył jej formularz P45, który w skrócie można by podsumować jako „zwalniam Cię!”. No tak, ale przecież była w tym czasie w szpitalu, więc pracodawca nie mógł jej ot tak zwolnić, prawda? W rzeczywistości prawo pracy w Irlandii nie chroni ani kobiet w ciąży, ani chorych. Nie zmienia to faktu, że zwalniając pracownika, należy mu się adekwatna odprawa oraz (w przypadku rzetelnej pracy) list referencyjny. Nawet z tym drugim pojawiły się problemy, które nasza bohaterka postanowiła rozwiązać, domagając się uczciwego potwierdzenia swoich umiejętności zdobytych przez ostatnie 4 lata pracy. Gdy tylko dostała zaktualizowany list referencyjny, udała się do siedziby sądu i złożyła pozew przeciw swojemu byłemu pracodawcy.

Nie chodziło tutaj o sam fakt zwolnienia, do którego pracodawca miał prawo. Nie chodziło nawet o pieniądze z tytułu odprawy, której Ola nie otrzymała. Chodziło przede wszystkim o zasady, o pokazanie, że (legalnie) emigrując w celach zarobkowych, nie pozbawiamy się swoich praw – niezależnie od naszej płci, postury itd., że zawsze powinniśmy walczyć o to, co nasze. Tak też zrobiła Ola, zatrudniając do tego prawnika i rozpoczynając 2-letni proces sądowy.

 

Jej były pracodawca tak przyzwyczajony do wyzysku i wykorzystywania emigrantów z naszej części Europy na pierwszą rozprawę nawet nie zaprosił adwokata, wychodząc z założenia, że wszystko ujdzie mu na sucho. Koniec końców sam sobie podłożył nogę m.in. podejmując decyzję o zwolnieniu w momencie, gdy Oli nie było w kraju i nie powiadomiwszy jej stosownie (czego wymaga irlandzkie prawo). Skutkiem była wygrana naszej bohaterki zwieńczona sowitym odszkodowaniem z tytułu ugody. Warto tu nadmienić stopień poszanowania prawa przez Irlandzkie państwo, dla którego ta sprawa w tym czasie miała niebagatelne znaczenie, rzutując na wizerunek kraju.

 

Jeszcze w trakcie prowadzenia powyższej bitwy trzeba było sobie odpowiedzieć na pytanie: Co dalej? Z odsieczą przyszedł kolega doradzając wyjazd do Afryki. Podobnie jak to było w przypadku przygody z promem, Ola złożyła aplikację i rzuciła się w wir wydarzeń. Po miesiącu oczekiwań wyszła z założenia, że nic z tego nie będzie i m.in. zapisała się na kurs prawa jazdy. Wtedy dopiero dostała sygnał, że praca jest jej i w zasadzie to musi przyjeżdżać już. Strefa komfortu aż krzyczała: zostań, nie wiesz, co Cię tam czeka, rozpoczęłaś zresztą już kurs, tu masz wszystkie swoje rzeczy itp. Itd.

Pewnie domyślasz się, że to jej nie zatrzymało, zamiast tego sprzedała to, co się dało, zawiesiła szkołę jazdy i wsiadła w samolot.

 

Tak, jak to romawialiśmy z Mateuszem w ramach cyklu poświęconego wchodzeniu na rynek pracy, referencję są absolutnie kluczowe, jeśli chcemy skutecznie budować swoją karierę. Potwierdzają one nasze słowa z CV dając namacalny dowód naszych możliwości. Warto tutaj nadmienić, iż chcąc podjąć pracę za granicą, nasze polskie doświadczenia mogą nie wystarczyć (tak, jak to mówił Bartek w odcinku poświęconym Manchesterowi). Tym lepiej, że Oli udało się uzyskać potwierdzenie w Dublinie, które otworzyło przed nią sporą część świata, znajdującą się niegdyś pod wpływami kolonialnej Anglii. Jednym z takich krajów była Tanzania.

 

Tanzania

Na wstępie dodam, że przygotowując się do rozmowy z Olą postanowiłem się najpierw dokształcić i poczytać o tym kraju. W tym m.in. odwiedziłem 5 pierwszych stron z wyszukiwarki Googla (nie wliczając w to stron biur podróży) i muszę powiedzieć, że obraz, który narysowała mi osoba żyjąca i pracująca tam przez 3 lata, różnił się od tych poprzednich opisów diametralnie.

 

Podejmując decyzję o wyjeździe do takiego kraju, jak Tanzania, nie wystarczy zakupić przewodnik, pogooglować popularne frazy związane z miejscem docelowym, czy sprawdzić ceny i koszty życia w aplikacji Numbeo. Nie oznacza to, że w tym artykule znajdziesz odpowiedź na wszystkie możliwe pytania. Zamiast tego przedstawię Ci doświadczenia zebrane przez Olę, wyselekcjonowane w taki sposób, aby ułatwić życie i pracę w tym kraju osobom chętnym do takiego wyjazdu.

 

Rysunek 1. Lokalizacja Tanzanii

Ropp 15 rys1 - tanzania

 

Tanzania jest krajem postkolonialnym, z epizodem niemieckim (XIX wiek) oraz angielskim (XX wiek). Nie zmienia to jednak sprawy, że przeciętny obywatel nie włada językiem angielskim, jak to ma np. miejsce w niedalekiej Kenii. Zawdzięczamy to głównie „ojcowi narodu” prezydentowi Juliusowi Nyerere, który doprowadził do zbliżenia z „Moskalami” i wycofania języka angielskiego ze szkół. Gdy my wychodziliśmy z PRLu, Tanzania robiła coś odwrotnego. Skutek: puste (z pozoru) sklepy, powszechna korupcja i rozkład organów państwa. W związku z tym podróżując po kraju miejmy w zanadrzu kilka nisko nominałowych dolarów w kieszeni zawsze pod ręką. Lokalni bowiem traktują białych jak bankomaty i na każdym kroku będziemy mieli sytuacje, w których gotówka oszczędzi nam wielu nieprzyjemnych sytuacji.

 

Jeśli chodzi o załatwianie spraw, to musimy również przygotować się na spory szok kulturowy. W Europie chcąc np. naprawić kabel, pójdziemy do sklepu, wymienimy go na nowy lub poczekamy na naprawę. W Tanzanii jednak ten sam proces będzie trwał bez mała cały dzień i wymagał od nas wypicia herbaty w właścicielem, długiej rozmowy i nieskończonych pokładów cierpliwości. Musimy jednak pamiętać, iż mimo bardzo powszechnego tam rasizmu (zarówno białych do czarnych i odwrotnie) ten sposób załatwiania spraw (powolny, mozolny i nieefektywny) nie wynika ze złej woli lub intencji. Jest on po prostu kwestią kulturową, którą przyjdzie nam zaakceptować lub odrzucić. Jeżeli wybierzemy to drugie, to skażemy się na izolację w hermetycznym „białym” środowisku, z dala od miejscowej kultury i całego jej bogactwa. W Tanzanii tak właśnie postępuje wielu ekspatriantów m.in. z Australii czy Nowej Zelandii. Wybierają oni to co znane i łatwe (swoje własne towarzystwo) odrzucając wszystko to co nowe i inne (lokalna kultura itd.). Skutkiem tego jest rosnąca niechęć obu stron do siebie oraz coraz wyższy mur pomiędzy nimi, utrudniający integrację a nawet codzienne kontakty.

 

Jeżeli zechcemy się asymilować i chłonąć z lokalnej kultury, koniec końców przejdziemy do wydawania pieniędzy. To, co jest pewne jak w banku to to, że na początek dostaniemy ceny dla Muzungu. Tym określeniem nazywa się białych w Afryce i tak, zgadłeś: ceny te są niebotycznie wyższe niż te, które dostają lokalni. Jak sobie zatem radzić z tym problemem? Najlepiej zaprzyjaźnić się z kimś lokalnym i jego/ją prosić o dokonywanie zakupów dla nas. To najprostszy i najbardziej efektywny sposób radzenia sobie z cenami Muzungu. Co ciekawe nawet sama nasza obecność spowoduje podwyższenie ceny, nawet, gdy transakcje przeprowadza nasz lokalny znajomy/znajoma. W związku z tym najlepiej poprosić o zrobienie zakupów solo, a przynajmniej bez obecności białych. Jeżeli to nie wchodzi w grę, pozostaje nam nauczyć się podstawowych zwrotów jak dzień dobry, do widzenia oraz pierwszych cyfr, po czym przystąpić do targowania się – jeśli nie chcesz pomylić jednej z cyfr z kobiecymi narządami płciowymi (podobna wymowa) -> polecam odsłuchać podcast do końca 😉

 

Zdecydowanie najdrożej jest w nieoficjalnej stolicy kraju Dar es Salaam zlokalizowanej na wybrzeżu. Jeżeli jesteśmy typem mieszczucha, będzie to miejsce dla nas. Uświadczymy tu typowo wielkomiejski zgiełk, tłum i korki. Musimy pamiętać, że jest to bardziej Islamska część Tanzanii, w której wyjście na targ w sukience mini może skończyć się dla nas naprawdę nieprzyjemnie. W przypadku Oli były to „tylko” miażdżące spojrzenia i nienawistne teksty rzucane w jej kierunku.

Mniej szczęścia miały Katie Gee oraz Kristie Trup – dwie Brytyjki oblane kwasem w Zanzibarze w 2013 roku (w czasie, kiedy Ola była w Tanzanii). Koniec końców stopione zostało 30% ich ciał w wyniku ataku a do dziś dzień sprawców nie złapano.

 

Czy to oznacza, że mamy zapomnieć o dalekich podróżach i zagrzebać się na kanapie? Naturalnie, że nie. To co musimy zrobić przed każdym wyjazdem w nieznanie, to porządnie odrobić lekcję domową i nauczyć się kultury i obyczajów kraju do którego się udajemy. Bez tego, nawet nieświadomie, urazić drugą stronę i doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu.

Świadome podróżowanie wymaga od nas zaczerpnięcia wiedzy o lokalnej kulturze i obyczajach. Pozwoli nam to w porę „zdjąć ubłocone buty” przed wejściem w czyjeś życietwitter

 

Rysunek 2. Mapa Tanzanii

ropp 15 rys2 - tanzanii

 

Przenosząc się poza stolice doświadczymy prawdziwego piękna tego kraju: palmy, gekony no i przepyszne ananasy tanzańskie (jeden dolar za sztukę  = 2183,70 szylingów tanzańskich). Oczywiście standard życia będzie odpowiednio niższy. Niemniej jednak jak to ocenia Ola, nie można tego kraju uznać za biedny. Bardzo trudno bowiem znaleźć tam osobę bez dachu nad głową, której nie stać by było przynajmniej na jeden posiłek w ciągu dnia. To, o czym musimy pamiętać to fakt, iż ludzie tam żyjący, jeszcze parę pokoleń temu jedli z liści bambusowych, a ich mentalność zdaje się pozostawać dziś dzień na tym samym poziomie. Znajduje to odzwierciedlenie m.in. w gospodarce odpadami, a raczej jej braku. Śmieci znajdują się dosłownie wszędzie, a zużyte opakowania wyrzucane są za plecy. Dlatego nie traćmy czasu na poszukiwanie kosza na śmieci, bo i tak go nie znajdziemy.

 

Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, musimy się przygotować z jednej strony na rasistowskie nastawienie lokalnej społeczności oraz roszczeniowość przejawiającą się w nastawieniu „mi się należy” jednocześnie obserwując bardzo silne więzi rodzinne czy też elastyczność kręgosłupa moralnego w kwestii kradzieży (plaga Tanzanii)

 

Na koniec warto nadmienić, iż zarówno Tanzania, jak i cała Afryka nie należą do tanich miejsc. Koszty życia są tutaj bowiem bardzo wysokie w porównaniu do wysokości zarobków. Dlatego musimy unikać cen Muzungu, jednocześnie pozostając na lokalnym poziomie – dla porównania jedzenie w lokalnej restauracji będzie nas kosztować ok. 2 dolarów, gdzie cena dla Muzungu może wynosić nawet 20 dolarów!

 

Praca w Tanzanii

Jeżeli jako ekspatriant zdecydowaliśmy się na pracę w Tanzani, nasze doświadczenia mogą wyglądać następująco:

 

1. Aranżacja

1.1. Aplikujemy w pełni zdalnie (standardowe wysłanie CV, rozmowa kwalifikacyjna przez telefon itp. Itd.)

1.2. W razie decyzji pozytywnej ustalamy kształt i parametry kontraktu

1.3. Otrzymujemy szablon kontraktu do podpisania na miejscu (tutaj ważne jest, z kim ten kontrakt ma być podpisany – w przypadku kasyn, wiarygodność i zgodność draftu z wersją końcową jest bezapelacyjna)

1.4. Zakupujemy bilet lotniczy na własny koszt (stanowi to polisę zabezpieczeniową dla pracodawcy)

2. Akomodacja

2.1. Po przybyciu na miejsce docelowe podpisujemy uprzednio wynegocjowany kontrakt

2.2. Wprowadzamy się do przygotowanego mieszkania/domu w pełni opłaconego przez pracodawcę (również ze wszelkimi mediami)

3. Praca

3.1. W Tanzanii czeka nas 6-dniowy tydzień pracy z jednym dniem wolnym

3.2. Czas pracy zaczyna się od 7 godzin dziennie prowadząc do 12, a nawet 16 godzin dziennie (w Dar es Salaam)

3.3. Kontrakt zazwyczaj podpisywany jest na dwa lata – jest to okres zwrotu z inwestycji pracodawcy w pracownika (pokrywa koszty transportu, rozwoju, szkoleń itd.)

3.4. W przypadku kontynuacji kontraktu możemy liczyć na sponsorowany bilet lotniczy do kraju ojczystego lub na budżet transportowy możliwy do wykorzystania na dowolne przeloty, tak jak to miało miejsce w przypadku Maćka pracującego w Niemczech

3.5. W kwestii wynagrodzenia, w przypadku Oli zaczęło się od 1500 dolarów, a po trzech latach skończyło na podwojeniu tej kwoty (w zestawieniu ze 100$ średniej pensji dla lokalnych kelnerów, sprzątaczek itp.)

3.6. Jeśli chodzi o benefity pracownicze to poza opłaceniem mieszkania możemy liczyć na transport do i z pracy oraz do miejsca zamieszkania, jak również stałą obsługę przez służącą. Kwestią do ustalenia jest wyżywienie (zazwyczaj nie wchodzi ono w zakres pracodawcy)

3.7. Podejmując decyzję o zmianie pracy najlepiej wykorzystać lokalną wiedzę (co, gdzie i kiedy się zwalnia) oraz oczywiście posiłkować się lokalnymi referencjami.

 

 

Więcej informacji dotyczących poszukiwania pracy znajdziesz w darmowym poradniku:

Odpływamy! Czyli o tym, jak mądrze sterować karierą i wypłynąć na głębokie wody

A w nim odpowiedzi na takie pytania:
- Jak szukać pracy?
- Jak budować karierę?
- Jak prosić o podwyżkę?
...................................................................

POBIERZ PORADNIK

 

I to by było na tyle 🙂 naturalnie zachęcam Cię do odsłuchania podcastu z Olą, w którym znajdziesz dodatkowe informacje o Tanzanii, jak również wiele ciekawych anegdot i historii związanych z podróżą po Afryce.

 

Zdajemy sobie sprawę, że wiele przedstawionych tutaj informacji ma dosyć negatywną konotację. Intencją jednak nie było zniechęcenie Cię od odwiedzić w Tanzanii, lecz do świadomego podejmowania decyzji tam na miejscu, co koniec końców powinno Cię uchronić przed wieloma nieprzyjemnościami.

 

Za tydzień mienimy trochę tematykę aby unikać monotonii 🙂

 

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę sukcesów, w którymkolwiek kraju teraz jesteś 🙂

Wybrane źródła:

 

Aleksandra Adamczyk:)

Unia morska

Lokalizacja Tanzanii

Flaga Tanzanii

Brytyjki w Zanzibarze

 

ropp15 max - Tanzanii

Archiwum

Newsletter

Subscribe to

Projekt porażka

Or subscribe with your favorite app by using the address below

Archiwum

Newsletter

Subscribe to

Projekt porażka

Or subscribe with your favorite app by using the address below

Archiwum

Newsletter

13045672_10154160066368330_120102593_n
13045571_10154160068428330_933944150_n
13077400_10154160061163330_1152094535_n
13084305_10154160063378330_957857339_n
13059766_10154160049523330_1307794664_n

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar

wpDiscuz