Tag: Emigracja zarobkowa

Życie i praca w Tanzanii

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Jeśli potrzebujesz gruntownej zmiany otoczenia, a jednocześnie dobrze czujesz się w gorącym klimacie możesz zastanawiać się nad podróżą do Afryki. Niezależnie od tego, czy cel tej podróży miałby być turystyczny czy zawodowy – musisz się naprawdę poważnie wyedukować, jeśli chcesz uniknąć nieprzyjemnych sytuacji i napawać się pięknem tego kontynentu. Naukę od czegoś trzeba zacząć, dlatego dzisiaj razem z moim gościem porozmawiamy o tym, jak jedna impulsywna decyzja o wyjeździe może rozpocząć długą i fascynującą przygodę, która w tym przypadku swój finał miała w Tanzanii.

I to właśnie tej długiej przygodzie przyjrzymy się najpierw bo przecież nie cel jest najważniejszy, lecz sama podróż...

 

Co było przed Tanzanią?

Emigracja zarobkowa Oli rozpoczęła się od pracy na promie Ulisses kursującym na trasie Dublin – Holyhead. Jako wykształcony i doświadczony krupier w wyniku wielu zewnętrznych czynników stała się bezrobotna. Był rok 2005. Poinformowana przez mamę, Ola bez chwili zawahania zdecydowała się aplikować do pracy na wspomnianym promie. Nie minęło wiele czasu, a stały ląd zastąpiła otwartym morzem.

 

Praca łatwa nie była, ale płaca rekompensowała trudy. 900 funtów miesięcznie w tamtych latach robiło wrażenie na każdym.  Problemy pojawiły się, gdy statek przeszedł z bandery irlandzkiej na cypryjską. Wtedy rozpoczął się wyzysk i nadużycia – zwłaszcza w stosunku do pracowników z bloku wschodniego. Sytuacja była szczególnie trudna dla kobiet, które często z desperacji i strachu stawały się „zahukane”, koniec końców godząc się na wszystko, co druga strona im chciała zgotować.

 

Takiej łatki Oli na pewno nie przypniemy, bowiem potrafiła się ona skutecznie bronić i stawiać na swoim. Tak było również w przypadku patowej sytuacji na promie, gdy po wybuchu i uczestnictwie w proteście, została zwolniona (czytaj: wyrzucona na ląd) przed skończeniem 6-miesięcznego kontraktu, postanowiła działać. Sama będąc młodszym marynarzem, zgłosiła się do władz NSZZ Solidarność o pomoc w dochodzeniu swoich praw. Finał ten historii? Sowite odszkodowanie za poniesione szkody i pełne wsparcie. Tak działa unia morska, w której 50-letni rybak z dwudziestoma latami spędzonymi na kutrze jest traktowany na równi z młodym krupierem pracującym na promie. W chwili potrzeby – wszystkie ręce na pokład. Stąd też, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci podjąć pracę poza stałym lądem, członkostwo w unii morskiej potraktuj, jako ubezpieczenie OC – z tym, że jest o wiele tańsze i obowiązuje na całym globie bez wyjątków (wysokość składki zależy od obejmowanego stanowiska, gdzie dla młodszego marynarza wynosi ona mniej niż 100 zł rocznie).

 

Niezależnie od szczęśliwego zakończenia epizodu na promie, Ola znalazła się w Dublinie i nie wiedziała, co ze sobą począć. Wychodząc z założenia, iż większość jej znajomych już się tam przeniosła (m.in. na skutek fali migracyjnej po wstąpieniu Polski do UE), Ona może równie dobrze postąpić podobnie. W związku z tym, kontynuując swoją karierę w kasynie przepracowała tam 4 lata. Warto tu nadmienić, że w tamtych latach Dublin był mekką dla krupierów – nigdzie nie można było zarobić więcej. Diler (najniższe stanowisko w kasynie) razem z tipami zarabiał 4 tysiące euro.

Sytuacja skomplikowała się po kontuzji kolana, która zmusiła Olę do czasowego powrotu do Polski. Zaraz po zabiegu rozpoczęła rekonwalescencję, mając z tyłu głowy, iż trzeba już wracać do Irlandii. Ku jej zdziwieniu, jej pracodawca na dzień dobry wręczył jej formularz P45, który w skrócie można by podsumować jako „zwalniam Cię!”. No tak, ale przecież była w tym czasie w szpitalu, więc pracodawca nie mógł jej ot tak zwolnić, prawda? W rzeczywistości prawo pracy w Irlandii nie chroni ani kobiet w ciąży, ani chorych. Nie zmienia to faktu, że zwalniając pracownika, należy mu się adekwatna odprawa oraz (w przypadku rzetelnej pracy) list referencyjny. Nawet z tym drugim pojawiły się problemy, które nasza bohaterka postanowiła rozwiązać, domagając się uczciwego potwierdzenia swoich umiejętności zdobytych przez ostatnie 4 lata pracy. Gdy tylko dostała zaktualizowany list referencyjny, udała się do siedziby sądu i złożyła pozew przeciw swojemu byłemu pracodawcy.

Nie chodziło tutaj o sam fakt zwolnienia, do którego pracodawca miał prawo. Nie chodziło nawet o pieniądze z tytułu odprawy, której Ola nie otrzymała. Chodziło przede wszystkim o zasady, o pokazanie, że (legalnie) emigrując w celach zarobkowych, nie pozbawiamy się swoich praw – niezależnie od naszej płci, postury itd., że zawsze powinniśmy walczyć o to, co nasze. Tak też zrobiła Ola, zatrudniając do tego prawnika i rozpoczynając 2-letni proces sądowy.

 

Jej były pracodawca tak przyzwyczajony do wyzysku i wykorzystywania emigrantów z naszej części Europy na pierwszą rozprawę nawet nie zaprosił adwokata, wychodząc z założenia, że wszystko ujdzie mu na sucho. Koniec końców sam sobie podłożył nogę m.in. podejmując decyzję o zwolnieniu w momencie, gdy Oli nie było w kraju i nie powiadomiwszy jej stosownie (czego wymaga irlandzkie prawo). Skutkiem była wygrana naszej bohaterki zwieńczona sowitym odszkodowaniem z tytułu ugody. Warto tu nadmienić stopień poszanowania prawa przez Irlandzkie państwo, dla którego ta sprawa w tym czasie miała niebagatelne znaczenie, rzutując na wizerunek kraju.

 

Jeszcze w trakcie prowadzenia powyższej bitwy trzeba było sobie odpowiedzieć na pytanie: Co dalej? Z odsieczą przyszedł kolega doradzając wyjazd do Afryki. Podobnie jak to było w przypadku przygody z promem, Ola złożyła aplikację i rzuciła się w wir wydarzeń. Po miesiącu oczekiwań wyszła z założenia, że nic z tego nie będzie i m.in. zapisała się na kurs prawa jazdy. Wtedy dopiero dostała sygnał, że praca jest jej i w zasadzie to musi przyjeżdżać już. Strefa komfortu aż krzyczała: zostań, nie wiesz, co Cię tam czeka, rozpoczęłaś zresztą już kurs, tu masz wszystkie swoje rzeczy itp. Itd.

Pewnie domyślasz się, że to jej nie zatrzymało, zamiast tego sprzedała to, co się dało, zawiesiła szkołę jazdy i wsiadła w samolot.

 

Tak, jak to romawialiśmy z Mateuszem w ramach cyklu poświęconego wchodzeniu na rynek pracy, referencję są absolutnie kluczowe, jeśli chcemy skutecznie budować swoją karierę. Potwierdzają one nasze słowa z CV dając namacalny dowód naszych możliwości. Warto tutaj nadmienić, iż chcąc podjąć pracę za granicą, nasze polskie doświadczenia mogą nie wystarczyć (tak, jak to mówił Bartek w odcinku poświęconym Manchesterowi). Tym lepiej, że Oli udało się uzyskać potwierdzenie w Dublinie, które otworzyło przed nią sporą część świata, znajdującą się niegdyś pod wpływami kolonialnej Anglii. Jednym z takich krajów była Tanzania.

 

Tanzania

Na wstępie dodam, że przygotowując się do rozmowy z Olą postanowiłem się najpierw dokształcić i poczytać o tym kraju. W tym m.in. odwiedziłem 5 pierwszych stron z wyszukiwarki Googla (nie wliczając w to stron biur podróży) i muszę powiedzieć, że obraz, który narysowała mi osoba żyjąca i pracująca tam przez 3 lata, różnił się od tych poprzednich opisów diametralnie.

 

Podejmując decyzję o wyjeździe do takiego kraju, jak Tanzania, nie wystarczy zakupić przewodnik, pogooglować popularne frazy związane z miejscem docelowym, czy sprawdzić ceny i koszty życia w aplikacji Numbeo. Nie oznacza to, że w tym artykule znajdziesz odpowiedź na wszystkie możliwe pytania. Zamiast tego przedstawię Ci doświadczenia zebrane przez Olę, wyselekcjonowane w taki sposób, aby ułatwić życie i pracę w tym kraju osobom chętnym do takiego wyjazdu.

 

Rysunek 1. Lokalizacja Tanzanii

Ropp 15 rys1 - tanzania

 

Tanzania jest krajem postkolonialnym, z epizodem niemieckim (XIX wiek) oraz angielskim (XX wiek). Nie zmienia to jednak sprawy, że przeciętny obywatel nie włada językiem angielskim, jak to ma np. miejsce w niedalekiej Kenii. Zawdzięczamy to głównie „ojcowi narodu” prezydentowi Juliusowi Nyerere, który doprowadził do zbliżenia z „Moskalami” i wycofania języka angielskiego ze szkół. Gdy my wychodziliśmy z PRLu, Tanzania robiła coś odwrotnego. Skutek: puste (z pozoru) sklepy, powszechna korupcja i rozkład organów państwa. W związku z tym podróżując po kraju miejmy w zanadrzu kilka nisko nominałowych dolarów w kieszeni zawsze pod ręką. Lokalni bowiem traktują białych jak bankomaty i na każdym kroku będziemy mieli sytuacje, w których gotówka oszczędzi nam wielu nieprzyjemnych sytuacji.

 

Jeśli chodzi o załatwianie spraw, to musimy również przygotować się na spory szok kulturowy. W Europie chcąc np. naprawić kabel, pójdziemy do sklepu, wymienimy go na nowy lub poczekamy na naprawę. W Tanzanii jednak ten sam proces będzie trwał bez mała cały dzień i wymagał od nas wypicia herbaty w właścicielem, długiej rozmowy i nieskończonych pokładów cierpliwości. Musimy jednak pamiętać, iż mimo bardzo powszechnego tam rasizmu (zarówno białych do czarnych i odwrotnie) ten sposób załatwiania spraw (powolny, mozolny i nieefektywny) nie wynika ze złej woli lub intencji. Jest on po prostu kwestią kulturową, którą przyjdzie nam zaakceptować lub odrzucić. Jeżeli wybierzemy to drugie, to skażemy się na izolację w hermetycznym „białym” środowisku, z dala od miejscowej kultury i całego jej bogactwa. W Tanzanii tak właśnie postępuje wielu ekspatriantów m.in. z Australii czy Nowej Zelandii. Wybierają oni to co znane i łatwe (swoje własne towarzystwo) odrzucając wszystko to co nowe i inne (lokalna kultura itd.). Skutkiem tego jest rosnąca niechęć obu stron do siebie oraz coraz wyższy mur pomiędzy nimi, utrudniający integrację a nawet codzienne kontakty.

 

Jeżeli zechcemy się asymilować i chłonąć z lokalnej kultury, koniec końców przejdziemy do wydawania pieniędzy. To, co jest pewne jak w banku to to, że na początek dostaniemy ceny dla Muzungu. Tym określeniem nazywa się białych w Afryce i tak, zgadłeś: ceny te są niebotycznie wyższe niż te, które dostają lokalni. Jak sobie zatem radzić z tym problemem? Najlepiej zaprzyjaźnić się z kimś lokalnym i jego/ją prosić o dokonywanie zakupów dla nas. To najprostszy i najbardziej efektywny sposób radzenia sobie z cenami Muzungu. Co ciekawe nawet sama nasza obecność spowoduje podwyższenie ceny, nawet, gdy transakcje przeprowadza nasz lokalny znajomy/znajoma. W związku z tym najlepiej poprosić o zrobienie zakupów solo, a przynajmniej bez obecności białych. Jeżeli to nie wchodzi w grę, pozostaje nam nauczyć się podstawowych zwrotów jak dzień dobry, do widzenia oraz pierwszych cyfr, po czym przystąpić do targowania się – jeśli nie chcesz pomylić jednej z cyfr z kobiecymi narządami płciowymi (podobna wymowa) -> polecam odsłuchać podcast do końca 😉

 

Zdecydowanie najdrożej jest w nieoficjalnej stolicy kraju Dar es Salaam zlokalizowanej na wybrzeżu. Jeżeli jesteśmy typem mieszczucha, będzie to miejsce dla nas. Uświadczymy tu typowo wielkomiejski zgiełk, tłum i korki. Musimy pamiętać, że jest to bardziej Islamska część Tanzanii, w której wyjście na targ w sukience mini może skończyć się dla nas naprawdę nieprzyjemnie. W przypadku Oli były to „tylko” miażdżące spojrzenia i nienawistne teksty rzucane w jej kierunku.

Mniej szczęścia miały Katie Gee oraz Kristie Trup – dwie Brytyjki oblane kwasem w Zanzibarze w 2013 roku (w czasie, kiedy Ola była w Tanzanii). Koniec końców stopione zostało 30% ich ciał w wyniku ataku a do dziś dzień sprawców nie złapano.

 

Czy to oznacza, że mamy zapomnieć o dalekich podróżach i zagrzebać się na kanapie? Naturalnie, że nie. To co musimy zrobić przed każdym wyjazdem w nieznanie, to porządnie odrobić lekcję domową i nauczyć się kultury i obyczajów kraju do którego się udajemy. Bez tego, nawet nieświadomie, urazić drugą stronę i doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu.

Świadome podróżowanie wymaga od nas zaczerpnięcia wiedzy o lokalnej kulturze i obyczajach. Pozwoli nam to w porę „zdjąć ubłocone buty” przed wejściem w czyjeś życietwitter

 

Rysunek 2. Mapa Tanzanii

ropp 15 rys2 - tanzanii

 

Przenosząc się poza stolice doświadczymy prawdziwego piękna tego kraju: palmy, gekony no i przepyszne ananasy tanzańskie (jeden dolar za sztukę  = 2183,70 szylingów tanzańskich). Oczywiście standard życia będzie odpowiednio niższy. Niemniej jednak jak to ocenia Ola, nie można tego kraju uznać za biedny. Bardzo trudno bowiem znaleźć tam osobę bez dachu nad głową, której nie stać by było przynajmniej na jeden posiłek w ciągu dnia. To, o czym musimy pamiętać to fakt, iż ludzie tam żyjący, jeszcze parę pokoleń temu jedli z liści bambusowych, a ich mentalność zdaje się pozostawać dziś dzień na tym samym poziomie. Znajduje to odzwierciedlenie m.in. w gospodarce odpadami, a raczej jej braku. Śmieci znajdują się dosłownie wszędzie, a zużyte opakowania wyrzucane są za plecy. Dlatego nie traćmy czasu na poszukiwanie kosza na śmieci, bo i tak go nie znajdziemy.

 

Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, musimy się przygotować z jednej strony na rasistowskie nastawienie lokalnej społeczności oraz roszczeniowość przejawiającą się w nastawieniu „mi się należy” jednocześnie obserwując bardzo silne więzi rodzinne czy też elastyczność kręgosłupa moralnego w kwestii kradzieży (plaga Tanzanii)

 

Na koniec warto nadmienić, iż zarówno Tanzania, jak i cała Afryka nie należą do tanich miejsc. Koszty życia są tutaj bowiem bardzo wysokie w porównaniu do wysokości zarobków. Dlatego musimy unikać cen Muzungu, jednocześnie pozostając na lokalnym poziomie – dla porównania jedzenie w lokalnej restauracji będzie nas kosztować ok. 2 dolarów, gdzie cena dla Muzungu może wynosić nawet 20 dolarów!

 

Praca w Tanzanii

Jeżeli jako ekspatriant zdecydowaliśmy się na pracę w Tanzani, nasze doświadczenia mogą wyglądać następująco:

 

1. Aranżacja

1.1. Aplikujemy w pełni zdalnie (standardowe wysłanie CV, rozmowa kwalifikacyjna przez telefon itp. Itd.)

1.2. W razie decyzji pozytywnej ustalamy kształt i parametry kontraktu

1.3. Otrzymujemy szablon kontraktu do podpisania na miejscu (tutaj ważne jest, z kim ten kontrakt ma być podpisany – w przypadku kasyn, wiarygodność i zgodność draftu z wersją końcową jest bezapelacyjna)

1.4. Zakupujemy bilet lotniczy na własny koszt (stanowi to polisę zabezpieczeniową dla pracodawcy)

2. Akomodacja

2.1. Po przybyciu na miejsce docelowe podpisujemy uprzednio wynegocjowany kontrakt

2.2. Wprowadzamy się do przygotowanego mieszkania/domu w pełni opłaconego przez pracodawcę (również ze wszelkimi mediami)

3. Praca

3.1. W Tanzanii czeka nas 6-dniowy tydzień pracy z jednym dniem wolnym

3.2. Czas pracy zaczyna się od 7 godzin dziennie prowadząc do 12, a nawet 16 godzin dziennie (w Dar es Salaam)

3.3. Kontrakt zazwyczaj podpisywany jest na dwa lata – jest to okres zwrotu z inwestycji pracodawcy w pracownika (pokrywa koszty transportu, rozwoju, szkoleń itd.)

3.4. W przypadku kontynuacji kontraktu możemy liczyć na sponsorowany bilet lotniczy do kraju ojczystego lub na budżet transportowy możliwy do wykorzystania na dowolne przeloty, tak jak to miało miejsce w przypadku Maćka pracującego w Niemczech

3.5. W kwestii wynagrodzenia, w przypadku Oli zaczęło się od 1500 dolarów, a po trzech latach skończyło na podwojeniu tej kwoty (w zestawieniu ze 100$ średniej pensji dla lokalnych kelnerów, sprzątaczek itp.)

3.6. Jeśli chodzi o benefity pracownicze to poza opłaceniem mieszkania możemy liczyć na transport do i z pracy oraz do miejsca zamieszkania, jak również stałą obsługę przez służącą. Kwestią do ustalenia jest wyżywienie (zazwyczaj nie wchodzi ono w zakres pracodawcy)

3.7. Podejmując decyzję o zmianie pracy najlepiej wykorzystać lokalną wiedzę (co, gdzie i kiedy się zwalnia) oraz oczywiście posiłkować się lokalnymi referencjami.

 

 

Więcej informacji dotyczących poszukiwania pracy znajdziesz w darmowym poradniku:

Odpływamy! Czyli o tym, jak mądrze sterować karierą i wypłynąć na głębokie wody

A w nim odpowiedzi na takie pytania:
- Jak szukać pracy?
- Jak budować karierę?
- Jak prosić o podwyżkę?
...................................................................

POBIERZ PORADNIK

 

I to by było na tyle 🙂 naturalnie zachęcam Cię do odsłuchania podcastu z Olą, w którym znajdziesz dodatkowe informacje o Tanzanii, jak również wiele ciekawych anegdot i historii związanych z podróżą po Afryce.

 

Zdajemy sobie sprawę, że wiele przedstawionych tutaj informacji ma dosyć negatywną konotację. Intencją jednak nie było zniechęcenie Cię od odwiedzić w Tanzanii, lecz do świadomego podejmowania decyzji tam na miejscu, co koniec końców powinno Cię uchronić przed wieloma nieprzyjemnościami.

 

Za tydzień mienimy trochę tematykę aby unikać monotonii 🙂

 

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę sukcesów, w którymkolwiek kraju teraz jesteś 🙂

Wybrane źródła:

 

Aleksandra Adamczyk:)

Unia morska

Lokalizacja Tanzanii

Flaga Tanzanii

Brytyjki w Zanzibarze

 

ropp15 max - Tanzanii

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

13045672_10154160066368330_120102593_n
13045571_10154160068428330_933944150_n
13077400_10154160061163330_1152094535_n
13084305_10154160063378330_957857339_n
13059766_10154160049523330_1307794664_n

Życie i praca w Niemczech - część 2

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

W ramach dalszej podróży za zachodnią granicę, kontynuujemy dzisiaj rozmowę z Maćkiem Gajdulewiczem, mieszkającym i pracującym we Frankfurcie.

Dla przypomnienia, w poprzednim odcinku rozmawialiśmy między innymi o historii Maćka i o motywach jego wyjazdu do Niemiec. Dowiedzieliśmy się od niego, na co powinniśmy położyć nacisk przy negocjowaniu warunków naszej relokacji. Dalej, przeanalizowaliśmy różne możliwe formy zatrudnienia – w tym „permanentną delegację”, w ramach której optymalizujemy podatkowo nasz przychód wykorzystując diety zagraniczne. Same diety poddaliśmy dokładniejszym oględzinom, weryfikując ich wysokość w różnych wariantach (np. zakładając odliczenia posiłków fundowanych przez naszą firmę).

 

Poruszanie się po Frankfurcie

O wszechobecnym występowaniu egzotycznych języków zarówno w komunikacji publicznej, jak i na ulicach Frankfurtu mówiliśmy w poprzedniej części wywiadu z Maćkiem. Fakt ten rodzi pytanie dotyczące sposobu poruszania się ludzi niewładających językiem niemieckim po ulicach tego miasta. Nie uświadczymy bowiem powszechnie oznaczeń w języku angielskim tak, jak to ma miejsce w niektórych europejskich miastach, nie mniej jednak znajomość tego języka przez mieszkańców Frankfurtu jest na tyle wysoka, iż nie powinniśmy mieć problemu z komunikacją. W najgorszym razie pozostają nam do użycia aplikacje nawigacyjne.

 

Praca w Niemczech często pochłania nas do tego stopnia, że możemy nie zdążyć zrobić zakupów w tygodniu. Emigrując do tego kraju – notabene mniej religijnego od Polski – możemy się mocno zdziwić, gdy w niedziele „pocałujemy klamkę”.  Czy jest to fenomen charakterystyczny tylko dla Frankfurtu? Odpowiedź brzmi nie. Przez prawie 50 lat sklepy w niemieckojęzycznych krajach miały najbardziej restrykcyjne godziny otwarcia w całej Europie. Wynikało to z Ladenschlussgesetz - prawa uchwalonego w 1956 roku, w ramach którego sklepy miały być otwarte pomiędzy 7 rano a 18.30 (w tygodniu) oraz 14.00 (w soboty). Niedziele były dniami całkowicie wykluczone z handlu. Wspomniane prawo obowiązywało aż do 1996 roku, kiedy to rozpoczął się proces uelastyczniania godzin handlowych. Ukoronowaniem tego procesu było Föderalismusreform – reforma z 2006 roku, w ramach której odebrano rządowi prawo wyznaczania godzin otwarcia sklepów na rzecz 16 Bundesländer (landów) które dostały pełną autonomię w tej kwestii. Niemniej jednak nadal, gdy będziemy chcieli zrobić cotygodniowe zakupy, nie planujmy tego na Sonntag (niedzielę) z racji na powszechny zakaz handlu. Wykluczone z niego są tylko stacje kolejowe, lotniska, stacje benzynowe i mini-markety.

 

Kolejna kwestia, która zwróci naszą uwagę podczas życia i pracy w Niemczech będzie wszechobecne przyzwolenia na spożywanie alkoholu i palenia papierosów w miejscach publicznych, jak również reklamowania tych produktów. Niczym dziwnym nie jest widok ludzi wracających z pracy i popijających małe piwo w autobusie. Co ciekawe nie prowadzi to do widocznych nadużyć, czy też codziennych libacji. Dyscyplina i kultura obowiązuje 🙂

 

Skutki kryzysu migracyjnego we Frankfurcie

Kolejne pytanie, które zadałem Maćkowi dotyczyło realnych skutków kryzysu migracyjnego w miejscu jego zamieszkania. Wszyscy wiemy o tym, iż Niemcy i kraje skandynawskie, z racji na swoją hojną politykę socjalną stanowią miejsce docelowe dla dużej części fali uchodźców docierających do Europy.

 

Rysunek 1. Trasa migracyjna prowadząca do Niemiec

ropp14 rys1 - praca w niemczech częśc 2

 

W rzeczywistości jednak występują duże rozbieżności w kwestii relokacji uchodźców wewnątrz Republiki Federalnej Niemiec. Głównym czynnikiem decydującym stają się tutaj koszty życia w poszczególnych rejonach kraju. Naturalnie w pierwszej kolejności migranci będą wybierać te landy i miasta o najniższych kosztach życia (Monachium, Bawaria), a dopiero w dalszej kolejności udadzą się do miast drogich, takich jak Frankfurt, stanowiący de facto stolicę finansową strefy euro.

 

Tabela 1. Zestawienie cen wybranych produktów we Frankfurcie

ropp14 tab1 praca w niemczech

 

Tak, jak to zostało pokazane w tabeli powyżej, można w Niemczech kupić tanie produkty spożywcze. Przykładem jest tutaj woda. Pamiętać należy tylko o oddawaniu pustej butelki przy zakupie nowej – bez tego cena wywinduje mocno w górę.

 

Wpływ wyjazdu do Niemiec na rozwój osobisty naszego bohatera

„Świat nie jest taki duży jak nam się wydaje”. Taką pierwszą puentę wyciągnął Maciek po paru miesiącach podróżowania i pracowania za granicą. Często bowiem zamykamy się w swoich mikro światach, skupieni na pokonywaniu drogi „z” – „do” budujemy w sobie strach przed nieznanym, przed trudem i wyzwaniami związanymi z pokonywaniem naszej strefy komfortu. Najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok, czyli podjąć decyzję o działaniu tłumiąc głosy sprzeciwu i zwątpienia pojawiające się w odpowiedzi na naszą inicjatywę. W przypadku Maćka jeden z lęków dotyczył pracy z Hinduskimi współpracownikami. Stereotyp (w tym przypadku pozytywny), opisujący Hindusów, jako wykwalifikowanych i doświadczonych programistów powodował lęk oraz obawę, iż jego własne umiejętności mogą się okazać niewystarczające. W rzeczywistości jednak Maciek zorientował się, że nie tylko te negatywne stereotypy pisane są na wyrost, ale również te pozytywne i to Indyjscy współpracownicy mogą koniec końców czuć się onieśmieleni, a nie na odwrót.

 

Inny przykład dotyczył mieszkania poza swoim rodzinnym gniazdem – Warszawą. To, co początkowo wydawało się trudne i problematyczne (życie i poruszanie się w obcym mieście) z czasem stało się nową normą, otwierając drzwi na nowe przygody i nowe miasta takie jak Barcelona, Amsterdam czy też Mediolan. Dzięki coraz to częstszym i ciekawszym podróżom zmniejsza się nasze wyobrażenie odległości. Wszystko wydaje się nam bliższe niż początkowo myśleliśmy. Co ciekawe, to samo tyczy się ludzi, których napotykamy na swojej drodze.

Dzięki podróżom zmniejsza się nasze wyobrażenie odległości - zarówno w fizycznym wymiarze jak i w kontaktach z innymi ludźmi.twitter

 

 

Kolejną wartością dodaną przy wyjazdach zagranicznych jest wzmacnianie naszej asertywności oraz ogólna poprawa komunikacji. Jeżeli bowiem będziemy w podobnej sytuacji, co Maciek, staniemy przed wyzwaniem, jakim jest praca i komunikacja pozioma (w międzynarodowym zespole) jak również i pionowa (z przełożonymi na wyższych szczeblach). To wszystko, połączone z odpowiedzialnością za nasze czyny, stanowi idealny grunt pod rozwój naszej pewności siebie. Ta cecha będzie nam bowiem bardzo potrzebna, jeżeli chcemy „przeżyć” pracując w międzynarodowej korporacji. Widoczne jest to miedzy innymi przy organizacji i priorytetyzacji naszych bieżących zadań. Z jednej strony chcemy pomagać innym w ich projektach i zadaniach. Dzięki temu budujemy naszą rozpoznawalność i reputację w ramach organizacji, co stanowi najkrótszą drogę do awansu. Z drugiej strony, jeżeli pracujemy w większej firmie, wtedy koniec końców zorientujemy się, iż zaczynamy tonąć pod naporem nowych zapytań i próśb skierowanych w naszą stronę. Osoby, którym pomogliśmy parę razy orientują się, iż „mają w nas druha” i zaczynają nas zasypywać coraz to nowymi zapytaniami, destabilizując nasz prywatny harmonogram. W tym momencie, jeżeli nie wykażemy się odpowiednio wysoką pewnością siebie, nie będziemy w stanie świadomie postawić granic, co doprowadzi do zaniedbania kwestii dla nas priorytetowych i/lub wypalenia zawodowego. Wniosek – nie bójmy się odmawiać innym, lecz róbmy to w uprzejmy i taktowny sposób.

 

Więcej o mądrym stawianiu granic przeczytasz w książce pt.:

Rysunek 2. Książka pt.: "Sztyka mówienia nie. Jak chronić swoje życie przed manipulacją"

ropp14 rys2 praca w niemczech

 

 

Mniej pozytywne skutki emigracji zarobkowej

O wpływie emigracji (lub też „permanentnej delegacji” J) na relacje z bliskimi dużo już zostało powiedziane. Wiemy o negatywnych reperkusjach wynikających z długiej rozłąki oraz znamy sposoby ich minimalizowania (skype + kamera, media społecznościowe itd.). To, na co warto tutaj zwrócić uwagę to wysokie oczekiwania obu stron, które mogą prowadzić do niepotrzebnych konfliktów. I tak, wracając z „obczyzny”, często zmęczeni i przytłoczeni bieżącymi wyzwaniami, nie marzymy o niczym innym jak relaks i odpoczynek w rodzinnych stronach. Nasi bliscy zaś, chcieliby jak najwięcej się dowiedzieć, rozmawiać i „eksploatować” odwiedzające je osoby. To rodzi oczywisty konflikt interesów, z którego musimy sobie zdawać sprawę i poprzez empatyczną komunikację niwelować go u źródła.

 

Niech każda ze stron wytłumaczy i opisze swoje potrzeby i oczekiwania, a następnie siądźmy do stołu i ustalmy kształt kompromisu, który pozwoli zmaksymalizować korzyści dla obu stron. Możemy np. się umówić, iż przyjeżdżając na dwa dni w tygodniu, sobota będzie tym dniem luźnym nieobciążającym psychicznie i fizycznie (kanapowy relaks), a niedziela będzie się wiązała z czynnościami bardziej aktywnymi (wyjście na miasto, długie rozmowy itd.).

 

Kolejnym negatywnym skutkiem wyjazdu za granicę jest fiksacja na punkcie przeliczania walut. Działa to w obie strony – będąc za granicą ciągle czujemy się jakby wszystkie produkty były zawyżone (w przypadku wyjazdu np. do Niemiec), a wracając do Polski wręcz przeciwnie, wszystko jest takie tanie! I to właśnie to drugie (błędne) założenie może być dla nas jeszcze bardziej zgubne, prowadząc do niepotrzebnej rozrzutności. Rozwiązaniem tej sytuacji jest zaakceptowanie faktu, iż część produktów będzie zawyżona, a część zaniżona w miejscu, do którego wyjeżdżamy czy też emigrujemy. Wynika to z wielu czynników (np. potrzeba importu danych dóbr), z którymi nie ma sensu walczyć.

 

 

I to by było na tyle jeżeli chodzi o Życię i pracę w Niemczech.

Dla przypomnienia, całość rozmowy z Maćkiem znajdziesz za to w podcaście.

 

Tymczasem dziękuję Ci za to, że tu jesteś. Zainteresował Cię ten temat? Jeśli tak to zapoznaj się z innymi artykułami realizowanymi w ramach cyklu:


Życie i praca w Szwajcarii

Życie i praca w Anglii


 

Za tydzień zmienimy kontynent i razem z moim rozmówcą "odwiedzimy" Tanzanie. Po tym odcinku zmienimy trochę tematykę aby unikać monotonii 🙂

 

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę sukcesów, w którymkolwiek kraju teraz jesteś 🙂

Wybrane źródła:

 

Maciej Gajdulewicz 🙂

Godziny handlowe w Niemczech

Zestawienie cen we Frankfurcie

Trasy migracyjne 

 

ropp13 max - Praca w Niemczech

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Życie i praca w Niemczech - część 1

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Zamiłowanie do mięsa, piwa i precyzji, brak poczucia humoru, centrum problemów migracyjnych Europy. A Tobie, z czym kojarzą się Niemcy?

 

W ramach kontynuacji cyklu „Praca i życie w..” udamy się w podróż za Odrę, w ramach której Maciej Gajdulewicz opowie nam o blaskach i cieniach pracy w międzynarodowej korporacji. Zastanowimy się, na co należy zwrócić uwagę przenosząc się w ramach jednej organizacji do innego kraju. Podpowiemy jak negocjować nową umowę i jak odnaleźć się w międzynarodowym zespole, żyjąc i pracując za granicą.

 

Słowem wprowadzenia…

To jest historia Maćka Gajdulewicza i jego – jak on to określa – permanentnej delegacji do Niemiec.

Jak każda historia, tak i ta miała swój początek. W tym przypadku były to studia podjęte w Szkole Głównej Handlowej na kierunku metody ilościowe w ekonomii i systemy informacyjne. Otworzył on przed Maćkiem świat korporacji i pracę w sektorze finansowym. Zaczęło się lokalnie, na warszawskim podwórku, w siedzibie firmy z wielkiej czwórki w dziale zarządzania ryzykiem finansowym.

 

Mimo międzynarodowego charakteru organizacji, czuć było jej lokalny polski wymiar. Miało to oczywiście swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych można zaliczyć znajomość zasad gry, panujących zwyczajów i obyczajów jak również kontakt ze wszystkim, co znane (bliscy, rodzina, ulubione miejsca w mieście). Wydawało się, że to dużo, że minusy takie jak ograniczone perspektywy, nudniejsze projekty i zakresy obowiązków czy też mniejsza styczność z j. angielskim powinny zostać spokojnie spacyfikowane przez przeważające plusy. W rzeczywistości jednak, Maciek poczuł w którymś momencie, że podświadomie buduje zasieki wokół swojej strefy komfortu – wybierając to, co znane i przewidywalne ponad to, co nowe i bardziej wyzywające. W związku z tym, gdy tylko nadarzyła się okazja relokacji do innego kraju, postanowił z niej skorzystać. Wybrał Frankfurt.

 

Życie i praca w Niemczech

Po 1,5 roku pracy w polskim oddziale firmy nadszedł czas na wyjazd do Niemiec. Miało to miejsce we wrześniu 2015 roku. Przylatując na miejsce, do międzynarodowego lotniska we Frankfurcie lepiej założyć wygodne buty. 1000 metrów do przejścia po odbiór bagażu? To normalne w porcie zwanym również Ren-Men (Rhein-Main-Flughafen lub Flughafen Frankfurt am Main) zajmującym powierzchnię 2000 hektarów i o możliwościach obsługi 65 milionów pasażerów rocznie.

 

Rysunek 1. Plan terminalu Lufthansy na międzynarodowym lotnisku we Frankfurcie

ropp13 rys1 - praca w Niemczech

Po odebraniu bagażu czas na podróż ichniejszą koleją S-bahnem. To, co może nas Polaków zdziwić, to ogromna różnorodność i multikulturowość mieszkańców Frankfurtu, która rzuca się w oczy od pierwszej chwili. Słychać tutaj paletę egzotycznych języków z rejonów takich jak Indie, Afryka, ale również z Europy Środkowo-Wschodniej. Niemniej jednak, samych Polaków we Frankfurcie nie przebywa wielu. Nie tak, jak to ma miejsce w Manchesterze o czym mówiliśmy ostatnio.

 

Wspomniana różnorodność nie jest obserwowalna wyłącznie na ulicy. To samo ma miejsce w świecie biznesu, jakby na to nie patrzeć to właśnie Frankfurt jest stolicą finansową Europy. Maciek w swoim zespole posiada kolegów i koleżanki z takich krajów jak Indie, Rosja czy Białoruś. Można by się zastanawiać jak u tak różnorodnej grupy ludzi znaleźć wspólny mianownik? Często to, co nas różni może nas jednocześnie łączyć. Pracując w międzynarodowym zespole doświadczenia dnia codziennego – święta, zwyczaje i obyczaje – stanowią niekończący się zasób tematów do rozmowy. Rozmowy budującej podwaliny pod relację.

 

To, co nas różni może nas łączyć. Wymiana doświadczeń dnia codziennego, naszych zwyczajów i obyczajów,może stanowić podwaliny naszych relacjitwitter

Na co położyć nacisk przy negocjowaniu warunków naszej relokacji?

Ok, Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu pracy poza granicami naszego kraju w ramach tej samej organizacji. To, na co w pierwszej kolejności powinniśmy zwrócić uwagę przygotowując się do negocjacji naszego nowego wynagrodzenia jest oszacowanie naszych przyszłych wydatków i kosztów życia. Najważniejsze w tej kategorii będzie akomodacja i transport.

 

Niezależnie od naszej „podstawy”, podejmując decyzje o wyjeździe, częstą praktyką jest pokrywanie części wydatków bieżących pracownika przez pracodawcę. Najczęściej mowa tutaj o zakwaterowaniu oraz transporcie lotniczym, umożliwiającym nam wizyty w kraju ojczystym. Możemy z góry dostać mieszkanie służbowe lub też opłacony hotel, ale może się tak zdążyć, iż sami będziemy musieli zabezpieczyć sobie miejsce pobytu, a z pracodawcą negocjujemy budżet, w którym powinniśmy się zmieścić. W takim przypadku kluczowe jest to, abyśmy uniknęli niedoszacowania tego budżetu. Wtedy bowiem skażemy się albo na gorszą lokalizację mieszkania, albo rzadsze wizyty w kraju.

 

W przypadku Maćka początkowo ucierpiał budżet transportowy, który w rzeczywistości – przy bardzo wysokich kosztach biletów na linii Frankfurt-Warszawa, nie pozwalał mu przez dłuższy czas na więcej niż jedną wizytę w kraju miesięcznie. Aby uniknąć takich sytuacji, powinniśmy przed przystąpieniem do negocjacji dokładnie oszacować koszty życia w nowej lokalizacji, unikając również ich przeszacowania, które mogą być odebrane przez pracodawcę, jako próba wyłudzenia pieniędzy. Przykładowo zakup biletu miesięcznego w komunikacji miejskiej w przypadku Frankfurtu będzie nas kosztował 86 euro. Dla porównania taki sam bilet w Mediolanie to koszt rzędu 30 euro. Dlatego tak ważne jest, aby precyzyjnie oszacować najważniejsze koszty z wyprzedzeniem.

 

W pierwszej kolejności zróbmy rozeznanie u swoich współpracowników i znajomych, którzy mogą mieć podobne doświadczenia (np. praca w Niemczech). Niezależnie czy uzyskamy na tym etapie potrzebne informacje, zweryfikujmy te założenia np. z wykorzystaniem portalu numbeo. Tak uzbrojeni udajmy się na negocjacje.

 

 

Uwaga!

Może się tak zdążyć, iż nie będziemy dopuszczeni bezpośrednio do negocjacji naszych nowych warunków zatrudnienia. Zamiast tego nasz obecny przełożony może tego dokonać w naszym imieniu z nowymi przełożonymi. W takim przypadku zweryfikujmy wcześniej jego założenia i obliczenia, upewniając się, że nasz interes zostanie w pełni zabezpieczony

 

Kolejną kwestią wartą naszej uwagi jest określenie obowiązków podatkowych, które będą na nas spoczywały w związku z relokacją do innego kraju. Jedną z podstawowych spraw, które powinniśmy zweryfikować to to, czy kraj, do którego się udajemy posiada obowiązującą umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania z Rzeczpospolitą Polską. To dzięki niej unikniemy np. podwójnego opłacania podatku dochodowego. Tekst umowy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od majątku dostępny jest tutaj.

 

Niezależnie od tego czy taka umowa jest zawarta, może spoczywać na nas dodatkowy obowiązek podatkowy specyficzny dla danego kraju czy też formy wykonywanej działalności. Zweryfikujmy uprzednio fakt wystąpienia takiego obowiązku (nawet, jeśli jest on czysto biurokratyczny, a nie finansowy) i naciskajmy w negocjacjach, aby nasz pracodawca pomagał nam takowy obowiązek wykonywać (kwestia szczególnie ważna, gdy nie władamy językiem urzędowym państwa, do którego się udajemy).  Jeśli chodzi o zasady rozliczania z polskim fiskusem, musimy sobie również odpowiedzieć na pytanie czy ciąży na nas nieograniczony czy też ograniczony obowiązek podatkowy. Jest to powiązane nie tylko z zameldowaniem w danym miejscu, ale też z posiadaniem w nim centrum interesów życiowych (życie i praca). Aby podlegać nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu względem polskiego fiskusa musimy na terenie RP przebywać dłużej niż 180 dni w roku. Więcej o tych i innych zależnościach podatkowych znajdziesz we wpisie dotyczącym rozliczania PIT za 2015 rok

 

Formy zatrudnienia za granicą

Podejmując pracę za granicą w ramach naszej firmy jest duża szansa, że zaproponowany zostanie nam kontrakt zagraniczny. W przypadku naszego bohatera miał miejsce inny scenariusz w ramach którego praca w Niemczech została sformalizowana w formie permanentnej delegacji. W ramach niej, pozostał on zatrudniony na dotychczasowych warunkach, z zachowaniem polskich złotych, jako obowiązującej waluty, a na pokrycie swoich bieżących kosztów pozostaje mu ustawowo określona dieta. Niezależnie od tego, co wspomnieliśmy w poprzednim punkcie, pracodawca pokrywa mu koszty zakwaterowania oraz transportu lotniczego. Czy jest to rozwiązanie gorsze? Niekoniecznie. To zależy od naszego stylu życia i miejsca docelowego. Diabeł tkwi w szczegółach. A w tym przypadku w dietach.

 

Dieta – z czym się to je?

Udając się w podróż krajową czy też zagraniczną przysługuje nam dodatek do pensji, w zamyśle służący na pokrycie zwiększonych kosztów wyżywienia (dieta krajowa), jak również drobnych wydatków (dieta zagraniczna). Podstawą prawną obu jest Rozporządzenie MPiPS z dnia 29 stycznia 2013 roku w sprawie należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej (Dz.U. 2013 poz. 167).

 

Zasady naliczania diet różnią się jednak dla delegacji krajowej i zagranicznej, tak jak przedstawiono to w poniższym zestawieniu

 

Tabela 1. Diety krajowe

ropp13 tab1 - praca w Niemczech

 

Tabela 2. Diety zagraniczne

ropp13 tab2 - praca w Niemczech

 

 

W przypadku diet zagranicznych, ich wysokość jest różna dla poszczególnych krajów. Dla przykładu w Niemczech wynosi ona 49 EUR, w Wielkiej Brytanii 35 GBP a w Szwajcarii 88 CHF.

Pełna tabela wysokości diet dostępna jest tutaj

Kolejną kwestią, o której musimy pamiętać przy pobieraniu diet to odliczenia za posiłki sponsorowane przez pracodawcę. Tak jak mówiłem na początku, w zamierzaniu diety mają służyć głównie na pokrycie wyżywienia. Stąd też logika ustawodawcy nakazuje stosować odliczenia w przypadku, gdy ten koszt jest z nas zdejmowany. I tak możemy znowu rozgraniczyć wysokość odliczenia w zależności od typu diety:

 

Tabela 3. Odliczenia posiłków od diety

ropp13 tab3 - praca w Niemczech

Wisienką na torcie pobierania diet z tytułu delegacji jest brak opodatkowania tego przychodu w ramach podatku dochodowego. W związku z tym, jeżeli zbliżamy się do wyższego progu dochodowego (więcej o tym przeczytasz tutaj ) i stoimy przed dylematem, o którym mówiliśmy wcześniej (wybór podstawy polskiej + diet vs kontrakt zagraniczny) zdecydowanie lepszym wyjściem byłoby wybranie opcji z dietami, co pozwoli nam zoptymalizować wysokość płaconego podatku dochodowego.

 


I tutaj postawmy przecinek 🙂

Dalsza część rozmowy z Maćkiem i płynących z niej informacji i doświadczeń zostanie przekazana w następnym odcinku pt. Praca i życie w Niemczech – część 2

 

Tymczasem dziękuję Ci za to, że tu jesteś. Zainteresował Cię ten temat? Jeśli tak to zapoznaj się z poprzednim odcinkiem z cyklu „Życie i praca w…”, w którym braliśmy na warsztat emigrację do Anglii.

 

A może samemu masz doświadczenia z emigracji, którymi chciałbyś się podzielić? Jeśli tak to zostaw proszę komentarz pod tym wpisem, albo napisz do mnie – może razem nagramy następny wywiad? 🙂

Dla przypomnienia, całość rozmowy z Maćkiem znajdziesz za to w  podcaście.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę sukcesów, w którymkolwiek kraju teraz jesteś 🙂

ropp13 max - Praca w Niemczech

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter