Tag: Emigracja

Życie i praca na Bali

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Podejmując decyzję o emigracji możemy mieć różne powody ku temu. Czasem naszą motywacją są lepsze zarobki, czasem chęć zmienienia środowiska a czasem jeszcze coś innego.

Jeżeli chcesz poznać lepiej niesamowitą wyspę Bali i historię przemiany pewnej niezwykłej osoby – zapraszam dalej.

 

 

Marta

Bohaterką dzisiejszej historii jest Marta Komosa od ponad 3 lat żyjąca i pracująca na Bali.

Będąc jeszcze w Polsce studiowała nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim. Następnie podjęła pracę w branży HR, którą z czasem zamieniła na branżę eventowo-muzyczną.

 

 

Początki emigracji

Był rok 2006. Ówczesny partner Marty (Włoch z pochodzenia) nie może znaleźć pracy w Polsce. Dla ekspatriantów wysyłanych tu na kontrakt sytuacja jest łatwiejsza. On będąc już na własną rękę w kraju poszukuje na próżno. Razem z Martą podejmują decyzję o wyjeździe – pada na europejską stolicę finansową, Frankfurt.

Tam Marta piszę swoją pracę magisterską dotyczącą drugiego pokolenia polskich emigrantów żyjących w Niemczech.

 

 

Przystanek Luksemburg

Przeprowadzka do Luksemburga zbiegła się w czasie z uwolnieniem rynku pracy dla Polaków w ramach Unii europejskiej. Co można powiedzieć o tym jednym z najmniejszych a jednocześnie najbogatszych krajów UE?

- Luksemburg jest swoistą kolebką sektora finansowego a w szczególności rynku funduszy inwestycyjnych

- Zdecydowana większość ludzi pracujących w Luksemburgu mieszka w rzeczywistości w Belgi, Francji lub Niemczech, z których dojazd do pracy średnio nie przekracza 30 km. Dzięki temu można odprowadzać mniej podatków, jednocześnie zarabiając więcej.

- Luksemburg jest niezwykle drogim i specyficznym miejscem, gdzie w wyniku powyższego procesu większość sklepów i miejsc rozrywkowych nie funkcjonuje po godzinie 18

- Dla przeciwwagi trzeba dodać, że jest tutaj wiele aktywnych instytucji unijnych jak również wiele organizacji pozarządowych. Przykładem tych drugich niech będzie Junior Chamber International – organizacja zrzeszająca młodych ludzi (18-40 lat) i umożliwiająca udział wszelakich projektach biznesowych i charytatywnych,

Po Luksemburgu nadszedł powrót do ojczyzny. Tutaj Marta spędziła kolejne 3 lata aż do wybuchu kryzysu w jej branży. Wtedy to stwierdziła, że czas wyjechać ponownie – tym razem dla siebie samej a nie dla kogoś innego.

 

Przychodzi w życiu taki moment, że musimy wyjechać dla siebie, a nie dla kogośtwitter

 

O bali

Jedna z ponad 17 000 wysp administracyjne przynależących do Indonezji – największego muzułmańskiego kraju na świecie, o całkowitej populacji 200 mln (gdzie 90% stanowią muzułmanie). Mimo wszystko w kwestiach wyznaniowych Bali stanowi wyjątek z racji na dominujący tu hinduizm buddyjski. Niemniej jednak panuje tutaj niezwykła wolność i otwartość wyznaniowa – można spotkać wspólne parkingi dla 5 a nawet 6 kościołów różnych wyznań.

Kolejną kwestią, która bezsprzecznie przykuwa uwagę to zamiłowanie do piękna wśród lokalnych mieszkańców. Widać to na każdym kroku, np. w formie ofiar składanych z kwiatów – 5 razy w ciągu doby.

Można śmiało powiedzieć, że Bali słynie ze swojej kobiecej energii. Nie widzimy tutaj pogoni za karierą, spełnieniem czy walką. Zamiast tego mamy okazję medytować, uprawiać jogę i ładować akumulatory.

Podsumowując, Bali zmusza do rozwoju tych, którzy zostaną tu odpowiednio długo.

bali_mapkażycie i praca na bali 3
życie i praca na bali 1
życie i praca na bali 2

Życie na Bali

Przed podjęciem decyzji o zapuszczeniu korzeni na Bali, Marta odwiedziła Wietnam i Tajlandię. Lecz dopiero na Indonezyjskiej wyspie poczuła, że tu jest jej dom.

Jak po 3 latach podsumowuje życie na Bali?

  • Początkowo rodzina nie była przekonana, co do decyzji Marty. Dopiero, gdy zobaczyli jak jest szczęśliwa, jak się rozwija i jak wygląda jej typowy dzień – zmienili zdanie. Dlatego jeżeli też wąchasz się na podobną decyzją, postaraj się wciągnąć swoją rodzinę na pokład. Niech zrozumieją Twoją decyzję. Dzięki temu zdobędziesz ich wsparcie – tak potrzebne, gdy trafiasz do obcego miejsca.
  • Bali jest na tle innych wysp indonezyjskich bardzo rozwinięte. Za tym idą większe inwestycje i napływ turystów. A im więcej turystów tym wyższe ceny, stąd też na wyspie tej życie do tanich nie należy
  • Szczególnie mocno eksploatowane przez turystów jest południe wyspy. Mekką surferów jest Kuta – ulubiony cel nieokrzesanych Australijczyków, przybywających tutaj na libacje alkoholowe.
  • Przeciwwagą do Kuty jest Ubut – miasto wypełnione kulturą, duchowością i jak to Marta mówi pozytywną energią. Nie powinno, więc dziwić, że to tam właśnie zamieszkała.
  • Wracając do kosztów życia, będziemy potrzebować, co najmniej 800 dolarów (ok 10 mln Rupii Indonezyjskich), aby spokojnie się utrzymać. Na to składa się:
    • Wynajem mieszkania = 400$ (dwie sypialnie, bez basenu). Należy przygotować się na to, że miejscowi najchętniej wynajmują na okres całego roku mc (wielu chce na rok) 400$ mc a przy dwóch sypialniach
    • Skuter 50$ miesięcznie przy wynajmie długoterminowym
    • Z racji na muzułmańskie wyznanie większości narodu, alkohol jest niezwykle drogi
    • Papierosy za to wręcz przeciwnie – Indonezja jest ogromnym producentem papierosów
    • W kwestii jedzenia bardziej opłacalne jest stołowanie się poza domem w lokalnych restauracjach gdzie za kilka dolarów można najeść się do syta.
    • Wszystkie produkty importowane są bardzo drogie, dlatego należy opierać się na lokalnych wytworach
    • Obowiązkowo ubezpieczenie – dobrze sprawują się długoterminowe ubezpieczenia turystyczne. Lokalna służba zdrowia jest w opłakanym stanie, dlatego jeżeli nie chcesz wpędzić się w tarapaty zabezpiecz się odpowiednią polisą.

 

Praca na bali

Marta w początkowym okresie na wyspie zaczęła razem ze swoim partnerem z polski sprowadzać maszyny do zwiększania zasadowości wody. Okazuje się, bowiem, że wiele chorób swoje źródło ma w zbyt zakwaszonym środowisku panującym w naszym organizmie. Stąd też coraz bardziej popularne stają się maszyny do alkalizacji, dzięki którym przygotujemy wodę o dowolnym stopniu zasadowości.

Patrząc na temat budowania kariery, praca na bali rządzi się swoimi prawami. Oto niektóre z nich:

  • Indonezja to jedna wielka korupcja – bardzo ciężko robić tu coś legalnie
  • Biorąc powyższe pod uwagę, pół biedy, jeżeli jesteś rodowitym mieszkańcem. Wtedy nikt nie będzie Cię weryfikował czy i jakie podatki płacisz. Co innego jednak, jeżeli jesteś obcokrajowcem. Wtedy znajdujesz się pod stały nadzorem i dozorem.
  • Tylko 2 rodzaje spółek w Indonezji przewidują udział obcokrajowców
    • Pierwsza to PITI (obcokrajowiec może mieć tutaj maksymalnie 49% udziałów – reszta musi być w posiadaniu Indonezyjczyka). Założenie tej spółki to koszt rzędu kilku tysięcy dolarów, a cały proces trwa nawet kilka miesięcy.
    • Druga opcja to spółka PMI – jedyna spółka, w której 100% udziałów może mieć obcokrajowe. Haczyk znajduje się w kapitale zakładowym, który musi wynosić, co najmniej 1 milion dolarów …
  • Podstawą jest poznawanie ludzi i budowanie sieci kontaktów. Dzięki znajomościom z lokalnymi mieszkańcami i ekspatriantami zwiększamy znacząca szansę na znalezienie pracy
  • Domyślną strefą jest szara strefa – zatrudnienie na czarno
  • W kwestii wynagrodzeń, obcokrajowcy średnio dostają 2 – 3 razy więcej niż lokalesi niemniej jednak dostać więcej niż 1000$ jest trudno. Większość ludzi zamiast szukać tu pracy wchodzi ze swoim kapitałem i go pomnaża
  • Balijczycy są uczciwi i wierzą w karmę, ale mimo wszystko wielu z nich pieniądze z pewien sposób zniszczyły, dlatego trzeba się mieć na baczności
  • Aby zostać legalnie zatrudnionym musimy być w odpowiedniej spółce, których nie ma dużo, – dlatego trudno o legalną pracę. Pełne pozwolenie o pracę kosztuje ok 2 tys. dolarów rocznie i wymaga potwierdzenia listownego z lokalnej firmy
  • Wizę turystyczną możemy dostać na okres 30 dni z możliwością przedłużenia do 60 dni– absurd jest taki, że wystarczy wyjechać na 3h poza granicę kraju i można od nowo dostać taką wizę, dlatego wszyscy latają do Singapuru i wieczorem wracają z nową wizą turystyczną
  • Alternatywą jest wiza biznesowa, ale należy pamiętać, że nie daje ona od razu pozwolenia na pracę tylko umożliwia jej poszukiwanie (negocjacja oraz poszukiwanie partnerów biznesowych)
  • Prowadząc biznes bez pozwolenia, jako obcokrajowiec narażamy się na częste i wyrywkowe kontrole (w przypadku ogłaszania się, reklamowania, poszukiwania pracowników itd.)
  • Często się zmieniają przepisy, które na dodatek są mocno protekcjonistyczne – trudno np. kupić nieruchomość tutaj
  • Idealnym rozwiązaniem jest prowadzenie biznesu online na Bali – koszty życia nadal są niższe niż w Polsce, (jeżeli nie wiedziemy życia „turysty”), a do tego dochodzi piękno i spokój samej wyspy.

Podsumowanie

Bali jest miejscem, do którego udajemy się by się wzbogacić. Ale nie taka jak w przypadku Szwajcarii, Niemiec i Tanzanii wzbogacić finansowo tylko duchowo. Dopiero potem, gdy będziemy wyznawać wszystkie zasady karma itd. pieniądze również dotrą.

Tak też stało się w przypadku Marty, która obecnie rozpoczyna nową działalność polegającą na organizowaniu wyjazdów transformacyjnych dla kobiet (medytacja i praca nad sobą) jak również udziela indywidualne konsultacje. Jeżeli chciałabyś dowiedzieć się więcej kliknij tutaj

Martę możecie znaleźć również na Facebooku w grupie holistic healing by Marta Komosa

Wybrane źródła:

 

Marta Komosa 🙂

Junior Chamber International

Transform Retreats

Zdjęcia

Mapa

 

ropp26 max - praca na bali

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Życie i praca na Malcie

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

Przyszedł już ten czas, aby wyemigrować! Znam angielski, nic mnie tu nie trzyma, więc jadę na wyspy. No tak, ale po Brexicie chyba nie będą to Wyspy Brytyjskie… Na ratunek zmierza archipelag niewielkiego i mało znanego w Polce kraju – Malty.

Dzisiaj razem z moim gościem przybliżymy Ci realia życia i pracy na tej wyspie wielkości Krakowa na Morzu Śródziemnym.

 

 

Przepraszam, ale z kim mam przyjemność?

Nasz dzisiejszy bohater, po studiach w Rzeszowie wyruszył za pracą do Krakowa. Tam w dwóch międzynarodowych korporacjach zaznał życia pod krawatem i nauczył się poruszać się w tym specyficznym środowisku. Sztywne zasady, mała elastyczność i duże budżety. Wszystko to ma swoje plusy i minusy – tym bardziej widoczne, gdy udamy się do bajecznego, subtropikalnego kraju.

 

Na Maltę Mateusz udał się w celach turystycznych. Niemniej jednak po kilku miesiącach historia zatoczyła koło i zjawił się tam ponownie. Tym razem na dłużej.

 

 

Słów kilka o Malcie

Tak jak to Mateusz zauważył w naszej rozmowie, świadomość wśród Polaków o tym wyspiarskim kraju jest naprawdę niewielka. Prawie tak niewielka jak jego powierzchnia – 320 km2, czyli wielkości Krakowa. Co ciekawe, mieszka tu o połowę mniej ludzi niż w naszej turystycznej stolicy.

 

Jeśli chodzi o lokalizację, to wystarczy nam godzinka na promie i już jesteśmy we Włoszech. Ściślej mówiąc: będziemy potrzebowali przebyć tylko 80 km  w drodze na kontynent. Tę i inną drogą rocznie dociera do Malty 1,5 miliona turystów. Czeka na nich klimat śródziemnomorski, przyjaźni mieszkańcy i największa ilość zabytków w przeliczeniu na km2 na świecie.

 

To ostatnie jest wynikiem burzliwej historii Malty, która jako ze względu na swoją strategiczną pozycję w Basenie Morza Śródziemnego, przechodziła po kolei z rąk do rąk. Najpierw u Fenicjan, dalej u Rzymian potem Turków, Francuzów i na końcu Anglików. Ci ostatni zostawili tutaj swój język, który razem z maltańskim stanowi język urzędowy.

 

Co ciekawe poziom znajomości i rozpowszechnienia języka angielskiego jest na archipelagu maltańskim tak wysoki, iż stał się on kolebką wybitnych szkół językowych. Zjeżdżają tutaj studenci z całego świata. A więc praca na Malcie czy też wczasy nie są jedynym powodem, dla którego tak wielu zmierza do tak małego kraju.

 

 

Wyobraź sobię wyspę wielkości Krakowa, dryfującą po morzu śródziemnym. Do tego podziel ilość mieszkańców na dwa. Rezultat - Maltatwitter

 

 

Życie na Malcie

Kontynuując powyższy wątek zastanówmy się jak wygląda życie emigranta w tym kraju. Tak jak wspomniałem, dogadamy się bez problemu dzięki wszechobecności języka angielskiego. Przy okazji będziemy mieli możliwość poznać wielu rodowitych Brytyjczyków, którzy hordami nawiedzają wyspy Malty. Znani ze swoich nieokrzesanych zachowań po alkoholu mogą nam podnieść poziom adrenaliny we krwi.

 

Nie odczujemy tego jednak od miejscowych, którzy są niezmiernie przyjaźnie i pogodnie nastawieni do przyjezdnych. Wynika to nie tylko z ich dobrego usposobienia, ale również z faktu, o którym wspomniałem: Malta jest istnym zagłębiem szkół językowych. Rodzice z całego świata wysyłają swoje nastoletnie pociechy, aby uczyły się tutaj obcych języków. Stąd też miejscowym bardzo zależy na tym, by ich pobyt odbył się spokojnie i bez powikłań.

 

Gdy już przyjdzie naszym przyjezdnym dokonać pierwszego zakupu, odbędzie się on w walucie EURO. Malta jest bowiem członkiem Unii Europejskiej, również w jej monetarnym wymiarze. Jeśli chodzi zaś o podstawowe koszty życia, to nie różnią się one znacząco od tych w Polsce.

 

Przykładowo, w kwestii transportu: 2-godzinny bilet będzie nas kosztował 2 euro. Jest to bilet przesiadkowy, możemy za jego pomocą przemieszczać się dowolnym autobusem, jak również promem, które sprawują się zdecydowanie lepiej w codziennej komunikacji. Wynika to z bardzo dużego zagęszczenia samochodów osobowych – znaczenie przekraczającego przepustowość lokalnych dróg.

 

Inne codzienne wydatki znajdziesz w tabeli poniżej:

 

Tabela 1 - wybrane koszty życia na Malcie

ropp25 tabela - praca na Malcie

 

To, na co warto zwrócić uwagę to kwestia wynajmu mieszkań. Nie mamy tu, co prawda, problemów z wysokim progiem wejścia, o jakim mówił Bartek w kontekście życia w Manchesterze (gdzie od wynajmujące wymaga się m.in. potwierdzenia stałego zatrudnienia), niemniej jednak mamy napływ turystów i studentów, którzy szybko rozchwytują dostępne mieszkania, jak również i pojedyncze pokoje. Wniosek – chcąc przeprowadzić się na Maltę poszukuj mieszkania poza sezonem, np. w styczniu czy lutym. Tak też zrobił Mateusz, korzystając z polecenia swojej znajomej. Dzięki temu nie dość, że znalazł ciekawe lokum w przystępnej cenie (200 euro) to jeszcze uniknął prowizji agentów nieruchomościowych, którzy za znalezienie lokum liczą sobie jeden czynsz z wynajmu.

Reasumując, w kwestii zakwaterowania lepiej trzymać się z dala od morza. Zasada jest prosta – im bliżej wody i dzielnic turystycznych, tym drożej.

 

ropp25 1 - praca na malcie
ropp25 3
ropp25 2

Praca na Malcie

Tak, jak już wspominałem, Mateusz niedługo po wizycie turystycznej na Malcie dostał wiadomość przez linkedin dotyczącą procesu rekrutacyjnego prowadzącego przez naszą krajankę, obecnie również zamieszkałą na wyspach.

 

Procedura rekrutacyjna odbyła się szybko i sprawnie: najpierw były dwie rozmowy na skypie, przy czym druga już z szefem firmy. Następnie przyszło zakupić bilet na Maltę, spotkać się z nowymi kolegami i pracodawcami i voila la! Wylatujemy już gotowi do podjęcia nowego zajęcia. Dwa tygodnie później Mateusz już z większymi walizkami wylądował z powrotem na Malcie.

Warto nadmienić, że znalazł zatrudnienie w branży finansowej – jednej z trzech prężnie działających sektorów maltańskiej gospodarki, gdzie pierwszym z nich jest naturalnie turystyka. Tutaj możemy ubiegać się o tzw. Summer jobs (prace letnie) na stanowisku kelnera, sprzątacza itd.

 

Druga w kolejności przychodzi branża igamingu. Od 2000 roku złożono ponad 500 aplikacji na rozpoczęcie działalności w ramach maltańskiego urzędu loterii i gier.  Co ciekawe, wszystkie formy interaktywnego igaminu mogą być rozwijane na Malcie, poczynając od internetowych kasyn, bukmacherki, loterii na jednorękich bandytach kończąc. Gwałtowny rozwój igamingu na Malcie wynika z faktu iż:

  • Malta jest jedynym krajem w ramach EU, który skutecznie uregulował sektor internetowych gier,
  • Malta jest rajem podatkowym,
  • Proaktywne podejście maltańskiej władzy w stosunku do sektora igaminu,
  • Dobra infrastruktura telekomunikacyjna,

Trzecia przychodzi branża finansowa, w której również Mateusz znalazł zatrudnienie. Jej gwałtowny rozwój można zawdzięczać niezwykle korzystnym ulgom podatkowym, które wręcz czynią Maltę rajem podatkowym.

 

Podsumowując: praca na Malcie może być ciekawym i dochodowym zajęciem, o ile znajdziemy się w trzech głównych branżach: turystycznej, igamingowej czy też finansowej. Należy pamiętać, ze nie jest to prężnie rozwijająca się gospodarka z milionami ludźmi stale zasilającymi jej szeregi. Jest to kraj mały, o jeszcze mniejszej populacji. Niemniej jednak, jeżeli dobrze wszystko zaplanujemy to znajdziemy tu dla siebie miejsce.

Przede wszystkim pamiętajmy o tym, aby większość procesu rekrutacyjnego dokonywać jeszcze z poza jej granicami: w ten sposób unikniemy nieprzyjemnego rozczarowania i stanu zawieszenia po przyjeździe na miejsce.

 

 

Dla kogo się Malta nie nadaje

Na koniec warto wymienić, dla kogo Malta się nie nadaje. Możemy wyszczególnić następujące grupy ludzi, którzy powinni dwa razy przemyśleć swoją decyzję o wyjeździe na ten wyspiarski kraj:

- osoby o zbyt dużych wymaganiach finansowych

- osoby o tendencji do zbyt szybkiego nudzenia się i unikania monotonii (Malta z racji na swój rozmiar jest dosyć przewidywalna, a zasób atrakcji jest mocno ograniczony). Dodatkowo życie tutaj toczy się w lecie, poza sezonem jest uśpiona

Dla kogo Malta nadaje się z całą stanowczością?

Dla nurków 🙂 dla nich będzie to raj z racji na ilość dostępnych miejsc czy też temperaturę wód.

Wybrane źródła:

 

Mateusz Esing 🙂

Igaming

Informacje o Malcie

Zdjęcia Malty

 

ropp25 max - praca na malcie

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Newsletter

Życie i praca w Anglii

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:



Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Anglia. Ryba z frytkami, nieprzemijający deszcz i zamiłowanie do piłki nożnej. A Tobie z czym się kojarzy Wielka Brytania? W ramach dzisiejszego podcastu rozmawiam z moim gościem Bartoszem Rogalą o tym, ile z tych i innych stereotypów jest bliskich prawdy patrząc na to z perspektywy życia i pracy w Anglii.

Poniżej znajdziesz podsumowanie najważniejszych aspektów naszej rozmowy, naszpikowane dodatkowymi materiałami. Nie mniej jednak gorąco zachęcam Cię również do odsłuchania dzisiejszego nagrania.

 

Od czego się zaczęło?

Bartek (27 l.) z wykształcenia inżynier żywności, absolwent Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pod koniec 2015 roku podjął decyzję o wyjeździe z kraju. Powodów ku temu było kilka. Po pierwsze, poczuł się znudzony swoją dotychczasową korporacyjną pracą i zapragnął czegoś więcej. Zdecydował się ruszyć na rynek pracy. Na początek, z powrotem na ten krajowy. Rezultat? Zdziwienie.

Zdziwił się, gdy po trzech etapach rekrutacji i zdanych testach zaproponowano mu 1500 zł netto (przy Warszawskich kosztach życia). Dalej zdziwił się, gdy zobaczył ten sam model działania u większości rekruterów: obiecaj (wysokie zarobki, ciekawy zakres obowiązków itd.) -> zmęcz (skomplikuj proces rekrutacji tak, aby kandydat poczuł, że bierze udział w prawdziwej selekcji) -> zaproponuj śmieszne warunki (niewspółmierne do zakresu obowiązków czy też pozycji kandydata) -> szukaj dalej (w razie gdy trafi Ci się taki „Bartek”).

 

Wykres 1. Błędne koło rekrutacji

ropp12 wykres - Praca w Anglii

W związku z powtarzającym się powyższym scenariuszem, Bartek doszedł do wniosku, że nic go tutaj (w Polsce) mocno nie trzyma, więc może warto pomyśleć o tymczasowej emigracji? Będzie to świetna okazja do doszlifowania swojego języka angielskiego, przeżycia przygody i odłożenia paru groszy w tak zwanym międzyczasie.

Wybór miejsca docelowego był prosty: padło na Anglię, a ściślej mówiąc na Manchester, w którym to przebywał już od kilku miesięcy jego brat.

 

Jak wygląda Manchester oczami emigranta?

Mimo iż samo miasto nie ma dużej populacji (około pół miliona mieszkańców), to cała okoliczna aglomeracja zamieszkiwana jest już przez 2,5 miliona ludzi, co czyni ten rejon drugim najgęściej zaludnionym obszarem Anglii. Samo miasto nasycone jest industrialnymi obiektami, jako, że było ważnym przyczółkiem rewolucji przemysłowej w tym kraju. Oczywiście ma ono również do zaoferowania wiele zabytków i obiektów kulturowych, ale nie czas i miejsce na ich wymienianie 🙂

 

Popatrzmy na praktyczne aspekty, które mogą się okazać przydatne dla nowoprzybyłych. Po pierwsze, jeżeli przywykliśmy do standardów komunikacji miejskiej oferowanych przez większe miasta w Polsce, to przeżyjemy szok w Manchesterze. Tam komunikacja publiczna jest w opłakanym stanie. Autobusy kursują w oderwaniu od oficjalnych rozkładów, ceny biletów sięgają kilku funtów za parę minut podróży a co gorsza, nie istnieje jeden publiczny przewoźnik: patrz ZTM. Zamiast tego jest siatka mniejszych i większych firm przewozowych, o często pokrywających się rejonach i różnych taryfikatorach. Można sobie wyobrazić, jaki chaos to wprowadza. Dlatego jeżeli już tam trafimy i będziemy planowali podróż np. na rozmowę rekrutacyjną, skorzystajmy z taksówki albo udajmy się na spotkanie z dużym wyprzedzeniem. W innym przypadku możemy nie dotrzeć na czas na wskazane miejsce.

 

Jeżeli wybierzemy opcję mniej ryzykowną i zamówimy taksówkę, to pamiętajmy, ze w Anglii kierujemy się kodami pocztowymi, a nie nazwami ulic. Dlatego sprawdźmy wcześniej te cyfry przed zamówieniem taksówki. Za trzaśnięcie drzwiami taksówkarz zainkasuje od nas ok 2,5 funta (13 zł), a za kilometr w miejskiej strefie zapłacimy ok 1,9 funta (10 zł).

 

Praca w Anglii a Polacy

Pierwszym szokiem dla Bartka po wyjściu z metrolinka było usłyszenie naszego ojczystego języka – u pierwszej napotkanej osoby w tym mieście. Przy okazji, metrolink jest to ichniejsza sieć tramwajowa oplatająca rejon Manchesteru, co widać z rozkładówki poniżej:

 

Rysunek 1. Schemat sieci metrolink

ropp12 rysunek1 metrolink - Praca w Anglii

Oczywiście wracając do kwestii Polaków i ich postrzegania: tak, jak większość Słowian i emigrantów z Europy nie mają oni specjalnych problemów z adaptowaniem się do nowych warunków i do otoczenia. Nie zamykają się oni w hermetycznych grupach, pozostając otwartymi na otaczający ich świat. Oczywiście bohaterowie pierwszej fali emigracyjne (głównie pracownicy fizyczni) funkcjonują często w formie przetrwalnikowej – jak najwięcej zarobić + jak najwięcej oszczędzić i wysłać do rodzin w Polsce, niemniej jednak wkład naszych rodaków w gospodarkę tego kraju jest ogromny. Według wyliczeń Instytutu Sobieskiego w latach 2014-2020 wyniesie on prawie 64 mld euro zysków. Zdziwiony? Taka jest moc sprawcza blisko 700 tysięcy Polaków żyjących i pracujących w Anglii (tutaj szacunki się różnią, brytyjski spis powszechny nieuwzględniający Szkocji mówi o 579 tys., a polski GUS o 680 tys.).

 

Wkład polskich emigrantów w gospodarkę Anglii wyniesie 64 mld euro zysku w latach 204-2020 twitter

 

Skutki różnicy kulturowo-językowych

Oczywiście Polacy giną niczym kropla w morzu w obliczu rzeszy emigrantów z innych rejonów świata przybywających w to miejsce. W oczy rzucają się Pakistańczycy i emigranci z Afryki gdzie każdy z nich mówi swoją interpretacją angielskiego, co tylko potęguje chaos językowy.

 

Sami rodowici mieszkańcy Manchesteru mówią z bardzo specyficznym akcentem. To, co zwraca uwagę jest np. forma wypowiadania samogłoski „u”. Tam gdzie w ramach Received pronunciation (ten angielski, który znamy z BBC) słowo number wymówilibyśmy, jako „namber”, tam w Manchesterze uświadczymy mocnego „number”. Może to się okazać problematyczne w momencie, w którym będziemy telefonicznie załatwiali np. formalności w banku. Na infolinii automat nie poprosi nas o kliknięcie odpowiednich klawiszy (tak, jak w Polsce), lecz o wymówienie odpowiedniego numeru. W tym momencie, jeśli nie wykażemy się znajomością lokalnego akcentu, system rozpoznawania głosu nie przepuści nas dalej.

 

Wielu miejscowych powtarza bez ukrytego żartu, że sami Anglicy mają nie raz problem ze zrozumieniem się nawzajem. A co dopiero, gdy dodamy do tego mieszankę kulturową emigrantów z całego świata…

 

Różnice pomiędzy Received pronunciation a akcentem z Manchasteru

Oczywiście jak w każdym dialekcie tak w przypadku tego z Manchesteru, mamy do czynienia nie tylko z różnicami wymowy (patrz wyżej), ale również ze słowotwórstwem charakterystycznym dla danego rejonu. Poniżej przedstawiam kilka przykładów lokalnego slangu, którego trafne użycie pozwoli nam wtopić się w tłum, gdy już tam dotrzemy 🙂

 

Tabela 1. Slang Manchesterski

ropp12 tabela1 - Praca w Anglii

 

Jeżeli chciałbyś poznać różnice w wymowie poszczególnych słów (nie slangowych) to obejrzyj ten film:

 

A jeżeli zastanawiasz się czy manchesterski jest jedynym dziwnym akcentem w UK, musisz zobaczyć to nagranie, w którym Pani Siobhan Thompson (autorka kanału Anglophenia) naśladuje 17 różnych akcentów brytyjskich pokazując również ich miejsce pochodzenia:

 

Emigracja i praca w Anglii a relacje z bliskimi

Wracając do historii Bartka. Szykując się do wyjazdu, postawił on sobie za cel nie utracić tych kontaktów, które zdobył i pielęgnował przez lata. W jego ocenie: dla chcącego nic trudnego. Nawet przy ograniczonej częstotliwości wizyt w Polsce, wystarczy trochę dyscypliny i regularności w kontaktach zdalnych: skype, facebook, whatsup itd. Nasza rekomendacja: przygotowujmy znajomych i bliskich do nowego stylu i formy komunikacji jeszcze przed wyjazdem. W ten sposób zminimalizujemy szok związany z brakiem spotkań fizycznych.

 

Jak wyjazd do Manchesteru wpłynął na rozwój osobisty naszego bohatera?

To, co miało być ciekawą przygodą stało się czymś zdecydowanie więcej. Emigracja zawsze stanowi pewnego rodzaju wyzwanie. Kwintesencję wyrwania ze strefy komfortu. Z dnia na dzień zostajemy przeniesieni do nowego, nieznanego otoczenia, w którym zaczynamy z czystą kartą. Musimy zbudować wszystkie relacje od nowa, nauczyć się niuansów kulturowych i obyczajowych. Narysować swojego rodzaju mapę/schemat nowych zachowań. Dodatkowym wyzwaniem staje się przełamywanie bariery językowej. To wszystko pozwala nam spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość z innej perspektywy. Możemy zacząć podważać to, co wydawało nam się oczywiste, modyfikując swoją filozofię życiową w większym lub mniejszym stopniu, koniec końców wzbogacając naszą osobowość.

Do rzeczy. Czyli ile można zarobić w UK, ile odłożyć i jaki są koszty życia?

Czy praca w Anglii się opłaca? Na „start” w Manchesterze, zatrudniając się poprzez agencję pracy można zarobić od 900 do 1100 funtów brytyjskich (4803 do 5870 zł). Dlaczego przez agencję? Prawda jest taka, że doświadczenie zebrane w Polsce w większości przypadków nie będzie brane przez angielskiego pracodawcę pod uwagę. Jeżeli nie możemy się wylegitymować pracą w międzynarodowej korporacji, obecną również na angielskim rynku, nasz nowy potencjalny pracodawca nie będzie nawet próbował weryfikować naszych doświadczeń, po części z braku zaufania, a po części z powodu bariery językowej. W takim przypadku przyjeżdżamy do Anglii z czystą kartą, a naszym celem staje się zbudowanie wiarygodności i zebranie pozytywnych referencji na tym rynku. Dlatego właśnie w opinii Bartka ok ¾ emigrantów zaczyna pracując w agencji pracy, w której nie ma tego typu bariery wejścia.

 

Ok. znaleźliśmy już swoją tymczasową pracę, ale czy koszty życia nas nie zjedzą? Na wynajęcie pokoju, wyżywienie, transport będziemy potrzebowali… 500 do 600 funtów (nie licząc oczywiście używek, rozrywki itd.). Oznacza to, że bez większego wysiłku, pracując na granicy płacy minimalnej jesteśmy w stanie odłożyć ok 2600 zł miesięcznie.

 

Cennik wybranych lokalnych produktów w Manchesterze znajdziesz poniżej:

 

Tabela 2. Ceny typowych produktów spożywczych

ropp12 tabela2 anglii

Dysproporcje w wartości nabywczej widać również w towarach luksusowych. Przykładowo, jeśli chcielibyśmy zakupić Porshe Boxter, z drugiej ręki i z dobrym przebiegiem, powinniśmy na ten cel wygospodarować ok 5000 funtów (26 683 zł)

Dla kogo Manchester się nie nadaje?

Ciężko będą miały osoby słabsze psychicznie, przyzwyczajone do monokulturowego, statecznego życia. Oczywiście brak znajomości języka będzie tylko potęgował nasz strach i niepewność. Pamiętajmy jednak, że nie brakuje ludzi, którzy emigrują z jeszcze gorszymi predyspozycjami. A wiesz, dlaczego im się udaje? Ponieważ mają niezwykle mocną misję, cel ich wyjazdu. Niezależnie czy jest to troska o zapewnienie godnego życia dla swoich bliskich, przeżycia przygody swojego życia czy rozwoju osobistego – musimy sobie uzmysłowić ten cel, skupić na nim całą energię i resztę odłożyć na bok.

 

Czy chcę Cię nakłonić do emigracji? Nie. Uważam, że nie ma tutaj złego wyboru. Niezależnie czy chcesz zostać w kraju czy wyjechać, musisz tylko mieć pewność, że Ty tego chcesz. Że to jest Twoja własna misja.

 

Tymczasem dziękuję Ci za to, że tu jesteś. Zainteresował Cię ten temat? Jeśli tak to zapoznaj się z poprzednim odcinkiem z cyklu „Życie i praca w…”, w którym braliśmy na warsztat emigrację do Szwajcarii.

 

 

 

A może samemu masz doświadczenia z emigracji, którymi chciałbyś się podzielić? Jeśli tak to zostaw proszę komentarz pod tym wpisem, albo napisz do mnie – może razem nagramy następny wywiad? 🙂

Dla przypomnienia, całość rozmowy z Bartkiem znajdziesz za to w podcaście.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę sukcesów, w którymkolwiek kraju teraz jesteś 🙂

 

 

Wybrane źródła:

 

Bartosz Rogala 🙂

Analiza Instytutu Sobieskiego

Flaga Anglii

Koszty życia w Manchesterze

 

ropp12 min - praca w Anglii

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Życie i praca w Szwajcarii

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Precyzja, zegarki, dobre sery i kredyty we frankach. To zazwyczaj w pierwszej kolejności przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o Szwajcarii. Ale jaki jest i jaki nie jest naprawdę ten kraj, z perspektywy emigracji zarobkowej? Odpowiedzi na te pytania, opatrzone ciekawymi anegdotami i poradami znajdziesz w tym wpisie.

 

Kolejne fale emigracji z Polski wprowadzają i będą wprowadzały wiele zmian zarówno w mikro jak i makro skali. Poczynając od zmian demograficznych, przez mentalnościowe, kończąc na ekonomicznych. Te wszystkie aspekty bezpośrednio łączą się z tematyką rozwoju osobistego, dlatego też w związku z tym rozpoczynamy kolejną serię wywiadów przeprowadzaną w formie pytań i odpowiedzi, zadawanych ludziom faktycznie żyjącym i pracującym poza granicami Polski.

W pierwszej kolejności na warsztat bierzemy Szwajcarię-kraj, o którym wiele może nam powiedzieć Radosław Tomaszuk, człowiek, który dwa lata żył i pracował w niemieckojęzycznym Kantonie. Poniżej znajdziesz jego historię, jak również główne konkluzje i rekomendacje płynące z jego emigracji. Całość rozmowy znajdziesz za to w podcaście.

 

Od czego się zaczęło?

Radek w pewnym momencie życia stwierdził, że musi coś zmienić i w spektakularnym stylu odszedł ze swojej bieżącej pracy. Po blisko dwóch miesiącach poszukiwań, zdał sobie sprawę, iż oszczędności topnieją w zastraszającym tempie, a pracy jak nie było, tak nie ma. To, co przykuło jego uwagę, to ogłoszenie, które znalazł na Gumtree z lakonicznym opisem „poszukujemy kierowcy z j. niemieckim. Praca w Szwajcarii” oraz dobrym haczykiem „WYSOKIE ZAROBKI”.

 

Mając duże doświadczenie zdobyte w branży motoryzacyjnej oraz mówiąc płynnie po niemiecku, złożył aplikację na wspomniane stanowisko. Następnego dnia siedział już w Złotych Tarasach na rozmowie kwalifikacyjnej. Na spotkaniu był Szwajcar, właściciel firmy oraz jego asystent. Pierwsze pytanie dotyczyło doświadczenia w obsłudze samochodów. Zadane było po polsku. Drugie dotyczyło znajomości języka niemieckiego. Również zadane zostało po polsku, lecz Radek działając proaktywnie przełączył się w tym momencie na język niemiecki i tak kontynuował resztę spotkania. Prawdopodobnie ten fakt przeważył o tym, że przeszedł ten etap pomyślnie.

 

Nie minęło wiele czasu, a rozpoczął się jego okres próbny w Szwajcarii. Początkowo jego główny zakres obowiązków sprowadzał się do transportowania szefa z punktu A do punktu B. Jako szofer musiał się jednak nauczyć multi-taskingu i jednocześnie uczyć swojego 60-letniego przełożonego języka angielskiego. Z biegiem czasu zaczął być również odpowiedzialny za koordynacje i nadzorowanie polskich robotników pracujących w tej organizacji. Jako, że firma operowała w branży nieruchomości, potrzeba było dużo rąk do pracy – remontów mieszkań, przygotowań budynków pod wynajem itd.

 

Prawda jest taka, że większości wykonywanych obowiązków uczył się w locie, nie posiadając uprzednio większego doświadczenia. Niemniej jednak, nie zrażał się z tego powodu, wręcz przeciwnie, brał coraz to nowe obowiązki na swoje barki, z czasem stając się prawą ręką swojego szefa – szwajcarskiego milionera. Cały proces zajął około dwóch lat, pracy w systemie ¾ - trzy tygodnie spędzane za granicą + jeden tydzień w Polsce.

 

Emigracja a relacje z bliskimi

Tak długa i regularna rozłąka nie wpłynęła jednak negatywnie na jego relacje z bliskimi i narzeczoną. Za każdym razem, kiedy powracał do kraju, oboje wiedzieli, że muszą „wycisnąć” tyle, ile się da z tego krótkiego czasu. Większość mało istotnych spotkań było przekładanych, a całe skupienie pokładane na partnerze. No i oczywiście zagraniczne prezenty tylko polepszały cały ten obraz 🙂

 

Jak Polacy są postrzegani w Szwajcarii?

Tak, jak możemy się domyśleć, kraj ten jest obecnie bardzo multi-kulturowy. Znajduje się tam dużo Albańczyków, emigrantów z Afryki, jak również Polaków. Zastanawiając się nad tym chwilę, w opinii Radka są dwa główne powody, dla który ludzie zatrudniają obcokrajowców:

 

1. Aspekty ekonomiczne (ktoś wykona tę pracę taniej, niż lokalni pracownicy),

2. Więzy kulturowe lub emocjonalne z daną nacją (ktoś ma bliskich w danym kraju lub w inny sposób został z nim w pewien sposób związany).

 

W związku z powyższym, Polacy w pewien sposób zlewają się razem z resztą emigrantów, a w stosunku do nich nie panują jakieś szczególnie mocno zarysowane stereotypy – pozytywne lub negatywne.

 

Skutki różnicy kulturowo-językowych

Dla nas, Polaków-narodu kombinatorów, dosyć elastycznie podchodzących do litery prawa i panujących przepisów- może być dużym szokiem, gdy np. po 5 minutach zaparkowania w nieidealny sposób znajdziemy za szybą mandat w wysokości 40 franków. Za każdym razem i o każdej porze dnia. Szwajcaria bowiem jest w pewien sposób państwem policyjnym. Państwem, w którym każdy rodowity obywatel przestrzega przepisów oraz czuje się w obowiązku raportowania odstępstw od tychże przepisów u innych. Jest to zauważalne niemalże na każdym kroku i może stanowić mocny szok kulturowy po przeprowadzce tam.

 

Wpływ emigracji do Szwajcarii na rozwój osobisty naszego bohatera

Praca i stałe przebywanie z milionerem ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony jesteś poddany ogromnemu stresowi i napięciu związanym z pracą z trudną osobą, która nie znosi odmowy i nie toleruje porażki. To uczy działać szybko i niezawodnie oraz być skupionym na realizowanym celu. Z drugiej strony możesz do woli kąpać się w blasku takiej osoby – żyć życiem milionera: jadać w ekskluzywnych lokalach, prowadzić najdroższe pojazd, wchodzić i rozmawiać z ludźmi, do których normalny śmiertelnik nie ma dostępu.

 

Kolejną kwestią jest przerwanie bariery językowej oraz strachu przed rozpoczęciem konwersacji. W momentach, w których jesteśmy zmuszeni do rozmowy z urzędnikami, kontraktorami i wiemy, że od tej rozmowy zależy sukces naszego zadania, nasza motywacja do przełamania nieśmiałości jest ogromna. Wychodząc ze swojej strefy komfortu, raz po raz, codziennie, uczymy się zapominać o tej strefie.

 

Ostatnią nauką, którą Radek wyniósł z wyjazdu ze Szwecji, to wychodzić z inicjatywą. Człowiek, z którym musiał pracować, osiągnął wszystko swoją ciężką pracą. Zaczynając od zera, w wieku 60 lat posiadał kilkanaście budynków, dziesiątki lokali oraz zatrudniał kilkanaście pracowników. Zawdzięcza to właśnie wychodzeniu z inicjatywą. Dla Radka zaś wychodzenie z inicjatywą otwierało wiele drzwi. Dzięki temu, co chwilę dostawał nowe obowiązki, które sprawiały, że czuł, że się stale rozwija, przeżywa nowe doświadczenia, co napędzało jego motywację oraz wzmacniało wiarę i zaufanie u jego szefa.

Wychodzenie z inicjatywą otwiera nam wiele z pozoru zatrzaśniętych drzwi. twitter

Do rzeczy. Jakie są zarobki w Szwajcarii? Ile można odłożyć i jakie są koszty życia?

Nie jest to pewnie dużym zaskoczeniem, że emigrując do tego kraju można zarobić naprawdę dużo. Pensja minimalna w okresie, w którym Radek tam mieszkał wynosiła 4000 franków, co przy kursie franka na poziomie 3,8 przekładało się na wynagrodzenie w wysokości 15 200 zł.

 

Dodatkowo można negocjować z pracodawcą przejęcie przez niego części z tych kosztów. W przypadku Radka, były to zarówno przeloty, lokum oraz nierzadko wyżywienie. W ten sposób jesteśmy w stanie zredukować wydatki na emigracji, co w wymierny sposób przekłada się na oszczędności i prezenty dla bliskich 🙂

 

Zanim jednak podejmiemy takie negocjacje, warto sobie skalkulować czy będzie nam się to opłacało. Zapewne pracodawca odbije sobie część z tych poniesionych kosztów w naszej pensji. I tak np. pracownicy fizyczni zatrudnieni w firmie Szwajcara, zarabiali więcej, ale nie posiadali żadnych bonusów. Więc z własnej kieszeni musieli pokrywać takie koszty jak:

-300 franków za przelot w obie strony do Polski

-400 franków za wynajęcie lokum

-15 franków za przejechanie 4 stacji komunikacji miejskiej

-wyżywienie np. 2 franki za mały jogurt, 55 franków za kilogram mięsa wołowego

 

Oczywiście, w kwestii wyżywienia cena zależy od jakości i certyfikatów. Szwajcarzy spożywają wyłącznie żywność z najwyższej półki. Niemniej jednak, można również dostać produkty tańsze, które nie będą różniły się w smaku i składzie, ale zabraknie im kilku nalepek na opakowaniach. W takim przypadku za ok. 10 franków możemy kupić ziemniaki, chleb, masło, parę jogurtów i owoce.

 

Warto też zwrócić uwagę na dysproporcje wartości nabywczej w Szwajcarii oraz w Polsce. W tym pierwszym kraju samochód w bardzo dobrym stanie ze średniej półki (golf) jesteśmy w stanie kupić za 4000 franków – ekwiwalent jednomiesięcznego wynagrodzenia minimalnego. Ile przy polskiej minimalnej krajowej musielibyśmy oszczędzać na samochód takiej klasy?

 

A ile można odłożyć? To zależy od tego, ile i jakie koszty bierzemy na swoje barki oraz ile wynosi nasza stawka. Przy zarobkach rzędu 90 franków na dzień i skromnym trybie życia w Szwajcarii (nie wliczając w to prezentów dla bliskich J) połączonym z rozrzutnością w Polsce, mimo wszystko można spokojnie odłożyć kilkanaście tysięcy złotych w okresie ok 2-letniej emigracji.

 

Na koniec, należy pamiętać, że aby dostać pozwolenie na pobyt w Szwajcarii musimy posiadać miejsce zameldowania oraz potwierdzenie zatrudnienia. Gdy spełnimy te wymagania dostaniemy pozwolenia na pobyt, najpierw na rok, potem na pięć lat itd. Oczywiście jest tu pewna zaklęta pętla. Aby móc pracować, musimy gdzieś mieszkać. Aby mieszkać, musimy mieć umowę z pracodawcą. Dodatkowo jeszcze możemy napotkać na opór ze strony najemcy, niechętnego na wynajęcie lokalu dla obcokrajowcy.

 

Dla kogo emigracja do Szwajcarii się nie nadaje?

Naturalnie brak znajomości języka będzie pierwszą przeszkodą. Kluczem jest posiadanie nawet tego elementarnego poziomu, swojego rodzaju fundamentu, na którym będziemy budować dalszą znajomość języka.

Drugą kwestią jest pracowitość. Wyjeżdżając do takiego kraju jak Szwajcaria, wchodzimy z jednej strony na rynek bardzo konkurencyjny, a z drugiej bardzo wymagający. Od emigrantów zarobkowych wymaga się zaangażowania, wysiłku i konkretnych rezultatów. Poprzeczka jest postawiona wysoko, jednocześnie nie dając nam dostępu do pełnej palety dodatków, jakimi mogą się cieszyć rodowici mieszkańcy.

 

Inne ciekawostki

W sklepach ekspedienci zawsze mają drobne. Nie usłyszymy tak znajomych dla naszych uszu „a drobniej nie będzie?” Dodatkowo zostaniemy obsłużeni z uśmiechem, szybko i profesjonalnie.

 

Inną kwestią jest zamiłowanie Szwajcarów do sztuki i piękna. Antykwariaty, sklepy numizmatyczne znajdziemy niemalże na każdym rogu ichniejszych miast. Biura wypełnione są obrazami, rzeźbami, a nieraz tak abstrakcyjnymi dziełami jak sarna w skali 1 do 1 oblepiona cekinami…

 

Szwajcarski niemiecki

Chcesz posłuchać i poczuć szwajcarską odmianę niemieckiego? Odsłuchaj zatem podcast nagrany razem z Radkiem 🙂

 

 

 

Żyłeś i pracowałeś w Szwajcarii? Podziel się z nami swoimi doświadczeniami w sekcji komentarzy.

 

A może samemu emigrowałeś i chciałbyś o tym opowiedzieć? Skontaktuj się wtedy ze mną 🙂

 

 

Dziękuję za to, że jesteś czytelnikiem/słuchaczem portalu Rozwój Osobisty Po Polsku,

 

Pozdrawiam,

Wybrane źródła:

 

Radosław Tomaszuk 🙂

Flaga Szwajcarii

 

ropp11 max - Szwajcarii

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Szwajcaria foto 2
Szwajcaria foto 4
Szwajcaria foto 1
Szwajcaria foto 5
Szwajcaria foto 6