Tag: Walka

Walczyć czy uciekać?

Czyli o tym, kiedy lepiej rezygnować z walki.

 

Wolisz słuchać zamiast czytać? Zapraszam, zatem do odsłuchania tego materiału w formie podcastu:

Możesz również pobrać ten odcinek klikając tutaj

 

 

Czy wiesz, że możesz wygrywać częściej jednocześnie walcząc mniej?

 

Nieprzemyślana decyzja o podjęciu walki może nas bowiem kosztować sporo energii, czasu i nerwów, koniec końców zostawiając nas osłabionych w obliczu prawdziwego zagrożenia.

 

W tym artykule znajdziesz informacje o tym, jak i kiedy powinieneś odpuszczać, aby zintensyfikować siły do prowadzenia tych istotnych walk w życiu. Na przykładzie czterech historii wyjętych z mojego życia zastanowimy się, kiedy warto podejmować walkę, a kiedy lepiej uciekać (odpuszczać).

 

Idąc za Dr. Neimarkiem jest to naturalna, pierwotna i automatyczna odpowiedź organizmu przygotowująca go do walki lub ucieczki w stosunku do potencjalnego zagrożenia lub ataku. W odpowiedzi na taki obrót sytuacji, następuje stymulacja części naszego mózgu zwanej podwzgórzem, która inicjuje serię impulsów nerwowych oraz prowadzi do wypuszczenia związków chemicznych (adrenalinę, noradrenalinę i kortyzol) do krwioobiegu. W uproszczeniu, to te związki przygotowują organizm do walki lub ucieczki. Dodatkowo tempo naszego oddechu zostaje przyspieszone, krew zostaje przekierowana z układu trawiennego bezpośrednio do mięśni i kończyn, dając im dodatkowy zastrzyk energii i paliwa. My sami stajemy się psychicznie i fizycznie gotowi do walki lub ucieczki.

 

Teraz pozostaje jedno.. Wypatrywać zagrożenia.

 

Oczywiście powyższy opis w mocno uproszczony sposób przedstawia mechanizm „walcz lub uciekaj”. Jeżeli jesteś zainteresowany dokładniejszym opisem, polecam zapoznać się z filmem Paula Andersona pt. „Fight or Flight Response”. Zdaję sobie sprawę, iż jest on najeżony skomplikowaną terminologią, w związku z czym przygotowałem polskie tłumaczenie tego materiału.

 

Ok, a co w przypadku, w którym proste „walcz lub uciekaj” nie wchodzi w grę? Dajmy na to, znalazłeś się w sytuacji konfrontacji z szefem lub bliskim.  Społeczeństwo wymaga od nas w takich momentach opanowania i hamowania skrajnych emocji, co jest sztuką samą w sobie. Często najlepszą opcją jest zatem przemilczeć pewne kwestie i „zagryźć zęby”.

 

W tym artykule jednak skupimy się na skrajnych przypadkach, tych, w których faktycznie możemy walczyć i uciekać. Zastanowimy się, jakie są konsekwencje tych wyborów, oraz jak wpływają one na nas i na nasze otoczenie.

 

Kiedy nie warto walczyć?

 

 

Przykład 1. Pies i rower

 

Pod koniec 2015 adoptowaliśmy razem z żoną psiaka z domu tymczasowego. Luna (dawniej Sonia), jest kundelkiem, mieszańcem sięgającym do kolana.

 

Wiedząc, że:

->.Jest ona w pełni zdrowa – przynajmniej na ciele 😀

->.Nie została stworzona do siedzenia na kanapie 24h/7d

zdecydowałem, że będę ją zabierał ze sobą na rower, raz w tygodniu do Lasu Kabackiego.

 

Dla tych z poza Warszawy nadmienię, że Las Kabacki jest rezerwatem przyrody zlokalizowanym na południu miasta, na granicy z gminą Piaseczno. Mimo wysokiej formy ochrony przyrody, nie przeszkadza to w tym, że sam las jest eksploatowany w stopniu nie mniejszym niż np. Pola Mokotowskie. Możemy w nim uświadczyć biegaczy, rowerzystów, narciarzy itp. itd. Mimo to, widok faceta na rowerze z biegnącym psem na smyczy (obowiązek trzymania psów na smyczy w całym rezerwacie) wywołuje tak skrajne reakcje, że głowa mała. Są oczywiście pozytywni ludzie, którzy się uśmiechną i pomachają, lecz większość przechodniów (zwłaszcza w podeszłym wieku) obrzuci tylko nienawistnym spojrzeniem i/lub dodając niewybredny komentarz pod moim kierunkiem.

 

Teksty w stylu „Czy Pan jest nienormalny?!”, „Dlaczego Pan męczy tego biednego pieska!” pomimo twardych konrargumentów z mojej strony, że smycz jest dość długa, by swobodnie biegła, że to ja czasem mam problem z nadążaniem za nią, a nie odwrotnie itd.

 

W idealnym świecie, dalszą kłótnię powinienem przemilczeć i odjechać nie dając się wciągać w walkę. Niestety, często życie pisze inne scenariusze. Nerwy, stres, brak snu powodują, że nieraz łatwo ulec pokusie i wciągnąć się w taki wir walki. Skutek: wybucha kłótnia, przechodzień nie realizuje swojego celu (jaki by on nie był), ja nie realizuję swojego celu i oboje kończymy z większym poziomem napięcia, podenerwowani i wyprowadzeni z równowagi.

 

Dlatego w tym konkretnym przypadku, postanowiłem obrócić całe zajście w żart. Gdy pewna kobieta nie mając już więcej argumentów, zarzuciła mi, że na pewno nie badam psu serca (sic!) Odparłem, że owszem, badam. Kupiłem nawet specjalne EKG w kształcie kości, żeby codzienne badania nie denerwowały pieska;)

 

Dzięki rezygnacji z walki w tego typu relacjach międzyludzkich, oszczędzam sobie dużo stresu i nerwów, przekuwając czyjąś złość na moją radość z żartu.

 

 

Przykład 2. Wypadek na nartach

 

Kolejnym przykładem sytuacji, w której należało uciekać zamiast walczyć, jest mój wypadek na nartach. W przeciwieństwie do poprzedniej historii, tutaj musiałem się boleśnie przekonać o skutkach brawury na własnej skórze.

 

Druga klasa liceum, tygodniowy wyjazd w polskie góry na narty. Ja, świeżo upieczony narciarz, który tydzień wcześniej nie wyjeżdżał poza oślą łączkę, teraz stoję przed dylematem. Jest ostatni dzień wyjazdu, ostatni zjazd przed planowaną zbiórką. Zbliżam się do rozwidlenia ścieżek. Na prawo znajduje się dobrze znana trasa, którą jeździłem przez ostatni tydzień, a na lewo rozpościera się czarna trasa.

 

W głowie rozterka: „walczyć czy uciekać?”. Skończyć spokojnie, czy sprawdzić swoje umiejętności i możliwości na trudniejszej trasie? Wygrała opcja „walcz”. Skręciłem w lewo i bardzo szybko zorientowałem się, że rozwinąłem prędkość, z której nie jestem w stanie bezpiecznie wyjść. Wywróciłem się, narty wbiły się w śnieg, a wiązanie nie odpuściło pozostawiając narty na moich nogach. Z całym impetem poleciałem do przodu zrywając sobie więzadło krzyżowe przednie.

 

Adrenalina zmniejszyła poziom bólu, zwiększając wolę walki do tego stopnia, że po powstaniu postanowiłem wsiąść ponownie na narty i zjechać ten pozostały kawałek. Kolejne „walcz” przyczyniło się do drugiej wywrotki i kolejnego zerwanego więzadła, pociągającego za sobą uszkodzenie łąkotki.

 

A przecież wystarczyło sobie zadać proste pytanie: czy jestem w stanie podołać temu zadaniu? Zamiast tego podjąłem walkę, której nie dało się wygrać. Skutkiem tego były 3 operacie i ponad 3,5 roku rehabilitacji zwieńczone kilkoprocentowym spadkiem sprawności prawego kolana.

 

 

Kiedy warto walczyć?

 

 

Przykład 1. Związek z Anią

 

Z moją żoną poznaliśmy się ok 7 lat temu. Po paru spotkaniach ewidentnie nie zaiskrzyło i dostałem kosza. Mimo to, parę razy próbowałem ratować sytuację. Bez skutku. Życie potoczyło się swoimi drogami. Po dwóch latach, natchniony starymi wspomnieniami, postanowiłem podjąć ostatnią próbę. Skutek: zeszliśmy się, a na końcu szczęśliwie pobraliśmy. Gdybym odpuścił tę walkę, nie przeżyłbym tego, co przeżywam teraz, i zapewne byłbym w innym miejscu. Zamiast odpuszczać (uciekać) zadałem sobie pytanie: co może się najgorszego stać? Najwyżej wyjdę na głupka. A jeśli się uda? … Warto było spróbować.

 

 

Przykład 2. Maraton MTB

 

Ostatnia historia, którą chciałbym się z Tobą podzielić, dotyczy brawury, która się opłaciła.

 

Maraton rowerowy MTB w Otwocku. Ponad 500 uczestników startuje z terenów zabudowanych, przebijając się stopniowo w stronę lasu. W początkowej fazie wyścigu wszyscy jadą zwartą kolumną. Wytrzymałość zawodników jeszcze nie zostaje poddana próbie.

 

Z czasem asfalt ustępuje miejsca ubitej ściółce. Stopniowo pojawia się również piach. Na dłuższych odcinkach wypadałoby spuścić trochę powietrza z kół tak, aby rower nie zakopywał się zbyt mocno. Nie mając pompki, postanawiam wybrać objazd przez las, celem uniknięcia piachu.

 

Po pewnym czasie orientuję się, że za sobą mam dwóch innych „cwaniaków”. Przed nami gęsty zagajnik, z małym prześwitem. Na oko zmieści się tylko jeden z nas. Szybko oceniam swoje możliwości, stan sprzętu i trasę. Podejmuję decyzję o mini wyścigu. Pedałując, ile „fabryka dała", mijam wąski prześwit, słysząc za sobą gruchot zderzenia.

 

Umiejętność obiektywnej oceny stanu rzeczy, w tym oceny sensu i skutków działań, pozwala zrezygnować z walk niemożliwych do wygrania

twitter

 

Rysunek 1. Ocena sytuacji pod kątem potencjalnych wyników.

ropp6 cel walcz

Przykład pierwszy (pies i rower) skłonił mnie do zadania sobie pytania: co zyskam, dzięki wygranej?

Nawet, jeśli wygram kłótnie, to i tak pewnie nie przekonam drugiej strony (która nie chce być przekonana) do swojej racji. Zamiast tego zostanę wyprowadzony z równowagi, obojgu zagotuje się krew i bezpowrotnie stracimy czas.

 

Musimy zrozumieć, że pewni ludzie albo celowo i umyślnie chcą doprowadzać do konfliktów, albo robią to w wyniku wplątania w łańcuch nienawiści. Gdzie każda kolejna osoba wylewa swoją agresję na innych nie mogąc sobie samemu poradzić z napięciem.

 

Przykład takiego destruktywnego łańcucha nienawiści, przedstawiono poniżej:

 

Rysunek 2. Łańcuch nienawiści

łańcuch nienawiści - walcz

Mając świadomość wyżej opisanych procesów, możemy świadomie zrezygnować z wplątywania w niepotrzebne walki w sytuacji, gdy np. jedyną wygraną będzie nasza „satysfakcja”.

 

Drugi przykład (wypadek na nartach) uzmysłowił mi rolę obiektywnej oceny sytuacji. Gdybym bowiem zadał sobie proste pytanie: czy mogę wygrać? To zapewne inaczej potoczyłaby się cała historia, a ja oszczędziłbym kilkaset godzin rehabilitacji i wizyt w szpitalu. Należy jednakże pamiętać, że to proste z pozoru pytanie, jest w rzeczywistości niezwykle skomplikowane. Wymaga ono od nas dokładnej i obiektywnej znajomości swoich umiejętności, doświadczenia, jak również otoczenia, innych ludzi, fizyki itp. itd. w zależności od sytuacji, w której się znajdujemy. Dlatego tak ważne jest, aby uczyć się na własnych błędach. Jeśli wychowywaliśmy się w bardziej liberalnym środowisku, gdzie było miejsce na podejmowanie własnych inicjatyw i decyzji, jest duża szansa, że dzięki sparzaniu się w małej skali, nauczymy się lepiej wyważać szanse w przyszłości.

 

Historia związku z moją żoną ukazuje wagę metody trzeciej, polegającej na wybieraniu wyłącznie walk, które są dla nas najważniejsze. Dzięki odrzuceniu tych nieistotnych, zostaje nam więcej siły, determinacji i motywacji do realizacji tych walk, które w naszej ocenie są warte podjęcia. Wachając się przed podjęciem walki, warto przeprowadzić prosty bilans zysków i strat. W tym konkretnym przykładzie ryzykujemy 30 sekund swojego życia (poświęcając je na napisanie do naszej sympatii) oraz ewentualne złe samopoczucie wynikające z odrzucenia. A co możemy zyskać? W najgorszym razie doświadczenie i zwiększenie pewności siebie (przełamałem swój strach!), a w lepszym przyjaciela/przyjaciółkę lub nawet partnera na długie lata :).

 

Czwartą metodę pomagającą nam przy podejmowaniu decyzji „walcz lub uciekaj”, przedstawiłem Ci na podstawie przykładu z maratonem rowerowym MTB. Metoda ta polega na tym, aby zastanowić się, czy jest coś innego, co możemy robić, aby zyskać więcej. W tym przypadku, mogłem wybrać jazdę przez piach, co spowolniłoby mnie, wysysając ze mnie energię i redukując moje miejsce w wyścigu, kosztem tych lepiej przystosowanych do takich warunków. Mogłem również odpuścić w najgorszym momencie i skończyć na drzewie albo w krzakach. Zamiast tego wybrałem inną opcję, dzięki której zyskałem więcej. Udało mi się to dzięki trafnej ocenie sytuacji oraz swoich możliwości. Wygrana była zatem wynikową zastosowania wszystkich czterech przedstawionych tutaj metod.

 

 

 

Pamiętaj, że gorąco Cię zachęcam do kontaktu, jeśli tylko:

 

- Uważasz, że w czymś mogę Ci pomóc,

- Jeśli masz jakieś sugestie dotyczące portalu,

- Masz propozycje na następne materiały,

 

Możesz również zostawić komentarz pod tym wpisem.

 

 

Dziękuje za to, że jesteś czytelnikiem/słuchaczem portalu Rozwój Osobisty Po Polsku,

 

Pozdrawiam,

ropp6 max - Walczyć czy uciekać

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter

Archiwum

Newsletter